- Nie mieliśmy możliwości podłączenia domu do miejskiej sieci wodociągowej, musieliśmy kopać studnię. Znaleźliśmy różdżkarza. Przyszedł, pochodził po działce, pomachał jakimiś patykami i stanowczo oznajmił: tu jest woda. Kazał wiercić - opowiada  czytelnik „Kroniki” z Bielska-Białej. - Z powodu spotkania z tym hochsztaplerem straciłem ponad pięć tysięcy złotych...

Za wyznaczenie miejsca na studnię różdżkarz skasował sto pięćdziesiąt złotych. Ufając jego nadprzyrodzonym zdolnościom czytelnik zamówił firmę zajmującą się wierceniem studni. - Ludzie wiercili w miejscu wskazanym wcześniej przez różdżkarza. Niestety, odwiert był suchy. Po wodzie ani śladu. Zszokowany tym faktem pojechałem do różdżkarza. Na wieść, że nie ma wody, wzruszył tylko ramionami. To była cała jego reakcja! - mówi czytelnik. - Za usługę wiercenia suchej studni musiałem zapłacić, bo przecież zleciłem firmie robotę. Sam kazałem im kopać w tym miejscu... Z tym niby-różdżkarzem żadnej umowy na piśmie nie miałem.

Nauczony przykrym doświadczeniem bielszczanin szukał fachowców, którzy dadzą mu jakąkolwiek gwarancję na studnię z wodą. Ludzie, do których trafił, we własnym zakresie zajęli się szukaniem wody. Podjęli się wykonania studni kopanej, o wiele płytszej niż wiercona. - Obiecali, że woda będzie i była. Niestety, brudna. Musiałem kupić specjalne filtry, ale mam wodę - mówi czytelnik.

Jak się okazuje, problem czytelnika nie jest odosobniony. Irena Krzanowska, rzecznik konsumentów w Starostwie Powiatowym w Bielsku-Białej udzielała już kilku porad w podobnych sprawach. U jednych ludzi po wywierceniu studni nie było wody w ogóle, u innych, którzy studnie kopali, woda była zanieczyszczona. Inwestycje kosztowały ich od pięciu do siedmiu tysięcy złotych. Studnie wykonywały różne firmy. - Żaden z konsumentów nie miał umowy z firmami wykonującymi prace. W jednym przypadku firma przyprowadziła nawet własnego różdżkarza. Gdy okazało się, że w wywierconym otworze nie ma wody, różdżkarz „zniknął”, a w firmie stwierdzono, że to nie ona go zamawiała, tylko klientka... - mówi Irena Krzanowska.

- Jeśli ktoś gwarantuje, że w danym miejscu woda będzie na dziewięćdziesiąt procent, należy go spytać, czy w przypadku, gdy wody nie będzie, zwróci inwestorowi dziewięćdziesiąt procent kosztów wiercenia studni - mówi Krzysztof Marian Sobol, geolog z Bielska-Białej, z czterdziestoletnim stażem w branży. Sam, jak dotąd, nie spotkał nikogo, kto przyjąłby na siebie takie zobowiązanie. Znając budowę geologiczną, warunki hydrogeologiczne i na podstawie analizy materiałów archiwalnych (profili otworów wiertniczych) danego terenu można przewidzieć, gdzie i jakiej wody należy się spodziewać. Gwarantować jednak niczego nie można.

- Budowa geologiczna w rejonie Bielska-Białej nie sprzyja pozyskiwaniu wód z ujęć głębinowych. Występują tu bowiem głównie fliszowe gliny zwietrzelinowe, łupki iglasto-piaszczyste oraz piaskowce i wapienie. W takich warunkach woda pojawia się tylko w niektórych miejscach, w szczelinach spękanych skał oraz jako sączenia śródwarstwowe w bardzo małych ilościach - mówi Tadeusz Januchta, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej. - Jedynie w dolinach rzek Białej i Wapienicy, na bardzo ograniczonym przestrzennie obszarze zalegania aluwialnych skał żwirowo-piaszczystych, występuje ciągły poziom wodonośny, gdzie można pozyskiwać wodę ze studni kopanych. Analizując archiwalne dokumentacje geologiczne, możliwe jest wskazanie z dużym prawdopodobieństwem miejsc, w których są większe ilości wód podziemnych. Nie zawsze jednak można dać gwarancję na to, że będzie woda w danym miejscu.

Irena Krzanowska radzi, by zlecając wykonanie studni spisać umowę z firmą, która się tego podejmuje. Co ważne, w umowie powinien się znaleźć zapis dotyczący sytuacji, gdy po wykonaniu odwiertu wody nie będzie. W takich przypadkach koszty można podzielić między obydwie strony - inwestora i firmę. Bo na to, by firma wzięła na siebie całkowitą odpowiedzialność i mogła domagać się zapłaty tylko wtedy, gdy w studni będzie woda, liczyć raczej nie można. - Konsumenci, którzy musieli zapłacić za wykonanie suchych studni mieli żal do wykonawców, bo nie zdawali sobie sprawy z istnienia ryzyka, iż wody może w studni nie być. Nie mówili o tym także różdżkarze wynajęci przez konsumentów czy przez firmy wykonujące studnie - mówi Irena Krzanowska.

Geolodzy nie kwestionują umiejętności różdżkarskich części osób. Sami jednak preferują analizę archiwalnych dokumentacji geologicznych.

(efa)