Za dwa lata będzie nam lepiej
Rozmowa z prezydentem miasta Bielsko-Biała Jackiem Krywultem.
Przełom roku sprzyja bilansom. Jakie były najcenniejsze ubiegłoroczne sukcesy bielskiego samorządu?
- Miniony rok był bardzo dobry pod względem inwestycji przeprowadzonych w naszym mieście. Poprzeczkę postawiliśmy sobie wysoko, gdyż stopa inwestycji sięgała 30 proc. sumy wszystkich wydatków miejskich. To był ambitny budżet i fakt, że został w pełni zrealizowany sprawia mi osobistą satysfakcję. Dużym sukcesem bielskiego samorządu było przeprowadzenie kilku ważnych przetargów w stosunkowo krótkim czasie. Odbyły się bez protestów i odwołań, co poważnie przyśpieszyło tempo prac budowlanych. Dzięki temu np. budowa wiaduktu na ul. Wyzwolenia mogła ruszyć z kopyta.
Inwestycja na Wyzwolenia ślimaczyła się przez parę lat. Jeśli to był sukces, to gorzki...
- Nie mogę się z tą opinią zgodzić. Opóźnienia były rezultatem niezależnych od nas perturbacji związanych z przekazywaniem pieniędzy z Unii Europejskiej. Ale budowa nie rozpoczęłaby się do dziś, gdyby nie sprawne przeprowadzenie przetargu. Mimo, że uczestniczyło w nim ośmiu kontrahentów, nikt nie potrafił znaleźć formalnych powodów do odwołania. Uważam zatem rozpoczęcie tej inwestycji za jeden ze swoich największych sukcesów.
Minister zmienia zdanie
Były porażki? A może klęski?
- Chwileczkę...Innym sukcesem miasta był remont i modernizacja Teatru Polskiego oraz przebudowa bielskiego odcinka drogi wojewódzkiej nr 942. W tegorocznym budżecie na poprawę stanu dróg przewidzieliśmy jeszcze większe środki. Dodatkowo kilka ważnych inwestycji będzie finansowanych z zewnątrz. Np. pieniądze na obwodnicę wschodnią pochodzą z Generalnej Dyrekcji Dróg i Autostrad, a za modernizację układu komunikacyjnego wokół centrów handlowych Sfera II i Gemini Park płacą inwestorzy prywatni. Oczywiście, nie zawsze wszystko szło zgodnie z planem, ale o klęskach czy poważnych porażkach raczej mówić nie można.
Czyżby? A zaliczenie stoków Szyndzielni i Dębowca do obszaru Natura 2000? Porażka miasta czy osobista klęska prezydenta?
- Byłaby to osobista klęska, gdybym miał osobisty wpływ na decyzje Ministra Środowiska. Za wojnę w Iraku też nie odpowiadam. Człowiek rozsądny musi jednak monitorować zjawiska niezależne od niego i umiejętnie na nie reagować. Dysponuję dwoma pismami ministra w tej samej sprawie. W jednym Szyndzielnia i Dębowiec figurują poza obszarem Natura 2000. Na tej podstawie nasze miasto opracowało plan zagospodarowania obydwu stoków. To zadanie jest częścią większego projektu realizowanego w partnerstwie z trzydziestoma beskidzkimi gminami i współfinansowanego z funduszy europejskich.
Po jakimś czasie otrzymaliśmy z Warszawy drugi dokument, w którym zaliczono ten rejon do obszaru chronionego. Jeśli miałoby się okazać, że na skutek niespójnych działań resortu środowiska straciliśmy jakąś część nakładów, to nie wykluczam, że wystąpimy z pozwem przeciwko Skarbowi Państwa o odszkodowanie.
W tegorocznym budżecie przewidziano kwotę 1, 3 mln zł na rozbudowę bazy rekreacyjno – turystycznej spornego rejonu. Czy to próba obchodzenia najnowszego werdyktu ministra środowiska?
- Druga decyzja ministra znakomicie utrudnia inwestowanie, lecz nie uniemożliwia tego procesu. Obecnie zajmujemy się przygotowaniem rezerwowego wariantu planu zagospodarowania stoków. Za pieniądze z tegorocznego budżetu chcemy głównie wykupić niektóre działki oraz sporządzić niezbędną dokumentację. Najtrudniejsza i najbardziej pracochłonna jest faza formalno-prawnego oraz finansowego przygotowania inwestycji. Etap wykonawczy jest stosunkowo prosty.
Minister nie zaakceptował programu wycinania lasu.
- W lutym nasze miasto odwiedzą członkowie Komisji Rozwoju Regionalnego Parlamentu Europejskiego. Zamierzamy wówczas udowodnić, że stoki Dębowca i Szyndzielni są od dawna zagospodarowane, a my chcemy jedynie uporządkować ten teren. Co do wycinki lasu, to w naszym projekcie jest ona ograniczona do niezbędnego minimum.
Naprawdę? Przecież ekolodzy biją na alarm, że Krywult chciałby wybudować na Szyndzielni gigantyczną stację narciarską na miarę Saint Moritz?
- To bzdura. Odnoszę wrażenie, że 99,9 proc. bielszczan chce nowego zagospodarowania tego rejonu, ale w tzw. przestrzeni publicznej funkcjonuje wyłącznie opinia ekologów, którzy potrafili dostać się do mediów. Zaręczam, że chcę chronić przyrodę, lecz obce mi są argumenty typu ideologicznego stosowane przez tzw. obrońców natury. Czy lepiej zabijać karpia młotkiem w domu na oczach dzieci? A może powinien to robić specjalista dysponujący odpowiednimi warunkami? Dlaczego ekolodzy zablokowali budowę elektrowni atomowej w Żarnowcu? Czyżby kopalnie i elektrownie węglowe w Polsce dostarczały czystszą i bezpieczniejszą energię?
Mocna wiara w sukces
Ekolodzy są szkodnikami społecznymi?
- Nie, daleki jestem od tak radykalnych uogólnień. Myślę jednak, że w tym przypadku działają wbrew interesom miasta i ogółu mieszkańców. Zamiast ogłaszać larum wokół planu zagospodarowania Szyndzielni, z większym pożytkiem dla przyrody mogliby zająć się sprawą wycinania przez nadleśnictwo setek hektarów chorych lasów świerkowych.
Tegoroczny budżet jest ambitniejszy od ubiegłorocznego. Środki na wielkie inwestycje pochodzić mają z dochodów miasta, głównie podatków. Tymczasem trudno przewidzieć, jaki wpływ będzie miał obecny kryzys gospodarczy na kondycję finansową bielszczan oraz bielskich przedsiębiorstw.
- Kreśli pan czarny scenariusz, który jest mi całkiem obcy. Niepewne są nie tylko wpływy z CIT i PIT, które stanowią ok. 32 proc. dochodów miasta. Ekonomiści szacują, że na skutek zmian progów podatkowych samorządy w całym kraju stracą dochody w wysokości ok. 4 mld zł. Gmina będzie musiała też zapłacić nauczycielom, którym obiecano w br. dwie podwyżki pensji po 5 proc. W tej sytuacji plan rozwoju miasta przypomina równanie z wieloma niewiadomymi. Nie możemy jednak załamać rąk w oczekiwaniu aż ów kryzys nadejdzie.
W listopadzie plan poważnej redukcji zatrudnienia ogłosił Bielkon, należący do niemieckiego koncernu Ahlers. W marcu br. zakład ten ma być w ogóle zlikwidowany. Czy to początek kryzysu na naszym podwórku?
- Źródłem mojego optymizmu jest solidna kondycja finansowa bielskich przedsiębiorstw. Obecnie na terenie Bielska-Białej działa ok. 23 tys. podmiotów gospodarczych, w tym wiele międzynarodowych korporacji. To są duże organizmy finansowo-ekonomiczne, którym żaden kryzys nie zrobi dużej krzywdy. Na dzisiaj nie mamy powodów do alarmu. Na bieżąco monitorujemy zagrożenia, a ja mocno wierzę w to, że także br. zamkniemy sukcesem inwestycyjnym.
Przypuśćmy jednak, że mój scenariusz okaże się trafny. Czy w obliczu malejących wpływów budżetowych będziemy wycofywać się z niektórych planów czy może sięgniemy po nowe kredyty?
- Daję słowo, że nawet w przypadku znacznego spadku dochodów nie wycofamy się z naszych planów. W skrajnej sytuacji niektóre budowy mogą zostać spowolnione albo zaciągniemy kredyty. Nowe zobowiązania w żadnym razie nie przekroczą jednak limitu 150 mln zł, określonego w uchwale budżetowej. Od sześciu lat Bielsko-Biała rozwija się dynamicznie i zamierzamy tę tendencję utrzymać. Najbliższe dwa lata będą dla Bielska-Białej przełomowe. Planowane inwestycje zupełnie zmienią oblicze miasta.
Statut przywieziony w teczce
Za dwa lata dobiegnie końca druga kadencja Jacka Krywulta w Ratuszu. Trudno się dziwić, że akcentuje Pan ów okres, przygotowując się do kolejnego rozliczenia z wyborcami.
- Nigdy nie pracowałem od wyborów do wyborów, dla sławy czy pieniędzy. Po prostu w ciągu najbliższych lat skumulują się sprawy, na które często nie miałem wpływu. Urząd Miejski nie jest jedynym inwestorem w mieście. Dlatego teraz musimy umiejętnie koordynować zadania własne z przedsięwzięciami różnych podmiotów gospodarczych, aby mimo wielu placów budowy w granicach miasta bielszczanom żyło się znośnie. Dzięki zaplanowanym przez nas zmianom w infrastrukturze, za dwa lata będzie im się żyło wygodnie.
Kiedy przed kilku laty władze w Ratuszu współdecydowały o powołaniu Fundacji Rozwoju Miasta Bielsko-Biała, argumentowano że dzięki temu bielski samorząd będzie miał sojusznika w pozyskiwaniu pieniędzy na przekształcanie miasta w nowoczesny ośrodek. Temu celowi służyło m.in. przekazanie fundacji w użytkowanie części majątku miejskiego. Tymczasem obecnie o sposobach wykorzystania tego majątku decyduje zarząd w jednoosobowym składzie. Czy Pańscy poprzednicy popełnili błąd, dopuszczając do zarejestrowania fundacji ze statutem, który pozwala dziś na takie działania?
- Nie chcę oceniać moich poprzedników. Pomysł powołania fundacji nie był zły – wiązano z nim duże nadzieje. Dlatego miasto przekazało FRMBB spory majątek. Obecnie jednak nie wiem o żadnych działaniach fundacji, które byłyby korzystne dla Gminy. Osoby powiązane z FRMBB myślą raczej o własnych korzyściach, a bywa, że działają wręcz na szkodę miasta. Z tego co mi wiadomo, gotowy statut przed rejestracją przywieziono do ratusza w teczce. Jestem głęboko przekonany, że został on świadomie skonstruowany w ten sposób, aby umożliwić podobne anomalia.
Zgodnie z umową z 1996 roku, FRMBB na statutową działalność otrzymała od gminy siedem dużych terenów i dwa obiekty. Niedawno sąd nakazał fundacji zapłacić miastu odszkodowanie w wysokości ponad 880 tys. zł, gdyż fundacja nie wywiązała się ze zobowiązań związanych z użytkowaniem kamienicy przy Barlickiego i działki przy Broniewskiego. Będą następne procesy?
- Na drodze sądowej miasto systematycznie odzyskuje lub będzie odzyskiwało kolejne obiekty powierzone niegdyś fundacji. Z końcem ub.r. upłynął termin dzierżawy przystanków autobusowych MZK. Nie przedłużyliśmy tej umowy, przez co po upływie półrocznego okresu wypowiedzenia przystanki wrócą we władanie służb miejskich.
Województwo śląskie reprezentuje w Brukseli biuro regionalne, w którym nie ma przedstawiciela Bielska-Białej. Czy powinniśmy mieć tam kogoś, kto reprezentuje nasze interesy, lobbuje za korzystnymi dla nas rozwiązaniami, zna długoterminowe plany i priorytety Komisji Europejskiej związane z kształtowaniem wspólnej polityki w różnych dziedzinach?
- Funkcjonujemy jako jeden z czterech subregionów województwa śląskiego, które są beneficjentami pomocy z UE. Podział środków pomocowych odbywa się mniej więcej proporcjonalnie. Jestem zadowolony ze współpracy z Urzędem Marszałkowskim, choć przyznam, że niektóre rozmowy o pieniądzach bywają ostre. Utrzymywanie pracownika na stałe w Brukseli lub Strasburgu jest niecelowe. Nie przybyłoby z tego żadnych dodatkowych pieniędzy dla miasta.
Będą podwyżki
Niedawno w wywiadzie dla naszego portalu europosłanka Grażyna Staniszewska zadeklarowała, że gotowa jest Panu pomóc w pozyskiwaniu funduszy strukturalnych. Przyjmuje Pan tę pomocną dłoń?
- Pojedynczy poseł - lub nawet ich grupa - nie ma żadnych możliwości „załatwienia” pieniędzy w Brukseli. Inna sprawa – lobbing. Np. dzięki lobbingowi europosłów z Podbeskidzia tegoroczny zimowy festiwal olimpijski młodzieży oparty jest na solidnym budżecie. Jestem przekonany, że pani Staniszewska będzie lobbowała na rzecz Bielska-Białej nawet bez specjalnych zachęt z naszej strony.
Nasz portal opublikował ostatnio cykl artykułów o segregowaniu odpadów. Na przykładzie ościennych gmin dowodziliśmy, że miastu opłaca się w wprowadzenie zasady nieodpłatnego odprowadzania takich śmieci od mieszkańców. Kiedy worki na odpady oraz opróżnianie pojemników będą bezpłatne?
- W życiu trzeba za wszystko płacić. Możemy wprowadzić taką zasadę choćby jutro, lecz ktoś będzie musiał pokryć koszty jej realizacji. Z tego co wiem, gminy o których pisał wasz portal od kilkunastu lat działają w tym zakresie wbrew prawu.
Miasto Żywiec i gminy powiatu żywieckiego działają wbrew prawu?
- Nie miałem na myśli Żywca, ani gmin powiatu żywieckiego. Wiem jednak, że są w Polsce miejscowości, które wbrew obowiązującym przepisom dopłacają do segregacji. Proponuję jednak, abyśmy skupili się na naszych problemach. Wywóz odpadów segregowanych kosztuje nas trzecią część tego, co odprowadzanie śmieci wymieszanych. Może to być usługa świadczona nawet całkowicie bezpłatnie, jeśli podniesione zostaną opłaty za wywóz odpadów nieselekcjonowanych. SITA jest przecież spółką prawa handlowego, która musi być dochodowa. Mieszkańcy powinni zrozumieć, że zgodnie z dyrektywą unijną, już za trzy lata będziemy musieli segregować połowę odpadów. W innym przypadku nałożone na nas zostaną ogromne kary finansowe. Od 1 stycznia ub.r. tzw. opłata marszałkowska za niesegregowane śmieci wzrosła z 15 do 75 zł. Natomiast od 1 stycznia br. opłata urosła już do 100 zł. Wcześniej czy później koszty te znajdą odbicie w indywidualnych rachunkach dostarczanym mieszkańcom miasta.
Zgodnie z ostatnimi sondażami opinii publicznej, cieszy się Pan dużą sympatią bielszczan i gdyby wybory odbywały się dzisiaj, ludzie wybraliby Pana w pierwszej turze na kolejną kadencją. Czy wynik sondażu odbiera Pan jako wyraz akceptacji dla Pańskich metod zarządzania miastem?
- Mam duży dystans do sondaży. Mieszkańcy Bielska-Białej widzieli, w jakim tempie miasto rozwijało się wcześniej i co zmieniło się po objęciu urzędu prezydenta przeze mnie. W obu kampaniach wyborczych obiecywałem uczciwe rządy i słowa dotrzymuję. W ciągu minionych sześciu lat w Urzędzie Miejskim nie było żadnej afery. W tym czasie budżet miasta wzrósł o 100 proc., a nakłady na inwestycje są ponad siedmiokrotnie wyższe. Dzieje się tak, chociaż stan zatrudnienia w Ratuszu i Miejskim Zarządzie Dróg nie wzrósł nawet o jedną osobę.
Rozmawiał: Robert Kowal

Klauzula informacyjna ›