W mieście już w listopadzie księża idą z wizytą duszpasterską do wiernych. Nieco inaczej jest na wsi – tam kolęda rozpoczyna się dopiero po Bożym Narodzeniu. Pytaliśmy księży, jak często ludzie zamykają im drzwi przed nosem. I mieszkańców, co tak naprawdę daje im kolęda. Pytania dotyczące wizyty duszpasterskiej umieściliśmy również na forum naszego portalu. Odpowiedzi były bardzo różne.



Ksiądz dał pieniądze dziecku

Jedni wyczekują wizyty księdza z radością, dla innych zaś jest to przykry obowiązek. Jeszcze inni twierdzą, że to tylko zbiórka pieniędzy i strata czasu. Są też tacy, którzy boją się księdza, jak ognia.

 - U mnie w domu zawsze przyjmowało się księdza i ja zamierzam praktykować to samo. Choćby dlatego, że tak nakazuje religia, tak zostałam wychowana. A to jest dla mnie najważniejsze – pisze internautka z Bielska-Białej. - Po wyjściu księdza zostaje w domu pewien spokój i satysfakcja. Rozmowy z duszpasterzami nie mogą być zbyt długie, bo mają oni tyle domów do odwiedzenia, że trudno byłoby im z każdym tak całkiem szczerze porozmawiać. Nie wymagajmy od nich zbyt dużo - dodaje bielszczanka.

Internautka wspomina sytuację, kiedy ksiądz otrzymane od niej pieniądze przekazał...jej dziecku. – Zrobił to w taki sposób, że nikt się nawet nie zorientował.

Nie chciał rozmawiać o TV Trwam
Licealista z Bielska-Białej żali się, że ksiądz podczas wizyty duszpasterskiej nie jest otwarty na rozmowę o wszystkim. – Podczas kolędy odważyłem się powiedzieć, co myślę o TV Trwam i Radiu Maryja. Ksiądz nagle zmienił temat. Zaczął opowiadać o zagrożeniach, jakie niosą za sobą stacje komercyjne. Następnie powiedział, że musi iść, bo czekają na niego kolejni mieszkańcy.

- Jeśli kapłan ma w ciągu popołudnia odwiedzić 60 mieszkań i spędzić w każdym średnio 5-7 minut, to trudno mówić o wymiarze duszpasterskim tego spotkania. To po prostu urzędowa wizyta, zbiórka pieniędzy, a nie żadne duszpasterstwo – twierdzi pan Wojciech z Bielska-Białej.

W mieście wpuszczają rzadziej
Odwiedziny w parafiach wielkomiejskich i na wsiach wyraźnie się różnią. Mieszkańcy bloków są sobie niemal obcy, słabiej związani z parafią, zatem i kolęda jest bardziej anonimowa. Na wsi stanowi ona nierzadko cały społeczny rytuał: trwa od rana do wieczora, z posiłkami u poszczególnych rodzin, po jakieś pół godziny na każdą z nich, z familijną atmosferą.

- Nie znam wszystkich mieszkańców, do których idę po kolędzie – przyznaje ksiądz proboszcz Jerzy Fryczkowski z bielskiej parafii Jezusa Chrystusa Odkupiciela Człowieka. – Oczywiście,  jest to związane głównie z licznymi przeprowadzkami wiernych oraz tym, że niektórzy nie przychodzą do kościoła.

Czy proboszcz odwiedza  mieszkańców, którzy nie uczęszczają na niedzielne msze? – Idę do każdego domu. Nawet tego, w którym mieszkają niewierzący. Około 25 proc. mieszkańców zamyka przede mną drzwi – przyznaje ze smutkiem ks. Fryczkowski, który pochodzi z niewielkiego Radzionkowa. – Tam jest zupełnie inaczej, praktycznie wszyscy przyjmują duszpasterza - dodaje proboszcz.

Zakaz przyjmowania kopert
Obiektem największej ilości kontrowersji i komentarzy są ofiary składane przy okazji kolędy.

 - Powiedzmy sobie wyraźnie - ksiądz nie przychodzi po pieniądze. Ofiara pieniężna nie jest warunkiem wizyty duszpasterskiej! – pisze ksiądz Waldemar Wesołowski w jednym ze swoich  artykułów zamieszczonych w katolickiej „Niedzieli.” - Jeżeli nie stać nas na złożenie ofiary, nie musimy się z tego powodu tłumaczyć, ani czuć się nieswojo. Natomiast, jeżeli kogoś stać na to, może złożyć ofiarę. Na co są przeznaczone te pieniądze? Zazwyczaj sami ofiarodawcy określają cel. Większa część przeznaczana jest na wiele celów: na utrzymanie seminarium duchownego, na działalność charytatywną, na utrzymanie kościoła, na remonty lub budowę. Część zebranych pieniędzy jest przeznaczona dla księdza, jest to pewnego rodzaju premia, czy trzynasta pensja, jaką mamy w zakładach pracy – czytamy dalej w artykule.

Tymczasem coraz więcej parafii zabrania księżom przyjmowania kopert z pieniędzmi podczas tradycyjnej kolędy. Taka zasada obowiązuje od kilku lat w diecezji opolskiej. W Bielsku-Białej i okolicy zakaz (jeszcze) nie obowiązuje. – Księdzu daję 50 zł, ministrantom po ‘’piątce’’ – mówi pan Seweryn z osiedla Beskidzkiego. – Na kolędę przeznaczam 50 zł – połowa dla księdza, a połowa dla służby – stwierdza pani Danuta z Karpackiego.

Zdecydowanie inaczej jest w pobliskich wsiach. Z naszych informacji wynika, że w mniejszych środowiskach ksiądz podczas kolędy otrzymuje średnio od 50 do 150 zł. O szczegóły zapytaliśmy jednego z ministrantów, 16-letniego Łukasza.

 - W mojej niewielkiej wsi rzadko bywa, żeby ktoś nie przyjął księdza po kolędzie - przyznaje ministrant. - Zwykle chodzi nas trzech, a dostajemy około 30 zł. Zdarzyło się jednak, że w jednym domu otrzymaliśmy 100 zł.


                                                                                 Grzegorz Wieczorek