Bielski sektor na Stadionie Śląskim
Wprawdzie wizyta prezydenta Lecha Kaczyńskiego utrudniła wielu mieszkańcom poruszanie się po bielskich drogach, ale nie przeszkodziła bielskim kibicom w wyjeździe za swoimi idolami na Stadion Śląski do Chorzowa. Zwłaszcza, że znaczną część tej biało-czerwonej grupy stanowili prawdziwi wyjadacze, którzy żadnego meczu reprezentacji nie przepuszczą.
Tym razem ok. godz.17 na dolnej płycie dworca PKS zebrało się ponad 40 wiernych fanów. Przedział wiekowy był dość mocno rozpięty, bo najmłodszy uczestnik wyprawy miał 6 lat, a najstarszy wkraczał w piątą dekadę życia. Ściślej mówiąc, najstarszy był kierowca, ale on jakoś nie czuł takiego ducha walki, co pasażerowie, więc jego z tej arytmetyki trzeba wykluczyć.
Autokar przystrojony polskimi flagami z lekkim opóźnieniem opuścił Bielsko-Białą. Było przed godz.18. W tym samym momencie rozpoczęła się rozgrzewka. Tyle, że póki co nie piłkarzy, lecz naszych kibiców. Usłyszeliśmy pierwsze przyśpiewki, zagrzewanie do kibicowania, no i ...charakterystyczne odgłosy płukania gardła. Wszystko po to – usłyszałam od sąsiada - żeby głoś dobrze brzmiał na trybunach. Było również strojenie się w barwy wojenne i obstawianie wyniku.
Oddawanie moczu na poboczu
Nie obyło się bez dość częstych przystanków w trasie, bo po intensywnym płukaniu gardła tzw. sik-pauza jest obowiązkowa. Sytuacja momentami bywała tak krytyczna, że gdy nie było możliwości zatrzymania pojazdu przy jakimś mniejszym bądź większym lasku - w imię oddania sprawie i poświęcenia dla naszych piłkarzy - trzeba było sikać w warunkach ekstremalnych. Np. na poboczu.
O ile początek podróży minął bardzo szybko i wesoło, o tyle godzinna jazda po Chorzowie z prędkością 5 km/godz. plus atmosfera w autobusie rozgrzana do niewyobrażalnych wartości sprawiały, że w szeregi bielskich kibiców wkradło się lekkie podenerwowanie. W końcu udało nam się znaleźć miejsce na zaparkowanie naszego autobusu i dalszą część trasy odbyliśmy pieszo. Najpierw niektórzy mieli problemy z odnalezieniem stadionu, później zaś – odpowiedniej bramy, w której każdy musiał odstać swoje przed wejściem na trybuny. Ale widzieliśmy już lampy oświetlające stadion i przestrzeń nad nim oraz słyszeliśmy okrzyki wydobywające się z tysięcy gardeł. Pod wpływem tych doznań optymizm powrócił.
Wszyscy zagubieni, porzuceni, zbłąkani oraz ci, którzy pogubili po drodze bilety odnaleźli się cali i zdrowi w swoim 35. sektorze. Wtedy właśnie nadszedł moment, gdy trzeba przejść do próby generalnej wyuczonych podczas podróży piosenek. Jedne z nich były krótsze, drugie dłuższe, niektóre wymagały dodatkowej gestykulacji, tudzież podskoków. Tylko część jednak można w całości zaśpiewać przy dzieciach. Inne nie nadają się do odtwarzania przed godz.23.
Proszę mi uwierzyć. Tylko w ludzkiej ciżbie na meczu reprezentacji narodowej można się przekonać, że żadna piosenka, przyśpiewka czy inna pieśń bojowa nie brzmi tak pięknie, tak donośnie i nie chwyta za serce wszystkich Polaków zgromadzonych na stadionie tak, jak hymn narodowy. W takich chwilach nie ma bielszczan, wrocławian, ślązaków czy górali. Są Polacy, którzy nad głowami dumnie trzymają szaliki z napisem POLSKA i ile tchu w piersiach śpiewają Mazurka Dąbrowskiego.
Pierwszy gwizdek i… niespodzianka. Odniosłam wrażenie, że nikt na całym stadionie nie kibicuje tak głośno, jak ekipa z Bielska-Białej! Siedząc w samym centrum sektora zajmowanego przez kibiców z Podbeskidzia, byłam przekonana, że nikt także nie cieszy się ze zdobytych kolejnych dwóch bramek tak, jak bielszczanie. I nikt z takimi nerwami nie oczekuje końcowego gwizdka niemieckiego sędziego...
Jako jedni z ostatnich opuszczaliśmy stadion, do końca wymachując biało-czerwonymi szalikami i śpiewając „We are the champions”. Potem, zbierając w sobie resztki sił, udaliśmy się na poszukiwanie naszego autobusu. Nie było to takie łatwe. Kiedy wszyscy wyglądają tak samo, tj. na biało-czerwono i gdy jest niemal zupełnie ciemno, to trudno trzymać się grupy i nie zgubić się.
Koniec końców przy naszym autokarze zebrała się cała bielska wycieczka i można było ruszyć w drogę powrotną. Część osób ją przespała, a inni mieli jeszcze dość siły, aby fetować zwycięstwo naszej wspaniałej reprezentacji. Z zachrypniętymi gardłami, resztkami barw narodowych na policzkach, cennymi zdjęciami w cyfrówkach oraz niezapomnianymi wrażeniami wróciliśmy szczęśliwi do naszego miasta kochanego.
Magdalena Dydo






Artykuł wyświetlono 2395 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 12
Dziadek
Brawo Madzia, nowy uczestniku naszych reprezentacyjnych wypraw:) POzdro dla wszystkich bielskich kibiców!!!!!!
Bobi
Nic dodać nic ująć Madzia :)Pozdro dla najlepszych kibiców na Świecie!! :)
wacek
Aż czterdziestu ludzi pojechało? To gdzie oni się wszyscy pomieścili na tym stadionie? Toż to cała armia...
Magda Dydo
:) Gdybym mogła to bym wrzuciła wszystkie fotki! Ale nie ode mnie to tu zależy ;) Oby więcej takich wyjazdów "służbowych" :P
dean
Ja byłem w 37 sektorze! A tych bielskich sukcesów było więcej, bo najczęściej pokazywaną faną była flaga "Podbeskidzia" (za bramą Boruca w II połowie), a najdłuższą przyśpiewkę (na dwa głosy, tzw. HSV) intonowali i prowadzili kibice TSP w sektorze 40. Udany wieczór, pani Magdo!
"starszy" Sławek :)
No no, jestem w szoku :) Pozdrawiam wszystkich pasażerów tego autokaru, czyli PRAWDZIWYCH KIBICÓW i cieszę się, że mogłem razem z Wami uczestniczyc w tym święcie polskiej piłki. Co do kierowcy to dodam tylko sam od siebie, że ten pan wogóle nie czuł żadnego ducha hahahahahaha. Pozdrawiam!
Drozda17
He he Nasz Autokar stał sie sławny xD Pozdrawiam tych co byli.

Klauzula informacyjna ›