Wczorajszy koncert w kościele św. Maksymiliana zainaugurował XIII Festiwal Kompozytorów Polskich, który w tym roku poświęcony jest twórczości Ignacego J. Paderewskiego. Na początek doszło do historycznego wydarzenia. Pod czujną obecność kompozytora usłyszeliśmy polskie prawykonanie Quasi una fantasia na smyczki symfoniczne Henryka M. Góreckiego. Mistrz zechciał obchodzić w Bielsku-Białej swoje 75 urodziny.

Każdy festiwal pod patronatem H.M. Góreckiego jest dużym wydarzeniem artystycznym i towarzyskim w naszym mieście. Dlatego na koncercie w kościele św. Maksymiliana wypadało się pokazać, aby w ów sposób publicznie potwierdzić swoją przynależność do bielskiej elity. Obok gości z zewnątrz (m.in. dyrektor naczelny i programowy Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach Joanna Wnuk-Nazarowa) obecny był Jacek Krywult z wianuszkiem wiernych urzędników. My zwróciliśmy uwagę na siedzącego z daleka od szefa, wiceprezydenta Zbigniewa Michniowskiego.

Kościół przy ul. Wrzosowej jest nie tylko obszerny, lecz także zapewnia najlepszą w mieście akustykę. Przy wejściu do świątyni można było kupić pocztówki festiwalowe ze specjalnym okolicznościowym stemplem. Dwie urzędniczki Poczty Polskiej nie miały z tym jednak przesadnie dużo zajęcia. Stojąca nieopodal bileterka z Bielskiego Centrum Kultury odmówiła nam odpowiedzi na pytanie o ilość wejściówek sprzedanych tuż przed koncertem. Kompetentny jest tylko dyrektor Szczotka! Dopiero po wejściu do środka można było się przekonać, że w bocznych nawach jest wiele pustych ławek.

Najpierw był wersal. Prezydent miasta dokonał uroczystego otwarcia festiwalu. W imieniu bielszczan wręczył jubilatowi duży bukiet czerwonych róż. Gdy publiczności pokazał się kompozytor, zerwał się gorący aplauz. Muzycy na znak szacunku przez dłuższy czas uderzali smyczkami o partyturę. Następnie osobiste życzenia złożyli jubilatowi biskupi ordynariusze: diecezji bielsko-żywieckiej, Tadeusz Rakoczy oraz ewangelickiej diecezji cieszyńskiej, Paweł Anweiler. Na dobre koncert mógł się więc rozpocząć dopiero po godz.18.30.

Zaczęło się kameralnie od Quasi una fantasia na smyczki symfoniczne op.78. Nie na orkiestrę smyczkową – jak podkreśla sam kompozytor – lecz na smyczki. Utwór jest autorską aranżacją II Kwartetu smyczkowego op.64 i po raz pierwszy na świecie został wykonany pięć lat temu przez Narodowa Orkiestrę Symfoniczną Polskiego Radia pod dyrekcją Gabriela Chmury podczas obchodów Roku Polskiego w Hiszpanii. Jak dotąd, żadna polska sala koncertowa tego utworu nie słyszała.

Do wczoraj, bo po raz pierwszy w kraju fantazję na smyczki op.78 usłyszała bielska publiczność. Zespołem smyczkowym kierował Wojciech Michniewski. Dyrygent ubrany był w czarny strój, z którym kontrastowały długie, siwe włosy. Prawykonanie w całości rejestrowało kilka kamer telewizyjnych, m.in. TVP3. Wśród publiczności było zaskakująco dużo młodzieży licealnej. Nie było natomiast widzów we frakach czy uroczystych toaletach, jakich spotkać można w filharmoniach dużych miast. Ludzie odziani w codzienne ubrania słuchali Góreckiego w ciszy i skupieniu. Z nabożeństwem, rzec można ze względu na okoliczności.

W drugiej części koncertu inauguracyjnego do smyczków dołączyli pozostali muzycy Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach, Chór Filharmonii Śląskiej oraz Młodzieżowy Chór Resonans con Tutii z Zabrza. II Symfonia Kopernikowska na sopran, baryton, chór i orkiestrę symfoniczną op. 31 zabrzmiała w kościelnych wnętrzach szczególnie majestatycznie. Utwór został napisany na gigantyczny zespół wykonawczy złożony z dwojga solistów, czterogłosowy chór oraz olbrzymią orkiestrę z poczwórną obsadą instrumentów dętych. Akustyka u św. Maksymiliana nadała temu wykonaniu niecodziennego brzmienia.

Mimo, że kościół w Aleksandrowiach jest obszerny, to ze względu na duże rozmiary zespołu wykonawczego część muzyków siedziała na krzesłach ustawionych pośród ław dla publiczności. Ta wymuszona kameralność znacznie skracała dystans, jaki zazwyczaj dzieli artystów i ich słuchaczy. Chóry natomiast ustawiono przy ołtarzu. Dlatego w tej części świątyni nie było nawet gdzie szpilki wcisnąć.

Gdy umilkły ostatnie dźwięki muzyki, publiczność rozpoczęła owację na cześć wykonawców. Wszyscy wstali z miejsc, kiedy na środek sali wyszedł wyraźnie uradowany kompozytor. Mistrz przeprosił, że z powodu choroby nie zdołał ukończyć dzieła przygotowywanego specjalnie na bielski festiwal. Ale dzięki jego decyzji o polskim prawykonaniu swojego utworu w naszym mieście, zostaliśmy naocznymi świadkami wydarzenia o znaczeniu historycznym. Na nowe dzieło poczekamy do następnego festiwalu.

- Lubię przyjeżdżać do Bielska-Białej –powiedział naszemu portalowi Henryk M. Górecki po zakończeniu koncertu. – Panuje tutaj zawsze wspaniała, rodzinna atmosfera.

Tegoroczny festiwal będzie trwał do 4 października. Jeszcze dziś w sali Bielskiego Centrum Kultury wystąpi orkiestra kameralna wraz z solistami, a laureaci konkursu wiedzy o I.J. Paderewskim otrzymają nagrody. Tego samego dnia w salonie muzycznym kawiarni BCK o dorobku Paderewskiego dyskutować będą eksperci muzyczni oraz historycy z prof. Góreckim na czele. Będą ponadto projekcja filmu w reżyserii Stanisława Janickiego i koncert kameralny. Festiwal zakończy się w sobotę koncertem finałowym w wykonaniu Orkiestry Filharmonii Śląskiej pod dyrekcją Mirosława J. Błaszczyka.

Samorząd bielski nie zamierza organizować specjalnej fety z okazji urodzin kompozytora. Jak wyjaśnił nam prezydent Jacek Krywult, nie jest to efekt pustki w kasie miejskiej, lecz woli naszego gościa. W spokoju łatwiej o szybszy powrót do zdrowia i nowe, piękne nuty w partyturze.

Robert Kowal