Przez cały rok bielskie cmentarze świecą pustkami. Lecz pierwszego listopada sytuacja zmienia się nie do poznania. Kilometrowe korki, brak miejsc parkingowych, tłum rodzin z wiązankami kwiatów i wieńcami pod pachą pędzi z jednego cmentarza na drugi. Krótki postój przy mogile, zapalony znicz, itd. Odfajkowane do przyszłego roku! Może jednak warto czasem przeżyć ten dzień w nieco inny sposób?

Cmentarz rzymskokatolicki w Białej jest jedną z najstarszych nekropolii w mieście. Na dodatek, to prawdziwe muzeum sztuki. Tyle, że nie płaci się w nim za bilet, nie ma przewodnika, wyznaczonej trasy zwiedzania i kolejki do kasy. Dzieła nie wiszą też jeden obok drugiego. Mamy ponadto pewność, że za rogiem nie natkniemy się na tłum japońskich turystów.

Jest to muzeum sztuki zarówno współczesnej, jak dawnej. Już pod koniec XIX wieku zaczęły pojawiać się tu kamienne nagrobki wyposażone w pomniki i często oryginalne rzeźby. To wszystko miało pomóc człowiekowi w przeżyciach religijnych, moralnych i estetycznych. Jak pisze Jerzy Polak w swojej książce*, wygląd i  bogactwo pomników były odbiciem społeczeństwa żywych oraz jego stosunku do życia, wieczności i kultury.

Nietrudno zauważyć, że współczesne groby nie różnią się zbytnio od siebie. Dawna tendencja do indywidualizacji nagrobków - czynienia z nich czegoś jedynego w swoim rodzaju - została zastąpiona przez totalną uniformizację. Większość pochodzi od tego samego kamieniarza, ma podobny kształt, czy odcień marmuru. Na szczęście, wśród masy identycznych pomników pozostała jeszcze niewielka ilość wartościowych perełek, zawierających cechy prawdziwych zabytków.

Cmentarz w Białej dzieli się na trzy części. Pierwsza jest najstarsza. Posiada szereg nagrobków przyściennych, uznawanych niegdyś za prestiżowe. Największe wrażenie robi grobowiec Franza Strzygowskiego, którego centralnym punktem jest stojąca na schodkach smukła postać kobiety w białej, powłóczystej szacie. Pełna smutku, z twarzą skierowaną ku ziemi. Taka dostojna w swej prostocie, bezsprzecznie budzi zachwyt.

Największą grupę zabytkowych, stalowych kwater w tej części nekropolii stanowią grobowce modernistyczne. Uderzają prostotą,  surowością, oszczędnością formy, unikaniem detali i dekoracji. Aleja główna tej części cmentarza, zwana „Aleją Zasłużonych”, skupia pomniki osób niegdyś ważnych dla miasta i parafii, m.in. Sióstr Córek Bożej Miłości, ks. Adamczewskiego.  Do najpiękniejszych obiektów zaliczyć należy rzeźbę kobiety opartej na  złamanej kolumnie (odwołanie do tradycji antycznej) oraz żałobnicę wspartą lewą ręką o krzyż. Zdaniem Jerzego Polaka, to ona właśnie najmocniej na całym cmentarzu wyraża ból po stracie ukochanej osoby, a zarazem okazale wykazuje jej  kult pośmiertny.

W środkowej części cmentarza zwraca uwagę mogiła rodziny Geisler z ok. 1911r. Zobaczymy tutaj kobietę wykutą z białego marmuru, ubraną w antyczną szatę. W złożonych na kolanach rękach trzyma różę. Jest zadumana. Ale to miejsce sprzyja zadumie.  Jak widać, kobiecych rzeźb na cmentarzu nie brakuje. Słowa nie są jednak w stanie oddać ich prawdziwej niezwykłości. Trzeba tę niezwykłość zobaczyć...

Cmentarz jest strefą sacrum. To jedno z nielicznych już miejsc, które jest dla człowieka symbolem powagi, dostojeństwa i szacunki. Panuje na nim błogi spokój. Każdy kto odwiedza to miejsce, pogrążony w ciszy wraca pamięcią do przeszłości. Do czasu, kiedy osoby tutaj spoczywające chodziły z nami po jednej ziemi. To czas czuwania, wyciszenia i wewnętrznej kontemplacji. Niewątpliwie, również czas obcowania ze sztuką, w tym najlepszym jej wydaniu. Nie trzeba być religijnym, aby dostrzec w tradycji nawiedzania grobów pewną ponad religijną wartość.

* Jerzy Polak: „Cmentarz Rzymskokatolicki w Białej”, Bielsko-Biała 1999.


                                                                                      Katarzyna Wala