Piłkarze TS Podbeskidzie Bielsko-Biała stracili kolejne punkty w potyczce z beniaminkiem I ligi. MKS Kluczbork okazał się zaporą nie do przejścia dla bielszczan. Ostatecznie, z bielskiego stadionu miejskiego goście wywieźli nasz bezcenny punkt.

Początek nie zapowiadał wyniku fatalnego dla bielszczan. Pełne trybuny i szybko zdobyty pierwszy gol „naszych” podbudowały piłkarzy. Okrzyk radości kibiców po raz pierwszy rozległ się przy Rychlińskiego w siódmej minucie meczu. Napastnik „Górali’ Piotr Rocki wykorzystał dobre podanie Juraja Dancika i gospodarze wyszli na prowadzenie.

Radość nie trwała jednak długo. Goście wyrównali już trzy minuty później. Martin Matus tak niefortunnie interweniował po rzucie rożnym, że wpakował głową piłkę do bramki Łukasza Merdy. Tak więc na przerwę zawodnicy obu drużyn schodzili mając na koncie po jednej bramce. Mimo, że de facto to piłkarze Podbeskidzia strzelili oba gole. Swoich okazji na zmianę wyniku nie wykorzystali Matawu, Ncube i Matus (poprzeczka po strzale głową).

Po wznowieniu gry obraz meczu nie zmienił się. Nadal inicjatywa należała do podopiecznych Marcina Brosza, a goście raz po raz nękali groźnymi kontrami defensywę Podbeskidzia.  Nadal aktywny był Piotr Rocki, który dzisiejszego popołudnia stracił mnóstwo zdrowia na boisku. Wiele kontrowersji wśród obserwatorów dzisiejszego widowiska wzbudzała postawa rozjemcy tej potyczki. Łukasz Śmietanka - sędzia z Radomia - w 70 minucie pokazał żółtą kartkę piłkarzowi z Kluczborka i nakazał mu zejść informując, że to już drugi żółty kartonik jaki piłkarz ujrzał tego dnia. Okazało się jednak, że Tomasz Zieliński miał na koncie tylko jeden kartonik tego koloru i powrócił na murawę.

Marcin Brosz dokonywał kolejnych roszad w swojej drużynie. Ale zabiegi te nie przynosiły pożądanego efektu. Na kilkadziesiąt sekund przed ostatnim gwizdkiem zakotłowało się pod bramką gości. Sławomir Cienciała uderzał głową, lecz piłka minimalnie minęła lewy słupek bramki strzeżonej przez Krzysztofa Stodołę.

Rażącej nieskuteczności „Górali” nie znieśli najzagorzalsi fani Podbeskidzia. W pewnym momencie grupa dopingujących zwinęła swoje transparenty i zaprzestała śpiewów. Wtedy można było usłyszeć kilkunastoosobową grupę kibiców przyjezdnych, która ostatecznie z uśmiechem na twarzy opuszczała stolicę Podbeskidzia.

Kolejne stracone punkty i kolejny krok w tył w drodze do awansu. Podopieczni Marcina Brosza na następny mecz pojadą do Szczecina na potyczkę z Pogonią. Ale skoro „Górale” nie dawali sobie rady z dotychczasowymi przeciwnikami, to strach pomyśleć co zrobi z nami drużyna pokroju Pogonii Szczecin. „Idzie, idzie Podbeskidzie…” Ale na razie chyba w złym kierunku.

                                   Podbeskidzie Bielsko-Biała 1-1 MKS Kluczbork

Piotr Rocki 7 - Martin Matúš 10 (s)

Podbeskidzie
: Łukasz Merda - Sławomir Cienciała, Paweł Baranowski, Juraj Dančík, Michał Osiński - Damian Świerblewski (60 Piotr Malinowski), Ndabenkulu Ncube (64 Piotr Bagnicki), Rafał Jarosz, Clemence Matawu, Piotr Rocki - Martin Matúš (85 Sylwester Patejuk).

Kluczbork: Krzysztof Stodoła - Marcin Adamczyk, Tomasz Jagieniak, Paweł Odrzywolski, Adam Orłowicz - Marcel Surowiak, Łukasz Szczepaniak (90 Kamil Nitkiewicz), Michał Glanowski, Tomasz Zieliński (75 Tomasz Cieślak) - Waldemar Sobota, Kamil Król (75 Arkadiusz Półchłopek).

żółte kartki: Matawu, Rocki, Ncube - Odrzywolski, Glanowski, Szczepaniak, Król, Zieliński, Cieślak.

pH