Mieszkańcy osiedla Karpackiego nie chcą, aby ich dzieci rozwijały swoje pasje. W zeszłym roku zdecydowana większość lokatorów zadecydowała o likwidacji osiedlowych klubów sportowych. A wszystko poszło o wpłatę kilku groszy miesięcznie! Czy dla pięciu groszy zgodzili się na przesiadywanie młodych ludzi pod blokiem i zbijanie przez nich bąków?


Po co nam „Kleks” ?

Akcja sprzeciwu mieszkańców wobec istnienia lokalnych klubów rozegrała się rok temu. Była ona efektem wejścia w życie znowelizowanej ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, która dała wszystkim mieszkańcom m.in. prawo do decydowania o wydatkach na cele społeczno-kulturalne. Dotychczas decyzje w takich sprawach należały do zebrania przedstawicieli, zarządów czy rady nadzorczej.

Mieszkańcy szybko zaznajomili się z nowymi przepisami, a na kolejnym osiedlowym zebraniu podjęli dramatyczną w skutkach decyzję. Dramatyczną dla dzieci uczęszczających na zajęcia w „Kleksie”. Paradoksem jest, że na utrzymanie „Kleksa” każdy płacił miesięcznie... pięć groszy od metra kwadratowego powierzchni mieszkania.

Wydawało się, że znowelizowana ustawa będzie kolejnym krokiem ku demokracji. Taka zresztą była jej idea. Zwolennicy stosowania demokratycznych metod do zniechęcania innych do aktywności społecznej argumentowali jednak, że z klubu korzysta zaledwie kilkanaścioro dzieci. Tylko czy pomyśleli, co dzieci będą robiły po odebraniu czegoś, co im sprawiało ogromną radość?


Łaski bez!

Od tego czasu minął rok. Dzięki staraniom przewodniczącego Rady Osiedla Karpackiego Antoniego Kruczka, lokalna społeczność - a w szczególności dzieci i młodzież - mają jednak szansę rozwijania swoich sportowych i artystycznych talentów. - Co prawda osiedle nie ma klubu z prawdziwego zdarzenia, jednak co jakiś czas dla tutejszej młodzieży organizujemy różne imprezy – mówi przewodniczący. W lipcu odbyła się osiedlowa olimpiada sportowa. Są również rozgrywki piłki nożnej i siatkowej, a także turnieje gry w golfa.

Skąd zatem organizatorzy imprez biorą pieniądze na nagrody dla najlepszych uczestników? - Musimy sobie jakoś radzić – wzdycha Kruczek. - Część pieniędzy pochodzi z Urzędu Miejskiego, który na każde osiedle w mieście przeznacza ustaloną wcześniej kwotę. Resztę dokładają nasi sponsorzy, za co im serdecznie dziękuję.

Warto dodać, że przy ulicy Matusiaka w jednostce „C” swoją działalność prowadzi również „Klub Seniora”. Starsi ludzie spotykają się, rozmawiają i wzajemnie pomagają w codziennych problemach. W tym samym pomieszczeniu co klub działa także “Beskidzki Tamborek”. - Dzięki uprzejmości przewodniczącego osiedla możemy prezentować własne rękodzieła – podkreśla Maria Woźniczka. Ostatnio zorganizowano tam wystawę “świątecznych cudeniek”, o czym informowaliśmy w tekście www.bielsko.biala.pl/aktualnosci?id=13981.

Ludzie zarządzający osiedlem nie zapominają również o osobach samotnych. W okresie świątecznym organizowane jest wspólne kolędowanie. Na ubiegłoroczne spotkanie przybyło blisko 200 osób. Powiadają, że w styczniu przyszłego roku – bo na wtedy zaplanowano kolejne – będzie ich dwa razy więcej.


Święto Ratusza

Niedawno nasz portal zamieścił wywiad z Grażyną Staniszewską. Europosłanka mówiła m.in. o problemie dyskryminacji bielskich osiedli przez władze miejskie. Jak ta sprawa wygląda na Karpackim?

- Niestety, praktycznie cała wypowiedź posłanki Staniszewskiej odzwierciedla to, co obecnie dzieje się na naszym osiedlu – mówi przewodniczący Antoni Kruczek. - Chodzi głównie o brak odpowiedniej współpracy na linii miasto-lokalna społeczność. Dlaczego dni Bielska-Białej co roku odbywają się na Błoniach? Fakt, jest to znakomite miejsce do przeprowadzania jakichkolwiek imprez. Ale mieszkańcy osiedla chcieliby również aktywnie uczestniczyć w święcie naszego miasta.

Przewodniczący pamięta jeszcze czasy, kiedy to jedna z imprez - rozgrywki piłki siatkowej -odbywała się właśnie na osiedlu Karpackim. - Ale to było jakieś 15 lat temu – powiada Kruczek.


Trzej radni pomagają...

Mieszkańcy osiedla mogą liczyć na pomoc niektórych radnych. To Roman Matyja, Jerzy Balon i Kazimierz Polak. – Tych trzech rajców czynnie pomaga nam w rozwiązywaniu różnych problemów – podkreśla Antoni Kruczek. - Interesują się naszymi sprawami, np. gdy chodzi o zakłócanie ciszy nocnej przez miejscowych wandali, ogólne bezpieczeństwo oraz remonty dróg.

Trzej radni pomagają także w innej ważnej sprawie. Rada osiedla chciałaby, aby Karpackie objęto monitoringiem ulicznym. Zdaniem pana Antoniego, monitoring byłby znakomitym środkiem zapobiegającym aktom wszelkiego rodzaju wandalizmu.


...a dwaj mają gdzieś

Niestety, nie wszyscy radni wzorowo wypełniają swoje obowiązki. Bardzo ciężko o pomoc ze strony Wiesława Handzlika oraz Ryszarda Batyckiego. Nie dość, że nie interesują się życiem lokalnej społeczności, to jeszcze – mimo licznych zaproszeń - nie przychodzą na zebrania osiedla. Wstyd! Panowie, apelujemy o opamiętanie. W przeciwnym razie mieszkańcy na pewno odpłacą wam tym samym przy okazji wrzucania kartek do urny podczas następnych wyborów.

Grzegorz Wieczorek