Życzenia wesołych, pogodnych świąt oraz dużo zdrowia na przyszły rok brzmią w pewnych miejscach, jak kiepski żart. Mimo szczerych chęci, trudno przekazać niektórym osobom mądre i niebanalne życzenia. O czym pomyśli przykuta do łóżka niewidoma babcia, której życzymy spełnienia marzeń? Albo jak czuje się starszy pan, któremu winszujemy radosnych świąt w otoczeniu najbliższych, podczas gdy od pięciu lat rodzony syn nawet paczki na Boże Narodzenie nie przysłał.
                                                            Gdy najbliżsi zapomną…
Czy dla mieszkańców bielskiego hospicjum przy ul. Armii Krajowej święta są powodem do radości czy smutku? Odpowiedzi na to pytanie starała się nam udzielić dyrektor tej placówki Krystyna Piprek. Okazuje się, że dla większości jej podopiecznych okres przedświąteczny jest szczęśliwy. Przychodzi do nich wówczas wielu głównie młodych ludzi, którzy przynoszą różne podarunki zebrane w szkołach.
Dla tych starszych, cierpiących osób jest to często jedyny kontakt ze światem z zewnątrz. Świadomość, że jest jeszcze ktoś, kto o nich pamięta wywołuje często łzy szczęścia. Wigilia jest długo wyczekiwaną chwilą przez schorowanych pensjonariuszy. Mają wtedy choć namiastkę tego, co było normą w poprzednich latach, czyli świąt spędzonych z rodziną. Wspólny stół, tradycyjne potrawy, śpiewanie kolęd. To ukojenie dla ich serc.
Dość często w wigilijny wieczór do pensjonariuszy hospicjum przychodzą rodziny, by przyłączyć się do wspólnej wieczerzy. Jeśli jest taka możliwość, to niektóre osoby zabierane są przez najbliższych na święta do domu. Niestety, są jednak również tacy, którzy w ten magiczny wieczór karmieni są w swoich łóżkach. Bo tych łóżek nigdy nie opuszczają.
Dla wielu osób mieszkających w hospicjum tegoroczne Boże Narodzenie nie jest pierwszym spędzonym w placówce przy Armii Krajowej. Np. w br. jedna z pensjonariuszek po raz czternasty świętuje tutaj narodzenie Jezusa.
                                                                          Opłatek w okopach
Jest jeszcze inna grupa osób, którym nie zawsze jest dane spędzać wśród bliskich te najbardziej rodzinne dla chrześcijan święta. Żołnierze 18. bielskiego batalionu desantowo – szturmowego w poprzednich latach musieli dzielić się opłatkiem wyłącznie z kolegami z jednostki, z dala od swoich domów. Rok temu około setka żołnierzy przebywała w Afganistanie oraz Iraku.
Czy to znaczy, że ubiegłoroczne święta Bożego Narodzenia nasi komandosi spędzili w okopach? - Na szczęście, nie - mówi nam chorąży Edward Janota. – Oczywiście, jest uroczysta kolacja wigilijna z tradycyjnymi, sprowadzonymi z Polski daniami. Nie można jednak zapominać, że żołnierze przebywający na misji muszą być cały czas w gotowości. Dlatego niektórzy z nich zawsze pozostają na stanowiskach. W sytuacji bojowej nie ma możliwości przeżywania tajemnicy Narodzenia Pańskiego w spokoju i wyciszeniu.
Obecnie tylko dwóch wojskowych z Bielska-Białej służy na misji zagranicznej i na obczyźnie przyjdzie im świętować Boże Narodzenie.
 
                                                                         Barszcz za kratami
Również osoby osadzone w bielskim Areszcie Śledczym nie będą mogły z rodziną spędzić tegorocznych świąt. Ich sytuacja jest o tyle gorsza, że ze względu na charakter tego miejsca nie ma możliwości wspólnego świętowania Wigilii. Nawet ze współwięźniami. Nie ma też pysznego, wigilijnego karpia i innych specjałów, do których przywykli na wolności. - Za 4,50 zł dziennej stawki żywieniowej nie da się przygotować żadnych rarytasów - poinformował nasz portal dyrektor aresztu ppłk Zbigniew Kmiecik.
Akcentem, który miał sprawić, aby Boże Narodzenie za kratami choć trochę przypominało święta, była retransmisja pasterki przez więzienny radiowęzeł. Dyrektor Kmiecik dał się ponieść bożonarodzeniowemu nastrojowi i w okresie przedświątecznym zezwolił na dodatkowe paczki dla aresztantów.
 
                                                                                          Magdalena Dydo