Szanuj kołtuństwo sąsiada swego
Sztuka Geralda Sibleyras’a nie jest łatwa, choć temat znany jest Polakom z dramatów Gabrieli Zapolskiej. Autor ukazuje współczesne kołtuństwo i bezmyślność przeciętnych mieszkańców miast. Z pewnością warto się na nią wybrać po to, by zastanowić się, jak często spotykamy na swojej drodze takich ludzi. Spektakl został umiejętnie wyreżyserowany przez Waldemara Patlewicza.
Najnowsza sztuka wystawiana w Teatrze Polskim sięga do trudnego tematu relacji między sąsiadami. Mieszkańcy osiedli i kamienic codziennie stają w oko w oko z koniecznością współistnienia z wieloma osobami na małej przestrzeni. Wielu bielszczan z pewnością zna to uczucie, kiedy wynosząc śmieci czuje na sobie ciekawskie spojrzenia stojących na balkonie sąsiadów.
Zjawisko to dość często komentują internauci : ,, Jak z nimi walczyć? Unikać :-). Jeżeli sąsiadka stoi z pieskiem przed klatką, to poczekaj aż odejdzie... Bo zacznie tę swoją rozmowę: Paweł z tego bloku to chuligan, prawda Marcin? ( oryginalna wypowiedź czytelnika). Konflikty w domach wielorodzinnych zdają się wpisywać w naszą rzeczywistość. Znane przysłowie mówi, że sąsiadów się nie wybiera. Motyw ten stał się także tematem wielu polskich filmów (,,Cześć Tereska” czy ,,Dzień świra”).
W najnowszym spektaklu wystawianym na Dużej Scenie możemy więc zobaczyć relacje, które znamy z życia codziennego. Premiera ,,Napisu” odbyła się w Teatrze Polskim 8 i 9 listopada i zgromadziła komplet widowni. Autor komedii, Francuz Gerald Sibleyras zasłynął sztuką ,,Ryzykowna zabawa” wystawioną w 2003 roku. Rok później, po premierze ,,Napisu” w teatrze Petit Montparnasse opiniotwórcze czasopismo ,,Le Parisien” pisało: ,,To autor, na którego można liczyć i z którym trzeba będzie się liczyć!”. Dramatopisarz szybko zyskał popularność w Polsce. Trudno więc dziwić się, że jego sztuka trafiła też w końcu na deski bielskiego teatru.
Historia zaczyna się niepozornie. Jest rok 1999. Świat lada dzień ma wkroczyć w kolejne tysiąclecie. Nowy lokator ( w tej roli Tomasz Lorek ) przeciętnej, francuskiej kamienicy zauważa na ścianie windy obraźliwy napis na swój temat ( ,,Lebrun to ch...”). Postanawia zapytać mieszkańców domu o to, kto może być jego autorem. Prywatne dochodzenie daje mu szansę na lepsze poznanie swoich sąsiadów ( państwa Bouvier, granych przez Grażynę Bułkę i Jerzego Dziedzica oraz państwa Cholley, w których wcielili się Rafał Sawicki i Maria Suprun).
Poszukiwania autora nieszczęsnego napisu są oczywiście bezcelowe. Tym bardziej, że nikt - z panem Lebrun na czele - nawet nie kwapi się do jego usunięcia. Cała sytuacja przeradza się w napiętą rozgrywkę słowną między mieszkańcami. Lebrun na początku stara się zachować zasady kultury osobistej. Z czasem jednak wprost zarzuca sąsiadom ich naiwność i brak własnego zdania. Sąsiedzi odpłacają mu się z nawiązką, krytykując wszystkie jego poglądy chrześcijańskie. W ich przekonaniu, święta są przeżytkiem, a księża to pedofile. Tak właśnie usłyszeli w telewizji. Zarzucają mu zacofanie i brak tolerancji, bo nie chce jeździć z nimi po mieście na rolkach.
Kiedy już brakuje im argumentów, pijany pan Bouvier bezsensownie nazywa Lebrun’a ,,faszystowskim pedofilem”. Lebrun z jednej strony próbuje innym narzucić swoje zdanie, ale z drugiej stara się nie paść ofiarą manipulacji internetu i innych mediów, a przede wszystkim - swoich sąsiadów, którzy im ślepo wierzą. Postać grana przez Lorka jest symbolem buntu przeciwko ludzkiej pysze, która często idzie w parze z głupotą. Trzeba przyznać, że aktor umiejętnie ukazał rozterki pana Lebrun.
Warto również zwrócić uwagę na scenografię sztuki, przypominającą coraz ciaśniej zamykającą się przestrzeń. To ona, niczym klatka symbolizuje osaczenie bohatera przez mieszkańców kamienicy oraz swoją żonę ( w tej roli Barbara Guzińska), która wbrew mężowi próbuje znaleźć z nimi wspólny język.
W tzw. dobrym towarzystwie od zawsze istniały wyrazy zakazane. Ich użycie było sprzeczne z zasadami etykiety. Tymczasem na spektaklu w Teatrze Polskim słowo zaczynające się od litery „ch” jest odmieniane we wszystkich przypadkach, co wzbudza powszechną wesołość widzów. To zapewne taki sam znak naszych czasów, jak obraźliwe napisy w miejscach publicznych.

Klauzula informacyjna ›