Chodził do "Żeroma", był ministrantem w kościele w Białej, a jego fascynacja filmem narodziła się w kinie Wanda. Wczoraj w Książnicy Beskidzkiej odbyło się spotkanie z Jerzy Stuhrem, który wspominał dzieciństwo i młodość w Bielsku-Białej.

Słynny aktor został zaproszony do Bielska-Białej w ramach Festiwalu 4 Pory Książki - Pora Prozy. Tematem spotkania, na które przybyło wielu bielszczan były związki Jerzego Stuhra z Bielskiem. Pretekstem do rozmowy z żywą legendą polskiego kina stało się wydanie przez profesora książki "Stuhrowie. Historie rodzinne".

Sławny bielszczanin opisuje w tej publikacji dzieje swojej rodziny, w tym także czasy, kiedy mieszkał w Bielsku-Białej. Wspomina m.in. grę w tenisa na kortach w Cygańskim Lesie oraz w hokeja na BKS-ie. Odnaleźć też w niej można ciekawe wątki poświęcone sprzedaży biletów w Banialuce, w której pracowała jego mama. To tutaj aktor poznał swoją przyszłą żonę i odkrył w sobie miłość do teatru.

Opowieści Jerzego Stuhra na temat jego związków z naszym miastem wzbudziły wśród widowni spore poruszenie. Wzruszona była zwłaszcza starsza jej część. Na sali znalazła się m.in. koleżanka pana Jerzego ze szkoły podstawowej oraz mężczyzna, który pracował z jego tatą i pamięta małego Jurka bawiącego się z rówieśnikami na podwórku.

mad