Wołanie o miłość
Dzieci z Domu Samotnej Matki w Wadowicach lgną do każdego mężczyzny, który nawiedzi ich azyl - chcą przyciągnąć jego uwagę, zamienić z nim parę słów, czasem nawet go dotknąć. Ich mamy to widzą, ale zwykle są bezsilne - nie one wybrały sobie i swoim pociechom taki los. Same tęsknie spoglądają na szczęśliwe pary spacerujące z dziećmi, marząc, że kiedyś i one poczują się kochane, u boku mężczyzny, do którego ich synek czy córka będzie mówić „tato”...
W opinii księdza Jacka Koniecznego, dyrektora Wydziału Duszpasterstwa Rodzin Archidiecezji Krakowskiej i opiekuna wadowickiego azylu, Domy Samotnej Matki są przez większość ludzi postrzegane jedynie jako miejsca, w których ratuje się życie dzieci. Uważa się, że to placówki, gdzie niezamężne kobiety w ciąży, pozbawione wsparcia rodziny, mogą zamieszkać do czasu rozwiązania, a ich niechciane maleństwa zostaną otoczone troskliwą opieką i w razie potrzeby oddane do adopcji. - Natomiast bardzo rzadko dostrzega się, że Dom Samotnej Matki ma dużo ważniejszy cel, którym jest odrodzenie uczuć macierzyńskich. Wiele kobiet rzeczywiście przybywa do niego z myślą, że po porodzie zrzeknie się praw do dziecka, ale pod wpływem panującej tam ciepłej atmosfery i otaczającej je miłości, powoli ich nastawienie się zmienia. Zaczynają odkrywać, kim są, a wtedy uświadamiają sobie, iż niszcząc swoje macierzyństwo, niszczą także siebie - opowiada ksiądz Jacek. - I tak zaczyna się właściwy cud Domu Samotnej Matki.
Duchowny nie przypomina sobie sytuacji, by którakolwiek matka w prowadzonym przez siostry albertynki wadowickim domu zdecydowała się porzucić swoje dziecko. W podjęciu decyzji o zatrzymaniu dziecka pomaga kobietom również poczucie bezpieczeństwa, które zapewnia im azyl, choć wiedzą, że nie mogą pozostać tam na zawsze. Mają jednak czas, by odbudować dobre relacje z rodziną, a jeśli to się nie powiedzie, siostry ułatwiają im start w nowe życie.
Jedna z dziewcząt, która obecnie mieszka w wadowickim Domu Samotnej Matki wciąż nie może się zdecydować, jak postąpić. Swoje maleństwo ma urodzić w styczniu, cudze ją drażnią. Mówi, że za dużo z nimi kłopotu, a ona sama jeszcze nie wie, co chce robić w życiu - kiedyś marzyła o zostaniu pilotem samolotu, potem aktorką, teraz bardziej pociąga ją śpiewanie. Na dziecko w jej planach na razie nie ma miejsca... Dominika B.*) zawsze była niezdecydowana i rozdarta między wielkimi pragnieniami a szarą rzeczywistością. Uczyć jej się nie chciało, toteż na razie jej edukacja zakończyła się na gimnazjum. Od piątego roku życia wychowywała ją rodzina zastępcza - matka chrzestna wraz z mężem. Wyrosła na zbuntowaną nastolatkę, która nie chciała poddawać się żadnym rygorom. Po jednej z poważniejszych kłótni z rodzicami wyszła z domu i już nie wróciła. Miała wtedy ponad 18 lat, więc uznała, że jakoś sobie poradzi. Błąkała się po różnych częściach Polski, zatrzymując się u znajomych. W końcu trafiła do Zabrza, gdzie poznała starszego o 11 lat mężczyznę, z którym połączyło ją uczucie. Jak się później okazało, z jego strony niezbyt silne, gdyż nie przetrwało wieści o jej ciąży...
Choć Dominika przebywa w Domu Samotnej Matki, nie jest zdana tylko i wyłącznie na pomoc sióstr zakonnych. Pogodziła się z rodzicami zastępczymi, którzy odwiedzają ją w placówce i chcą, by po urodzeniu dziecka wróciła do domu - razem z maluszkiem.
- Domy Samotnej Matki są też oskarżeniem nieodpowiedzialnego podejścia mężczyzn do miłości, do życia, do rodziny. Niektórzy z nich powinni przychodzić tam za karę, by zobaczyć, jaki los zgotowali swoim najbliższym i jak bardzo dzieci ich potrzebują. Te domy wręcz wołają do ojców, by zaczęli żyć inaczej i podali rękę synowi czy córce - przekonuje ksiądz Jacek.
Do wadowickiego Domu Samotnej Matki trafiają nie tylko niezamężne dziewczęta w ciąży, ale często również kobiety, które uciekły z pociechami od pastwiących się nad nimi mężów alkoholików. Ksiądz Jacek, a także siostra Elżbieta, przełożona placówki, uważają, że we wszystkich przypadkach możliwe jest odbudowanie więzi między rodzicami i stworzenie dziecku pełnej, kochającej się rodziny. Matki też o tym marzą, jednak 17-letnia Patrycja K., która jeszcze niedawno przygotowywała się do ślubu, teraz obawia się związku z ojcem swego kilkumiesięcznego synka. Nie chce skazać swojego dziecka na życie w rodzinie, w której jedno z rodziców jest alkoholikiem, gdyż sama doskonale to zna z własnego doświadczenia. Jej matka już nie pije, ale zanim wyszła z nałogu, bracia Patrycji trafili do rodzin zastępczych, a ona sama do ośrodka wychowawczego, którego nienawidziła. Po trzech latach uciekła z niego i wówczas poznała Wojtka. Ta historia nie miała się skończyć tak, jak innych dziewcząt z Domu Samotnej Matki - kiedy Patrycja zaszła w ciążę, chłopak się nie wystraszył, nie porzucił jej. Mieli się pobrać, ale gdy data ślubu już była bliska, wyszły na jaw okoliczności, które sprawiły, że prawny opiekun dziewczyny kazał jej odwołać ceremonię. Jak się okazało, Wojtek ma problem z alkoholem, a ponadto ukrył przed swoją narzeczoną fakt utraty pracy. Patrycja podjęła trudną decyzję - woli być samotną matką niż żoną alkoholika...
W opinii księdza Jacka Koniecznego, dyrektora Wydziału Duszpasterstwa Rodzin Archidiecezji Krakowskiej i opiekuna wadowickiego azylu, Domy Samotnej Matki są przez większość ludzi postrzegane jedynie jako miejsca, w których ratuje się życie dzieci. Uważa się, że to placówki, gdzie niezamężne kobiety w ciąży, pozbawione wsparcia rodziny, mogą zamieszkać do czasu rozwiązania, a ich niechciane maleństwa zostaną otoczone troskliwą opieką i w razie potrzeby oddane do adopcji. - Natomiast bardzo rzadko dostrzega się, że Dom Samotnej Matki ma dużo ważniejszy cel, którym jest odrodzenie uczuć macierzyńskich. Wiele kobiet rzeczywiście przybywa do niego z myślą, że po porodzie zrzeknie się praw do dziecka, ale pod wpływem panującej tam ciepłej atmosfery i otaczającej je miłości, powoli ich nastawienie się zmienia. Zaczynają odkrywać, kim są, a wtedy uświadamiają sobie, iż niszcząc swoje macierzyństwo, niszczą także siebie - opowiada ksiądz Jacek. - I tak zaczyna się właściwy cud Domu Samotnej Matki.
Duchowny nie przypomina sobie sytuacji, by którakolwiek matka w prowadzonym przez siostry albertynki wadowickim domu zdecydowała się porzucić swoje dziecko. W podjęciu decyzji o zatrzymaniu dziecka pomaga kobietom również poczucie bezpieczeństwa, które zapewnia im azyl, choć wiedzą, że nie mogą pozostać tam na zawsze. Mają jednak czas, by odbudować dobre relacje z rodziną, a jeśli to się nie powiedzie, siostry ułatwiają im start w nowe życie.
Jedna z dziewcząt, która obecnie mieszka w wadowickim Domu Samotnej Matki wciąż nie może się zdecydować, jak postąpić. Swoje maleństwo ma urodzić w styczniu, cudze ją drażnią. Mówi, że za dużo z nimi kłopotu, a ona sama jeszcze nie wie, co chce robić w życiu - kiedyś marzyła o zostaniu pilotem samolotu, potem aktorką, teraz bardziej pociąga ją śpiewanie. Na dziecko w jej planach na razie nie ma miejsca... Dominika B.*) zawsze była niezdecydowana i rozdarta między wielkimi pragnieniami a szarą rzeczywistością. Uczyć jej się nie chciało, toteż na razie jej edukacja zakończyła się na gimnazjum. Od piątego roku życia wychowywała ją rodzina zastępcza - matka chrzestna wraz z mężem. Wyrosła na zbuntowaną nastolatkę, która nie chciała poddawać się żadnym rygorom. Po jednej z poważniejszych kłótni z rodzicami wyszła z domu i już nie wróciła. Miała wtedy ponad 18 lat, więc uznała, że jakoś sobie poradzi. Błąkała się po różnych częściach Polski, zatrzymując się u znajomych. W końcu trafiła do Zabrza, gdzie poznała starszego o 11 lat mężczyznę, z którym połączyło ją uczucie. Jak się później okazało, z jego strony niezbyt silne, gdyż nie przetrwało wieści o jej ciąży...
Choć Dominika przebywa w Domu Samotnej Matki, nie jest zdana tylko i wyłącznie na pomoc sióstr zakonnych. Pogodziła się z rodzicami zastępczymi, którzy odwiedzają ją w placówce i chcą, by po urodzeniu dziecka wróciła do domu - razem z maluszkiem.
- Domy Samotnej Matki są też oskarżeniem nieodpowiedzialnego podejścia mężczyzn do miłości, do życia, do rodziny. Niektórzy z nich powinni przychodzić tam za karę, by zobaczyć, jaki los zgotowali swoim najbliższym i jak bardzo dzieci ich potrzebują. Te domy wręcz wołają do ojców, by zaczęli żyć inaczej i podali rękę synowi czy córce - przekonuje ksiądz Jacek.
Do wadowickiego Domu Samotnej Matki trafiają nie tylko niezamężne dziewczęta w ciąży, ale często również kobiety, które uciekły z pociechami od pastwiących się nad nimi mężów alkoholików. Ksiądz Jacek, a także siostra Elżbieta, przełożona placówki, uważają, że we wszystkich przypadkach możliwe jest odbudowanie więzi między rodzicami i stworzenie dziecku pełnej, kochającej się rodziny. Matki też o tym marzą, jednak 17-letnia Patrycja K., która jeszcze niedawno przygotowywała się do ślubu, teraz obawia się związku z ojcem swego kilkumiesięcznego synka. Nie chce skazać swojego dziecka na życie w rodzinie, w której jedno z rodziców jest alkoholikiem, gdyż sama doskonale to zna z własnego doświadczenia. Jej matka już nie pije, ale zanim wyszła z nałogu, bracia Patrycji trafili do rodzin zastępczych, a ona sama do ośrodka wychowawczego, którego nienawidziła. Po trzech latach uciekła z niego i wówczas poznała Wojtka. Ta historia nie miała się skończyć tak, jak innych dziewcząt z Domu Samotnej Matki - kiedy Patrycja zaszła w ciążę, chłopak się nie wystraszył, nie porzucił jej. Mieli się pobrać, ale gdy data ślubu już była bliska, wyszły na jaw okoliczności, które sprawiły, że prawny opiekun dziewczyny kazał jej odwołać ceremonię. Jak się okazało, Wojtek ma problem z alkoholem, a ponadto ukrył przed swoją narzeczoną fakt utraty pracy. Patrycja podjęła trudną decyzję - woli być samotną matką niż żoną alkoholika...
Edyta Łepkowska
*) Personalia matek zmienione
Artykuł wyświetlono 3277 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 2
Zgadula
Ja mam 3 letniego synka i nie moge juz z nim mieszkac z Mama..ojciec dziecka jest jaki jest-nie chce z nim byc..gdzie udac sie po pomoc..?
scarlet
tak zapewne jest w więkrzości przypadków.to mnie trochę przeraża.nie ma tam kobiet ,którym się nie powiodło,zbankrutowały,wola być same niż z kimś samotne?nie ma takich,które sa wykształcone,zaradne i maja chwilowe problemy mieszkaniowe?jeśli nie, to nie wiem gdzie mam iśc!;(

Klauzula informacyjna ›