Szmalec ze smalcu
Sprawa wraca wraz z kolejnymi procesami, podczas których sądy skazują oprawców za znęcanie się nad psami. Mimo że prawo od jakiegoś czasu zostało zaostrzone, orzeka się zwykle kary pozbawienia wolności w zawieszeniu lub grzywnę. Nawet wtedy, gdy prokurator zdołał udowodnić, że psa zamordowano dla mięsa i tłuszczu na sprzedaż.
Sprawdziliśmy w mądrych książkach. Według współczesnych Azjatów, mięso z psa jest smaczniejsze niż z gęsi lub królika. Podają je najlepsze restauracje w Chinach, Korei, Wietnamie, Filipinach, a także w afrykańskim Kongo. W Korei hodowane są nawet specjalne gatunki tzw. psów stołowych, przeznaczone wyłącznie na ubój. Podobno mięso przypomina w smaku cielęcinę. Taką mięsną kurację miejscowi lekarze zapisują szczególnie osobom chorym na gruźlicę.
W przeszłości psie mięso i tłuszcz były cenione także w Europie. Na przełomie XIX i XX wieku w Niemczech istniały oficjalne ubojnie psów, a Śląsk należał do prowincji, w których życie traciło najwięcej zwierząt. Nieco ponad 20 lat temu Unia Europejska zabroniła uboju oraz handlu psim mięsem, lecz proceder ów całkowicie nie zanikł. W Szwajcarii do dziś dozwolony jest ubój do celów prywatnych, a kilo mięsa kosztuje na rynku ok. 25 franków.
Niedawno, pochodzący z Francji duński książę Henryk miał publicznie zażartować, że pieski lubi w każdej postaci, także mięsnej.
Również w żywieckiej tradycji ludowej odnaleźć można przykłady wykorzystania niekonwencjonalnych metod leczniczych. Przed II wojną światową znachorzy z Beskidów uważali, że najlepszym środkiem na reumatyzm jest intensywne pokłucie chorej kończyny żądłami pszczół. Oparzenia posypywano mąką, co prowadziło do zakażeń ropnych. Lecząc zanokcicę (zapalenie paznokcia), znachor zabijał mysz i przecinał jej ciało na dwie części. Następnie polecał choremu włożyć bolący palec do wnętrzności myszy.
Ten przydługi i brutalny wstęp był potrzebny, aby zrozumieć obyczajowo-medyczne tło renesansu zainteresowania zwłokami psa w naszym kraju. W ostatnich dniach telewizja TVN wyemitowała wstrząsający reportaż o nielegalnym handlu psim sadłem na Podhalu. Według informatorów tej stacji, jest to biznes popularny szczególnie w góralskich wsiach. Ale nie tylko. Podobno na rynku w Wieliczce słoiczek smalcu kosztuje 20-30 zł. Towar ów kupują osoby przekonane, że smarowanie smalcem pomaga w leczeniu schorzeń górnych dróg oddechowych. Np. uporczywego kaszlu.
Pożywką dla tego procederu jest kulawe prawo i zanik ludzkich odruchów, które skutkują watahami bezpańskich zwierząt wałęsających się po osiedlach mieszkaniowych. Sprawdziliśmy, czy psi smalec dostępny jest także w Bielsku-Białej. Na Żywiecczyźnie świeża jest przecież tradycja niekonwencjonalnego leczenia gruźlicy. W takich sytuacjach nasze babki i dziadkowie podawali choremu borsucze, zajęcze lub psie sadło. To ostatnie zmieszane z mlekiem lub wódką. Niekiedy gruźlika owijano w skórę świeżo zabitego psa.
- Takiego specyfiku nie ma w naszym magazynie i nigdy nie było – powiedziała nam pani z bielskiego sklepu internetowego zajmującego się obrotem środkami medycznymi. – Osobiście, nie chciałabym zresztą używać takiego lekarstwa.
Znacznie bardziej rozmowny jest właściciel firmy handlującej paralekami z ul. Roztoki. Pan podkreśla, że z metody tej korzystali wprawdzie nasi przodkowie, lecz obecnie do leczenia uporczywych infekcji górnych dróg oddechowych poleca propolis.
- Psi smalec nie jest u mnie dostępny. Ale problemem jest dziś zdobycie dobrych pijawek, choć lekarze coraz częściej chcą je stawiać. Takie czasy...
Kupcy na targowisku przy ul. Cieszyńskiej też znają problem. Mężczyzna, który handluje szwajcarską „maścią końską” przekonuje, że środek ten nie ma nic wspólnego z koniem. Ale psi smalec rzeczywiście jest produkowany na bazie psiego mięsa. Pan twierdzi, że sadło jest nadal używane przez...górników na Śląsku przed szychtą. Wystarczy jedna łyżeczka na 50 gramów wódki, aby zabezpieczyć się przed pylicą.
- Na naszym targowisku – mówi kupiec szeptem – nikt nie handluje psim sadłem. To przecież nielegalne. Może w Wapienicy?
Sprawę rozjaśnia nam kierownik bielskiego schroniska dla zwierząt Zdzisław Szwabowicz. Do jego przytuliska trafia co roku do 600 zwierząt, z czego połowę doprowadzają właściciele. Duża część psów w wyniku adopcji znajduje jednak nowych właścicieli, a pozostałe dożywają w schronisku starości i ostatnich dni. Dlatego na bielskich osiedlach nie spotyka się watah bezpańskich zwierząt. Tym m.in. różnimy się od wielu polskich miast.
Robert Kowal

Klauzula informacyjna ›