Krótko przed godziną 18 przed kościół pw. św. Maksymiliana w Aleksandrowicach zaczęły podjeżdżać limuzyny biznesmenów i proste auta pracowników budżetówki. W zachowaniu wszystkich wyczuć było można pewną ekscytację. Ktoś w tłumie żartował. „Ten pan Derecki, to chyba najsławniejszy polski muzyk jest”.

Wczorajszy koncert był częścią obchodów 75. urodzin Krzysztofa Pendereckiego. Jubilat urodził się 23 listopada 1933 roku. Tegoroczną rocznicę spędza niezwykle pracowicie. Niedawno uczestniczył w kilkudniowym festiwalu swojego imienia w Filharmonii Narodowej. Z tej okazji w Teatrze Wielkim poprowadził wykonanie jednej z największych i najbardziej znanych kompozycji własnych – „Siedem bram Jerozolimy”. W warszawskiej archikatedrze św. Jana mszę w intencji jubilata odprawił abp Kazimierz Nycz. Liturgię uświetnił występ chóru, który wykonał fragmenty „Stabat Mater” i „Agnus Dei”.

Dorobek kompozytora jest ogromny. Składają się nań m.in. cztery opery, kilkadziesiąt utworów na orkiestrę, orkiestrę smyczkową, dętą, instrumenty solowe. Także muzyka kameralna i filmowa, na chór. Mistrz pisał już dla Kubricka (Lśnienie) i Friedkina (Egzorcysta). Ostatnio jego kompozycje wykorzystał Andrzej Wajda w filmie „Katyń”. Tworzy na zamówienie - np. festiwali, szkół muzycznych lub miast. Kompozytor w pojedynkę nie podołałby jednak takiemu nawałowi zajęć, gdyby nie system pracy przejęty od renesansowych malarzy. Mistrz szkicuje zamówiony utwór, a następnie koordynuje pracę swoich uczniów, którzy rozwijają pomysły profesora, np. adaptują utwór na kolejne obsady.

Bielskiej publiczności Penderecki zaprezentował swoje „Credo”. Ten monumentalny utwór składający się z siedmiu części powstał w latach 1996-98 na zamówienie Internationale Bach-Akademii w Stuttgarcie oraz Oregon Bach Festival. Światowe prawykonanie dzieła odbyło się 11 lipca 1998 r. w Eugene (USA). W Europie usłyszano je trzy miesiące później podczas krakowskiego Festiwalu Pendereckiego. W 2001 roku kompozytor otrzymał za „Credo” nagrodę Grammy.

Wczoraj u św. Maksymiliana usłyszeliśmy Chór i Orkiestrę Symfoniczną Akademii Muzycznej w Krakowie, chór chłopięcy filharmonii krakowskiej oraz solistów: Iwonę Hossę - Derewecką (I sopran), Izabelę Kłosińską (II sopran), Agnieszkę Rechlis (mezzosopran), Adama Zdunikowskiego (tenor) i Piotra Nowackiego (bas). Ostatnio niemal w identycznym składzie wykonano to dzieło w kościele św. Katarzyny w Krakowie.

Za pulpitem dyrygenckim stanął energiczny mężczyzna, który wcześniej ze stoickim spokojem przyjmował hołdy biskupów Tadeusza Rakoczego i Pawła Anweilera oraz prezydenta Jacka Krywulta. Jego czarny frak kontrastował z siwizną na głowie i siwą bródką. „Credo” rozpoczyna energiczna partia chóru, który w sposób przejmujący śpiewa – „Wierzę w jednego Boga...” Bo Credo, to apostolskie wyznanie wiary. Symbol w liturgii słowa mszy chrześcijańskiej, ale także religijnych poszukiwań Pendereckiego jako katolika i twórczych jako artysty.

W utworze obecne są akcenty narodowe, związane z historią Polski. Np. pieśń śpiewana tradycyjnie przez Polaków w okresie Wielkiego Postu - „Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami” – usłyszeliśmy wczoraj w wykonaniu chóru chłopięcego. Jest też m.in. fragment protestanckiego hymnu religijnego. Dzięki umieszczeniu części orkiestry w bocznej nawie kościoła słyszeliśmy dźwięk przestrzenny o jakości zbliżonej do dolby surround.

Dzieło jest kwintesencją dorobku sakralnego kompozytora i wyraża jego stosunek do Boga, świata, do człowieka. Autor wykorzystał w nim zarówno swoje wcześniejsze doświadczenia awangardowe, jak obecne klasyczne pasje symfoniczne. Penderecki pochodzi z głęboko wierzącej rodziny. Jak dziś wspomina, najważniejszą książką w jego domu rodzinnym była Biblia. Polskość i katolicyzm są dla niego wartościami nieodłącznie ze sobą związanymi.

Gdy umilkła muzyka, publiczność wstała z miejsc i zgotowała mistrzowi długotrwałą owację. To była uczta duchowa jakby nie z tego świata. Dyrygent podziękował całemu zespołowi wykonawczemu. Połączone chóry odśpiewały jubilatowi gromkie „Sto lat”. W kuluarach Krzysztof Penderecki udzielił naszemu portalowi krótkiego wywiadu. Powiedział nam, że jest w Bielsku-Białej drugi raz. Pięć lat temu zaprosił go do nas prezydent Krywult i dlatego zostaliśmy wpisani na światową listę miast, w których zaplanowano koncerty z okazji 75. rocznicy urodzin kompozytora.

- Jestem bardzo zmęczony – wyznał nam Pan Profesor, który jest osoba niezwykle skromną, potrafiącą dla każdego znaleźć chwilę do rozmowy . – To już z górą siedemdziesiąty koncert na moje urodziny. Odbywają się one na całym świecie, m.in. w Ameryce, Europie, Japonii, na Tajwanie. Gdyby tak policzyć, to w tym roku byłem w domu w sumie zaledwie tydzień. Marzę o tym, żeby móc dłużej sobie pomieszkać.

Kompozytor chwalił akustykę kościoła św. Maksymiliana. Z uśmiechem na twarzy powiedział nam jednak, że gdy przyjedzie do nas za pięć lat na kolejny jubileusz, to chciałby koncertować w normalnej sali filharmonicznej. Panie Profesorze, dołączamy się do tych życzeń!

Robert Kowal