W miniony weekend bielscy strażacy byli dwukrotnie wzywani do akcji ratunkowych polegających na wyciąganiu człowieka z wody. Niestety, w jednym przypadku ich interwencja zakończyła się tragicznie.

W sobotę tuż przed godz.13 straż pożarna została wezwana do tonącego człowieka. Do dramatu doszło w okolicach ul. Górskiej w Straconce. Mężczyzna nie był w stanie wydostać się o własnych siłach z koryta rzeki. Strażacy wyciągnęli poszkodowanego z lodowatej wody, a następnie ułożyli go na desce w celu stabilizacji odcinka szyjnego, gdyż w takich przypadkach zawsze występuje podejrzenie urazu kręgosłupa.

 - Pracownicy pogotowia ratunkowego natychmiast udzielili mu pomocy medycznej - poinformowała nas Patrycja Pokrzywa ze straży pożarnej. - Ranny został odwieziony do szpitala.

Jak wyjaśniła naszemu portalowi rzeczniczka bielskich policjantów Elwira Jurasz, z relacji świadka wynika, że mężczyzna wstał z ławeczki znajdującej sie nieopodal rzeki, zatoczył się i wpadł do koryta wyłożonego kamieniami, w wyniku czego doznał rany głowy.

Drugie, tragiczniejsze zdarzenie miało miejsce również w sobotę przy ul. Sikorskiego w Zabrzegu, nieopodal jeziora Goczałkowickiego. Na miejscu najpierw zjawiła się policja, a następnie pogotowie ratunkowe. Lekarz stwierdził zgon osoby znajdującej się w przydrożnym rozlewisku. Bielscy strażacy zabezpieczyli teren prowadzonych działań do czasu przybycia prokuratora. Po dokonaniu czynności dochodzeniowo-śledczych, wyciągnęli ciało 52-letniego denata z wody i przekazali przedstawicielom zakładu pogrzebowego, którzy byli obecni na miejscu zdarzenia.

- Prokurator zarządził sekcję zwłok i wstępnie wykluczył udział osób trzecich w tym zdarzeniu - powiedziała nam podkom. Elwira Jurasz.

mad