Biedacy i potentaci z Ratusza
Kto z nas nie lubi czasem ponarzekać sobie na swoją rzeczywistą lub wyimaginowaną kiepską sytuację finansową? Że gaz podrożał, że za mieszkanie dużo trzeba płacić, że w telewizji zapowiadali kolejna podwyżkę ceny prądu.... Że gdyby tak więcej zarabiać, to byłoby na pewno lżej. Najlepszą metodą na smutki jest pomyśleć sobie, że zawsze może być gorzej! Albo jeszcze lepiej, że ktoś ma od nas gorzej. Np. bielscy radni.
Niektórym zapewne już polepszył się humor, choć pewnie niewielu uwierzyło, że radnym może dziać się krzywda. Ale niedowiarkom mówimy – przecież oświadczenia majątkowe nie kłamią! A tam czarno lub granatowo - zależy od koloru długopisu - na białym widać, że część radnych, to nawet mieszkać nie ma gdzie. No, chyba że w swoim aucie. Jednym z dwóch lub nawet trzech. Tych wszystkich, którym podczas lektury powyższych słów coraz bardziej zrobiło się do śmiechu - sprowadzamy na ziemię. Jeśli ktoś nie potrafi zadbać o siebie i swoje własne interesy, to jak ma skutecznie reprezentować i chronić interesy wyborców?
Nie bez przyczyny mówi się, że sztuką jest nie tyle zarabianie pieniędzy, ile oszczędzanie. Niestety, ta trudna umiejętność stanowczo obca jest kilku naszym radnym. Marek Krywult (zbieżność nazwisk z prezydentem przypadkowa) - posiadający akcje w AQUA S.A. w Bielsku-Białej i udziały w Funduszu Własności Pracowniczej PKP - ma jednocześnie puste konto bankowe. No, ale właściwie fakt ów nie powinien nas dziwić, gdyż w swoim oświadczeniu majątkowym radny przyznaje, że nie osiągał z tytułu własności tych papierów żadnych dochodów. Dieta radnego zaś to raczej symboliczna kwota...
Nieco lepiej gromadzenie pieniążków na lokacie wychodzi skarbnikowi miasta. Troszkę gorzej natomiast - robienie interesów. Anna Łakomska, bo to ona trzyma pieczę nad zasobami pieniężnymi naszego miasta, ma problem z upilnowaniem własnych. Uprawa roślin motylkowych, którą zajmowała się zarówno w roku 2006, jak i 2007 - zamiast dochodów - przynosiła straty. Oby budżet miejski lepiej wychodził na tych talentach pani Anny. W innym wypadku skarbnik będzie musiała oddać prezydentowi Krywultowi jednego ze swoich dwóch fiatów punto, bowiem na bardziej okazały pojazd służbowy dla szefa nie wystarczy miastu kasy.
Dość ciekawe zjawisko obserwujemy również w przypadku Janusza Okrzesika. W latach 2006 i 2007 w rubryce oszczędności napisał „nie dotyczy”, choć jego dom został ostatnio rozbudowany o kolejne piętro. Wygląda na to, że pan radny – humanista zajmujący eksponowane stanowisko w szkole przyszłych bankowców – nauczył się korzystać z oferty rynku finansowego. No cóż, niech żyją kredyty! A zwłaszcza niskie marże i korzystne kursy walutowe.
Im wyżej w ratuszu, tym ludzie są bogatsi. O wysokie stanowiska chodzi - rzecz jasna. Krok przed szczytem bielskiej piramidy politycznej napotykamy na trzech prezydenckich zastępców. Ale bogatsi wcale nie oznacza, że bogaci. Całe 4 tys. zł na koncie Waldemara Jędrusińskiego, które zgromadził pod koniec 2006 roku może powalić na ziemie chyba tylko osoby żyjące z zasiłku dla bezrobotnych. Wprawdzie przez następny rok kwota ta wzrosła o cały tysiąc, lecz za to z oświadczenia znikło mieszkanie. Całe szczęście, że wiceprezydent miasta jest jeszcze właścicielem czwartej części domku letniskowego w Międzybrodziu. Zawsze to jakiś suchy kąt, a sześciocyfrowa pensja w UM na pewno nie pozwoli mu umrzeć z głodu i pragnienia.
Druga z trzech prezydenckich prawych rąk, Zbigniew Michniowski mieszka sobie na szczęście w swoim 54-metrowym mieszkanku. Ale za to jeździć nie ma czym. Widać prowadzi ekologiczny styl życia, bo przecież za zgromadzone oszczędności coś małego na czterech kółkach mógłby sobie sprawić.
Najrozsądniej w tym potrójnym zestawieniu radzi sobie Zbigniew Giełda. Nie dość, że niemałe oszczędności udało mu się zgromadzić, to jeszcze swój majątek lokuje rozważnie. W różnych walutach. Wprawdzie w roku 2007 kwota ta uległa pewnemu uszczupleniu, ale czego nie można zrobić dla auta marki Alfa Romeo? Panie prezydencie!160-metrowego domu panu zazdrościmy, auta zazdrościmy, nowego mieszkania też trochę zazdrościmy. Tylko 360 tysięcy kredytu nie zazdrościmy!
Z najbliższego otoczenia prezydenta pozostał nam jeszcze rzut oka do kieszeni sekretarza miasta. Grzegorz Tomaszczyk jest o tyle interesującą postacią, że przez cały rok 2006 piastował swoje stanowisko charytatywnie. A w każdym bądź razie tak to wygląda wedle oświadczenia majątkowego z 31 grudnia tego roku. Na szczęście, w roku kolejnym jego praca została doceniona, dzięki czemu z Ratusza otrzymał za swój urzędowy trud ponad 100 tys. zł.
W ten sposób dotarliśmy na sam szczyt urzędowej hierarchii miasta, czyli do prezydenta Bielska-Białej. Ale nie tylko urzędowej. Jacek Krywult jest bowiem jednym z najbogatszych samorządowców w całym województwie śląskim. Łączna cena nominalna jego papierów wartościowych pod koniec 2007 roku wyniosła prawie 1,9 mln zł. Oprócz tego, pan prezydent ma oszczędności w polskich złotych, euro i dolarach. Wartość jego domu o powierzchni ponad 200 m² szacuje się na 500 tys. zł. Jacek Krywult jest właścicielem samochodu SAAB 9000 oraz kolekcji znaczków pocztowych o wartości ponad 10 tys. zł (mienie powyżej tej kwoty musi być wpisywane do oświadczenia majątkowego).
Od jakiegoś czasu panuje przekonanie, że prezydent zawsze i wszędzie jest ( lub powinien być) najważniejszy, pierwszy i w ogóle the best. A nie w naszej gminie. W Bielsku-Białej mamy bowiem radnego, który postanowił wyprzedzić w czymś naszego prezydenta. I zrobił to w naprawdę duuużym stylu. Dom Wiesława Handzlika, znajdujący się na 10-arowej działce, ma powierzchnię 485 m². Takiej willi nie posiada żaden inny radny ani nawet urzędnik miejski. Możliwe więc, że pan Wiesław używa jednego ze swoich trzech samochodów do przemieszczania się z sypialni do kuchni lub na odwrót.
Obszernej przestrzeni życiowej pozazdrościł radnemu Handzlikowi jego obecny zastępca na stanowisku przewodniczącego Rady Miejskiej, Jarosław Klimaszewski. Ale nawet sumując powierzchnię jego dwóch mieszkań i nowo wybudowanego domu obecny przewodniczący wciąż pozostaje jakieś sto metrów za swoim starszym kolegą. Tyle możemy wyczytać z jego oświadczenia majątkowego. No i jeszcze jedno. Jarosław Klimaszewski jest członkiem zarządu spółki PUBLICO i jej głównym udziałowcem (99 proc. udziałów).
Nigdzie jednak nie natrafiliśmy na informację o tym, że od niedawna jest on również prezesem zarządu lidera na krajowym rynku powroźniczym, tj. firmy BEZALIN S.A. Przygotowując ten artykuł, próbowaliśmy bezskutecznie skontaktować się a panem Jarosławem, aby wyjaśnić czy stanowisko w tym przedsiębiorstwie nie przeszkadza mu w efektywnym wykonywaniu mandatu na wysokim stanowisku miejskim. Ufamy, że w najbliższym czasie prezes znajdzie dla nas chwilkę.
Na koniec prośba. Drodzy przeciętni bielszczanie. Cieszmy się z tego, co mamy. Nas przecież rozlicza tylko ZUS oraz fiskus (i ewentualnie, teściowa), a radnym zaglądają do kieszeni także wszyscy mieszkańcy miasta. Z tego punktu widzenia mają od nas gorzej, nawet jeśli mają lepiej. Rajcom z pustymi kontami bankowymi życzymy natomiast, aby przyszły rok okazał się nieco łaskawszy. Może i my będziemy coś z tego mieli. Choćby pretekst do napisania kolejnego artykułu na ich temat.
Magdalena Dydo
PS. Już po publikacji tego artykułu skontaktował się z nami przewodniczący Rady Miejskiej Jarosław Klimaszewski. Wyjaśnił, że zanim objął stanowisko w Bezalinie, wszystkie udziały w spółce PUBLICO przekazał swojej żonie. Obecnie jest więc wyłącznie prezesem zarządu firmy BEZALIN S.A. Jest to jednoosobowa spółka Skarbu Państwa, w której gmina Bielsko-Biała nie ma żadnych udziałów.Prezesa wybiera rada pracownicza tego przedsiębiorstwa.
Red.
Komentarze 16
Teskt nie miał być dokładną analizą oświadczeń, powodem do ośmieszania kogoś, czy szczucia go, miał być raczej lekką ironią pod adresem zjawiska jakim są oświadczenia majątkowe. Miał pokazywać ich absurdalność w niektórych wypadkach.

Klauzula informacyjna ›