Dzieci biją dzieci i dorosłych
- Widok 30-letniego mężczyzny późnym wieczorem na pustej ulicy przeraża mnie mniej niż idąca w moją stronę grupa nastolatków w środku dnia. Takie wyznanie mieszkanki Bielska-Białej lub jakiegokolwiek innego miasta musi skłaniać do refleksji. Zwłaszcza, że nie są to odosobnione przypadki.
Na stronie internetowej bielskiej Komendy Miejskiej Policji można znaleźć notkę z 15 grudnia br., która informuje o tym, że czterech nastolatków pod wpływem alkoholu dotkliwie pobiło kierowcę autobusu. Mężczyzna ośmielił się zwrócić im uwagę, że źle się zachowują. Tuż przed świętami grupa czechowickich wyrostków zrzuciła z wiaduktu 1,5 metrową drewnianą belkę na przejeżdżające dołem auto. Belka przebiła szybę pojazdu i wbiła się w siedzenie pasażera. Na szczęście, nikomu nic się nie stało, bo kierowca podróżował sam.
Wszystkie przypadki działań sprzecznych z prawem karnym, które dotyczą dzieci i młodzieży w wieku 13-17 lat trafiają do sądu rodzinnego. Reguluje to ustawa o postępowaniu w sprawach nieletnich z dnia 26 października 1982r. A co z młodszymi dzieciakami? Nic. Te są bezkarne! Za ich czyny odpowiadają rodzice. Pociechy mogą kraść, włamywać się do cudzych mieszkań lub watahą skopać przechodnia, a jedyną karą, jaką otrzymają jest klaps od mamy czy taty. Ale nie zawsze. Część rodziców wychowuje swoje dzieci w sposób bezstresowy i ręki na dzieciaka nie podniesie.
Ustawa, która powinna nas chronić, jest w istocie przyczyną częstej bezradności organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości wobec młodych gniewnych. Z czego to wynika? W dużej mierze z tego, że ponad ćwierć wieku temu realia społeczne i gospodarcze w kraju były zupełnie inne. Bo ustawę tworzono w czasach, kiedy obowiązywała godzina policyjna. To tak, jakby dzisiaj np. w elektronice stosować te same rozwiązania techniczne, co w okresie stanu wojennego.
Z egzekwowaniem odpowiedzialności za popełnione czyny bywa różnie także w odniesieniu do grupy wiekowej 13-17. Zarówno ustawa, jak i praktyka sądowa preferują odchodzenie od środków izolacyjnych na rzecz wychowawczych. Są nimi m.in.: upomnienie, zobowiązanie do naprawienia wyrządzonej szkody, nadzór rodziców lub kuratora. Oczywiście, wiele zależy od tego, jakiego czynu dopuściła się młoda osoba. Najczęściej powodem umieszczenia w zakładzie poprawczym lub ośrodku wychowawczym jest naruszenie prawa w warunkach recydywy lub brak skuteczności poprzednich środków.
Ale bywa i tak, że młody degenerat wielokrotnie powtarza swoje występki i śmiejąc się społeczeństwu w twarz, pozostaje na wolności. Dlaczego? Ponieważ obecnie w Polsce na umieszczenie w placówkach czeka dwa tysiące nieletnich. Dzieje się tak, gdyż w ośrodkach resocjalizacyjnych notorycznie brakuje miejsc.
Pan Paweł, wychowawca pracujący od dwóch lat w Młodzieżowym Ośrodku Socjoterapii w Bielsku-Białej mówi, że w jego placówce na wolne miejsce trzeba czekać od kilku miesięcy do roku. W tym czasie delikwent podlega nadzorowi kuratorskiemu. Raz czy dwa razy na miesiąc musi się wtedy stawić w wyznaczonym miejscu o określonej porze, aby zameldować, że nie wybrał się gdzieś w Polskę na gościnne występy.
Po powrocie do domu staje się znów częścią swojego (nie)normalnego środowiska. Zaburzenie sprawnego mechanizmu „wina kara”, a przynajmniej jego odłożenie w czasie sprawia, że nastolatki mogą czuć się bezkarnie. Większość z nich bowiem nic sobie nie robi z nadzoru.
Umieszczenie nieletniego w ośrodku nie jest rozwiązaniem idealnym. Większość społeczeństwa jest przekonana, że zamknięcie młodocianego przestępcy w miejscu odosobnienia poprawi bezpieczeństwo, lecz dla nieukształtowanego jeszcze człowieka takie rozwiązanie jest często drogą donikąd. Jak doświadczenie uczy, z placówek wychowawczych niejeden wychodzi gorszy niż przed osadzeniem. Do tego samego miejsca trafiają bowiem osoby, które nigdy nie były karane (np. jedynie wagarowały) oraz takie, które kradły i biły. Prawdopodobieństwo, że wagarowicz pozna tajniki fachu złodzieja i zajmie się tą robotą po opuszczeniu placówki jest znacznie większe niż przemiana w odwrotna stronę.
- Nie można zrobić dobrego ze złego. Nie ma resocjalizacji! – podkreśla jeden z wychowawców z ośrodka. Tezę tę pamięta jeszcze z czasów studenckich i powtarza nam za swoim profesorem. Jej praktyczne potwierdzenie odnaleźć można w grupach socjoterapeutycznych, które prowadzi pan Paweł. Podstawą skuteczności terapii jest jej dobrowolność. Tymczasem wśród wychowanków nie tylko nie ma woli uczestnictwa, ale jeszcze jeden drugiego nawzajem buntuje przeciw „praniu mózgu”.
Wychowawca z bielskiego MOS potwierdza informacje uzyskane przez nas na policji, że przestępstw dopuszczają się nie tylko dzieci z rodzin biednych lub patologicznych, ale też pociechy prawników, czy lekarzy. W takim przypadku dodatkowym utrudnieniem w resocjalizacji są… rodzice. „Moje dziecko nie może brać narkotyków”, „moje dziecko nie mogło nic ukraść”, „moje dziecko na pewno nie wagaruje”. To niektóre wypowiedzi zamożnych opiekunów. Policjanci znają je już na pamięć. A jak z kradzieży tłumaczy się 14-latek, który od rodziców dostaje wszystko, czego tylko chce? „Chciałem, żeby rodzice zwrócili na mnie uwagę”…
Naczelnik wydziału prewencji bielskiej Komendy Miejskiej Policji nadkomisarz Krzysztof Sobczyk twierdzi, że tylko nieliczne sprawy przeciw nieletnim dotyczą ciężkich przestępstw. Większość, to kradzieże sklepowe. Duży odsetek stanowią także groźby lub drobne kradzieże zdarzające się notorycznie w szkołach wśród rówieśników. O ile nie są one specjalnym zagrożeniem dla życia lub zdrowia poszkodowanych, o tyle niewątpliwie mocno odciskają się na ich psychice i są groźnym zjawiskiem społecznym, zwłaszcza w dłuższej perspektywie. Problem jest tym poważniejszy, że zachowania sprzeczne z prawem są traktowane często jak zabawa. Dzieci w szkole nie zdają sobie sprawy, że nakazanie koledze, żeby przynosił codziennie kanapkę jest formą haraczu za zostawienie go w spokoju. Tymczasem czyn ów prawnicy definiują jako przestępstwo groźby karalnej, który podlega ściganiu.
W jednym wszyscy są zgodni. Główną przyczyną wzrastającej przestępczości - i w konsekwencji znacznej bezkarności młodych ludzi – są braki w wychowaniu. Często bardziej niż złapanemu na przestępstwie nastolatkowi pomoc przydałaby się całej jego rodzinie. Dziecko bez odpowiednich autorytetów ma nikłe szanse na wyrośniecie na wzorowego obywatela.
Pan Paweł pamięta przypadki, gdy w odstępie kilku lat do placówki trafiały rodzeństwa albo kiedy po latach wychowankiem zostawało dziecko „absolwenta” ośrodka. Z drugiej strony rodzice takich dzieci są od rana do wieczora zajęci pracą, nie mają czasu dla swoich pociech, nie potrafią z nimi rozmawiać, a nawet nie wiedzą, w jakim towarzystwie obraca się ich latorośl i skąd ma nowy telefon czy zegarek.
To my, dorośli jesteśmy pośrednio odpowiedzialni za to, że młodzi przestępcy przez długi czas terroryzują mieszkańców osiedli, szczególnie młodszych od siebie. Policja nie poradzi sobie sama. Niezbędna jest współpraca obywateli. Jeśli każde, nawet najmniejsze wykroczenie młodocianych będzie zgłaszane i odpowiednio karane, może ostudzi to nieco chuligańskie zapały wyrostków.
Magdalena Dydo
Na prośbę policji podajemy kilka numerów, pod które mogą dzwonić zarówno dorośli mający problemy wychowawcze, jak również dzieci, np. nękane przez rówieśników w szkole.
* Policyjna Izba Dziecka - (033) 812-120-09
* telefon zaufania - (033) 814-25-25
* fundacja „Dzieci Niczyje”(współpracuje z Komendą Główną Policji) - 116-111
Komentarze 8
Dla dziecka nie ma różnicy czy krew jest prawdziwa (albo jej w ogóle nie me) czy ginie jakieś zwierzątko czy człowiek - dziecko się śmieje jak jedna postać kreskówki zrobi krzywdę drugiej, to ma być śmieszne wg. autorów "bajki" - wnioski wyciągnijcie sobie sami.
Natomiast Katrina to bardzo naiwna osoba - teoria a praktyka to kompletnie dwa różne światy, pogadaj sobie z 10cio latkiem który uwielbia chodzić na "ustawki", a wszelkie jego marzenia są tylko i wyłącznie materialne - powodzenia w resocjalizacji.

Klauzula informacyjna ›