Nowe lasy zamiast kar
Polska energetyka i ciepłownictwo węglem stoją. Energia elektryczna i płynące do mieszkań ciepło będą coraz droższe nie tylko za sprawą rosnących cen węgla, po który kopalnie muszą sięgać coraz głębiej, ale też z powodu kar za przekraczanie przez polską energetykę unijnych limitów emisji gazów cieplarnianych. Z tradycyjnych metod produkcji energii w opalanych węglem siłowniach Polska nie zrezygnuje jeszcze długo, bo zwyczajnie nie ma ich czym zastąpić. Co zrobić, by kary były niższe, a degradacja środowiska naturalnego mniejsza? Sadźmy lasy! - proponuje bielska spółka ciepłownicza Therma, której prezes Józef Niedokos dowodzi, że byłoby to rozwiązanie tańsze i rozsądniejsze, niż płacenie kar znikających w studni bez dna...
Polska energetyka korzysta przede wszystkim z węgla, więc trudności z dopasowaniem się do narzuconych limitów będą uderzać w funkcjonowanie całej, opartej na energii z węgla gospodarki. Nie dalej jak w ubiegłym tygodniu związkowcy reprezentujący polski przemysł wydobywczy i energetyczny protestowali w tej sprawie w Brukseli. Na Unii, która w kwestiach ochrony środowiska jest bardzo wyczulona, takie protesty wrażenia jednak nie robią.
Co zatem możemy zrobić? Z dnia na dzień nie wybudujemy przecież w Polsce ani elektrowni atomowych, ani - tym bardziej - dużej liczby elektrowni wiatrowych i wodnych...
- Jest proste rozwiązanie. Posadźmy las... - mówi Józef Niedokos, prezes Przedsiębiorstwa Komunalnego Therma, które zajmuje się dystrybucją energii cieplnej w Bielsku-Białej.
Co powstrzymuje Thermę przed realizacją tego, wydawałoby się, idealnego planu? Odpowiedź jest prosta. Na razie nie ma uregulowań prawnych, które pozwalałyby zamieniać finansowe kary na hektary absorbujących dwutlenek węgla lasów. Ich wprowadzenie będzie wymagało czasu, ale nie jest niemożliwe.
Z szacunków Thermy wynika, że do 2012 roku, przy w miarę łagodnych zimach, emisyjne limity powinny nam wystarczyć. Ale już po 2012 roku, kiedy skończą się przydziały praw do emisji na obecnym poziomie, przed koniecznością ich zakupu staną w Polsce wszystkie kotłownie, elektrownie, elektrociepłownie o mocy powyżej 20 MW. Pełna zdolność nowych lasów do absorpcji nie pojawi się przy tym od razu, po posadzeniu, ale dopiero po upływie około dziesięciu lat.
Działaniom na rzecz zmian w przepisach powinno więc towarzyszyć sukcesywne zalesianie nowych terenów. Tak, aby „zielone płuca” były gotowe, kiedy pojawi się możliwość zastąpienia nimi kar za emisję CO2.
Zdaniem Józefa Niedokosa wydaje się, że tam, gdzie w grę wchodzą ogromne pieniądze, najprostsze i najtańsze zarazem rozwiązania są pomijane. Nie są bowiem atrakcyjne finansowo, przede wszystkim dla firm, które chciałyby się zająć magazynowaniem dwutlenku węgla i w obostrzeniach dotyczących limitów emisyjnych wietrzą dla siebie niezły interes...
- W samym Bielsku, oprócz naszej małej kotłowni w Wapienicy funkcjonuje duża elektrociepłownia. Wytwarzamy i będziemy wytwarzać ciepło dla mieszkańców. Cena dostarczanego do klientów ciepła jest naszą wspólną troską. A tańszy sposób na zagospodarowanie wyrzucanego przez kominy dwutlenku węgla, czyli sadzenie nowych drzew, dodatkowo pasuje do potrzeb beskidzkich lasów, gdzie setki tysięcy hektarów trawi kornik. Połączenie obu tematów - odnowy lasów beskidzkich i absorpcji CO2 - to zagadnienia wykraczające oczywiście poza kompetencje energetyków - dodaje Józef Niedokos. - Nie obejdzie się tutaj bez zaangażowania parlamentarzystów, a być może i eurodeputowanych. Sprawa na pewno jest jednak takiego zaangażowania warta.
- My wiemy najlepiej, jak trudno jest posadzić nowy las, bo już to przerabialiśmy. Pozyskanie i przygotowanie odpowiedniego terenu w odpowiednim miejscu oraz odpowiednich sadzonek, to nie taka łatwa sprawa. Poza tym sadzenie nowych lasów nie może być jedynym panaceum na rosnącą emisję dwutlenku węgla. Nie tędy droga. Trzeba w końcu podjąć faktyczne działania mające na celu ograniczenie emisji gazów, które tak bardzo odbijają się na zmianach klimatycznych - mówi Jacek Bożek z Klubu Gaja.
Ekolodzy podkreślają, że wiedzą, iż rodzimy przemysł energetyczny i ciepłownictwo oparte są na spalaniu węgla. Mówią, że przyszedł czas, by to zmieniać, a nie „chować się za drzewami”.
NIŻSZY LIMIT
W ciągu najbliższych czterech lat, czyli do roku 2012, polski przemysł będzie mógł emitować rocznie nieco ponad 200 milionów ton dwutlenku węgla. Przyznany przez Brukselę limit jest o ponad 25 procent niższy, niż oczekiwał nasz kraj. Jeszcze gorzej będzie od roku 2013, kiedy limity na emisję gazów cieplarnianych będą jeszcze bardziej wyśrubowane, a kary za ich przekraczanie jeszcze bardziej dotkliwe. Polska energetyka korzysta przede wszystkim z węgla, więc trudności z dopasowaniem się do narzuconych limitów będą uderzać w funkcjonowanie całej, opartej na energii z węgla gospodarki. Nie dalej jak w ubiegłym tygodniu związkowcy reprezentujący polski przemysł wydobywczy i energetyczny protestowali w tej sprawie w Brukseli. Na Unii, która w kwestiach ochrony środowiska jest bardzo wyczulona, takie protesty wrażenia jednak nie robią.
Co zatem możemy zrobić? Z dnia na dzień nie wybudujemy przecież w Polsce ani elektrowni atomowych, ani - tym bardziej - dużej liczby elektrowni wiatrowych i wodnych...
- Jest proste rozwiązanie. Posadźmy las... - mówi Józef Niedokos, prezes Przedsiębiorstwa Komunalnego Therma, które zajmuje się dystrybucją energii cieplnej w Bielsku-Białej.
ZIELONE PŁUCA
- Nasza kotłownia w Wapienicy emituje rocznie ponad 20 tysięcy ton dwutlenku węgla. Potrzeba około 100 hektarów lasu, aby go zaabsorbować w całości. Jego posadzenie kosztowałoby nas około półtora miliona złotych, czyli tyle, ile musielibyśmy wydać na zakup jednorocznych pozwoleń na emisję dwutlenku węgla po 2012 roku, kiedy całość uprawnień do emisji będzie kupowana na międzynarodowych aukcjach. Z tą różnicą, że las będzie „pracował” dla nas przez co najmniej 25 lat, a kolejne certyfikaty będziemy musieli kupować co roku - mówi Niedokos.Co powstrzymuje Thermę przed realizacją tego, wydawałoby się, idealnego planu? Odpowiedź jest prosta. Na razie nie ma uregulowań prawnych, które pozwalałyby zamieniać finansowe kary na hektary absorbujących dwutlenek węgla lasów. Ich wprowadzenie będzie wymagało czasu, ale nie jest niemożliwe.
Z szacunków Thermy wynika, że do 2012 roku, przy w miarę łagodnych zimach, emisyjne limity powinny nam wystarczyć. Ale już po 2012 roku, kiedy skończą się przydziały praw do emisji na obecnym poziomie, przed koniecznością ich zakupu staną w Polsce wszystkie kotłownie, elektrownie, elektrociepłownie o mocy powyżej 20 MW. Pełna zdolność nowych lasów do absorpcji nie pojawi się przy tym od razu, po posadzeniu, ale dopiero po upływie około dziesięciu lat.
Działaniom na rzecz zmian w przepisach powinno więc towarzyszyć sukcesywne zalesianie nowych terenów. Tak, aby „zielone płuca” były gotowe, kiedy pojawi się możliwość zastąpienia nimi kar za emisję CO2.
WARTO ROZMAWIAĆ
- Temat ten przewija się już od pewnego czasu w fachowej prasie. Coś się wreszcie zaczyna dziać. W Ministerstwie Środowiska opracowywany jest projekt ustawy regulującej obrót prawny uprawnieniami do emisji oraz pochłanianiem gazów odpowiedzialnych za globalne ocieplenie klimatu. Po co szukać innych, skomplikowanych sposobów pochłaniania dwutlenku węgla, zamiast korzystania ze sprawdzonych właściwości samej natury? - dodaje Józef Niedokos. Zdaniem Józefa Niedokosa wydaje się, że tam, gdzie w grę wchodzą ogromne pieniądze, najprostsze i najtańsze zarazem rozwiązania są pomijane. Nie są bowiem atrakcyjne finansowo, przede wszystkim dla firm, które chciałyby się zająć magazynowaniem dwutlenku węgla i w obostrzeniach dotyczących limitów emisyjnych wietrzą dla siebie niezły interes...
- W samym Bielsku, oprócz naszej małej kotłowni w Wapienicy funkcjonuje duża elektrociepłownia. Wytwarzamy i będziemy wytwarzać ciepło dla mieszkańców. Cena dostarczanego do klientów ciepła jest naszą wspólną troską. A tańszy sposób na zagospodarowanie wyrzucanego przez kominy dwutlenku węgla, czyli sadzenie nowych drzew, dodatkowo pasuje do potrzeb beskidzkich lasów, gdzie setki tysięcy hektarów trawi kornik. Połączenie obu tematów - odnowy lasów beskidzkich i absorpcji CO2 - to zagadnienia wykraczające oczywiście poza kompetencje energetyków - dodaje Józef Niedokos. - Nie obejdzie się tutaj bez zaangażowania parlamentarzystów, a być może i eurodeputowanych. Sprawa na pewno jest jednak takiego zaangażowania warta.
OD POMYSŁU DO SADZENIA
Choć pomysły, o których mówi Józef Niedokos, są już rozpatrywane w Ministerstwie Ochrony Środowiska, leśnicy - w każdym razie na poziomie regionalnym - jeszcze o nim nie słyszeli. Potwierdzają, że od cennej inicjatywy sadzenia nowych lasów, zamiast kupowania certyfikatów na emisję gazów cieplarnianych, do jej realizacji droga daleka. - Trzeba przede wszystkim rozgraniczyć dwie różne sprawy, czyli odbudowę obszarów leśnych oraz sadzenie nowych lasów. Odnawianie jest o tyle łatwiejsze, że sadzi się nowe drzewa na terenach, na których las rósł wcześniej. Jest to zresztą nałożony na nas ustawą obowiązek, z którego Lasy Państwowe na bieżąco się wywiązują. Żeby posadzić nowy las trzeba dysponować gruntami. Tu zaczynają się problemy. Po pierwsze, trzeba znaleźć takie grunty, po drugie przekwalifikować je. O grunty pod nowe lasy nie jest łatwo - mówi Izabela Pigan, zastępca nadleśniczego w Nadleśnictwie Bielsko.WĄTPLIWOŚCI EKOLOGÓW
Wątpliwości leśników podzielają również ekolodzy. Ich zdaniem sadzenie nowych lasów to co prawda bardzo cenna inicjatywa, bo w czasach, kiedy drzewa masowo wycinane są wzdłuż dróg, znikają ze skwerów, a nawet parków, każde nowe drzewo jest na wagę złota. Ekolodzy podkreślają jednak, że hasłem sadzenia lasów nie można zastąpić prac nad ograniczaniem emisji gazów cieplarnianych. - My wiemy najlepiej, jak trudno jest posadzić nowy las, bo już to przerabialiśmy. Pozyskanie i przygotowanie odpowiedniego terenu w odpowiednim miejscu oraz odpowiednich sadzonek, to nie taka łatwa sprawa. Poza tym sadzenie nowych lasów nie może być jedynym panaceum na rosnącą emisję dwutlenku węgla. Nie tędy droga. Trzeba w końcu podjąć faktyczne działania mające na celu ograniczenie emisji gazów, które tak bardzo odbijają się na zmianach klimatycznych - mówi Jacek Bożek z Klubu Gaja.
Ekolodzy podkreślają, że wiedzą, iż rodzimy przemysł energetyczny i ciepłownictwo oparte są na spalaniu węgla. Mówią, że przyszedł czas, by to zmieniać, a nie „chować się za drzewami”.
Łukasz Piątek


Artykuł wyświetlono 1762 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 1
Kaz
Pan Bożek uważa że lepiej płacić za emisję zamiast nasadzić lasu. Nie wiadomo dlaczego bo posadzenie ma same plusy. Przypominam że las na tej planecie się kurczy, a to jest jeden ze sposobów na ograniczenie i emisji i stworzenie źródła energii odnawialnej. Zatrzymuje wodę tworzy dobry mikroklimat, jest siedliskiem zwierząt. Przy okazji ograniczy erozję. Piszę się że nie ma terenów na las, ależ jest wystarczy się przejechać po wioskach - mało kto ziemię uprawia, można tę ziemię odkupić lub wydzierżawić na te 30 lat.

Klauzula informacyjna ›