Po ostatniej klęsce w Poznaniu, piłkarze Marcina Brosza zrehabilitowali się w potyczce z Dolcanem Ząbki. Zmiany w wyjściowej jedenastce dokonane przez Marcina Brosza zaowocowały efektownym zwycięstwem 4:0.
 
Dziś na Stadionie Miejskim w Bielsku-Białej zobaczyliśmy rewelację tegorocznych rozgrywek Unibet I ligi, Dolcan Ząbki. Po dziewięciu kolejkach zmagań na zapleczu ekstraklasy, zespół prowadzony przez Marcina Sasala zajmował czwarte miejsce z dorobkiem 16 punktów na koncie. W tym sezonie drużyna z małej miejscowości na Mazowszu rozprawiła się z dwoma czołowymi zespołami I ligi. Podopieczni trenera Sasala pokonali Widzew Łódź (1:0) i GKP Gorzów Wielkopolski (3:1).
 
Zaledwie raz piłkarze Dolcanu schodzili z murawy jako pokonani. Sposób na rewelację rozgrywek znalazł jedynie beniaminek z Ostrowca Świętokrzyskiego. W zespole z Ząbek pewne miejsce w wyjściowej jedenastce ma dwójka byłych zawodników Podbeskidzia - Marcin Hirsz i Sebastian Ziajka.
 
Po mizernym spotkaniu z Wartą Poznań, bielszczanie byli żądni zwycięstwa przed własną publicznością. Marcin Brosz przeprowadził kilka roszad w wyjściowej jedenastce. Na murawie pojawili się dotąd rzadziej wykorzystywani zawodnicy: Łukasz Kanik, Jarosław Białek i Ndabenculu Ncube. Miejsca nawet na ławce rezerwowych zabrakło dla Piotra Rockiego.
 
„Górale” rozpoczęli mecz z dużym animuszem, grając już na połowie przeciwnika ostrym pressingiem. Dzięki temu po błędzie defensywy przyjezdnych Łukasz Kanik wpakował piłkę do bramki Rafała Misztala. Kibicom od razu przypomniał się środowy mecz z Wartą, kiedy Podbeskidzie równie szybko uzyskało prowadzenie. Tym razem jednak podopieczni trenera Brosza nie oddali inicjatywy przeciwnikowi i starali się podwyższyć prowadzenie.
 
Konsekwentna gra bielszczan przyniosła kolejny efekt bramkowy na dwie minuty przed zakończeniem pierwszej odsłony spotkania. Sprytem i dobrym przeglądem pola wykazał się Piotr Bagnicki, który na prawej flance dostrzegł nieobstawionego Sławomira Cienciałę. Ten zagrał do ustawionego w „piątce” Sylwestra Patejuka, który nie miał problemów z umieszczeniem futbolówki w bramce rywala.
 
Goście z Ząbek przez całą pierwszą połowę mieli nieustanne pretensje do arbitra dzisiejszej potyczki. Na takie zaczepki sędzia Marcin Trofimiec reagował żółtymi kartonikami, a „czerwień” wisiała w powietrzu. Wykluczenie z gry nie nastąpiło jednak na płycie boiska, lecz w tunelu prowadzącym do szatni. Benjamin Imeh za uderzenie Martina Matusa w twarz został usunięty z placu gry i zespół gości wybiegł na drugą część meczu w dziesiątkę.
 
Zrezygnowani piłkarze Dolcanu zupełnie oddali inicjatywę gospodarzom i ograniczyli się jedynie do rozbijania ataków „Górali”. Goście nie uniknęli jednak kolejnego błędu i w 67. minucie Clemens Matawu podwyższył na 3:0. Na dziesięć minut przed ostatnim gwizdkiem na boisku pojawił się Piotr Malinowski. Niespełna dwie minuty po wejściu na plac gry, popularny „Malina” strzałem głową ustalił rezultat spotkania.
 
To było Podbeskidzie, które chcą oglądać kibice w Bielsku-Białej: waleczne i przede wszystkim zwycięskie. Za tydzień na Stadion Miejski przybędzie Widzew Łódź i oby bielszczanie zakończyli ten mecz podobnym wynikiem, jak dzisiejszy.
 
                   TS Podbeskidzie Bielsko-Biała-Dolcan Ząbki 4:0 (2:0)
1:0 - Kanik 2'
2:0 - Patejuk 43'
3:0 - Matawu 67'
4:0 - Malinowski 82'


Podbeskidzie: Mikler - Cienciała, Ganowicz, Dancik, Osiński - Matawu, Białek, Kanik, Ncube (Malinowski 80.) – Patejuk (Świerblewski 72.), Bagnicki.
Rezerwa: Linka, Malinowski, Matusiak, Kołodziej, Świerblewski, Jarosz, Matus.

Dolcan: Misztal - Stawicki, Hirsz, Unierrzyński, Hinc – Badacz (Pawłowicz 85.), Lech, Warakomski (Korkuć 57.), Ziajka – Tataj (Stretowicz 73.), Imeh.
Rezerwa: Humerski, Pawłowicz, Grajek, Papiez, Korkuć, Stretowicz, Stańczyk.

sędzia: Mariusz Trofimiec (Kielce).
widzów: 2500.
 
pH