Śmierć na scenie
Temat opieki nad starzejącymi się rodzicami zawsze wzbudza kontrowersje. Najnowsza sztuka w Teatrze Polskim ukazuje psychologiczną analizę tego zjawiska. Polecamy, choć dla widza nie będzie to łatwe przeżycie.
Jest rodzeństwo i umierający rodzice, którzy wymagają stałej opieki. Ktoś musi się poświęcić. Porzucić karierę, a często także życie osobiste, aby trwać całymi dniami i nocami przy łóżku chorego. Takie motywy pojawiły się w filmie pt.,,Pokój Marvina” w reżyserii Jerry’ego Zaksa oraz w filmowym ,,Dowodzie” w reżyserii Johna Maddena. Na gruncie krajowym znamy je ze sztuki przeniesionej na deski warszawskiego Teatru Polonia przez Andrzeja Seweryna. Spektakl oparty jest na tej samej historii.
Obecnie mamy okazję do analizy takiego motywu poprzez sztukę pt.,, Utarczki”, która trafiła właśnie na deski bielskiego Teatru Polskiego. Jane - grana przez Grażynę Bułkę - od lat opiekuje się obłożnie chorą matką.Jej siostra, Rita – w tej roli Barbara Guzińska - utrzymująca z rodziną sporadyczne kontakty, przyjeżdża do Jane na wieść o tym, że kres cierpień matki ( znakomita rola Jadwigi Grygierczyk) jest już bliski.
Na premierę prasową przedstawienia, która odbyła się w minioną niedzielę biletów zabrakło już w piątek. Kameralna widownia Małej Sceny umożliwiła widzom - wśród których znaleźli się m.in. prezydent Bielska-Białej Jacek Krywult – bliski kontakt z bohaterkami opowieści. Może nawet intymny, w zależności od stopnia identyfikacji z postaciami dramatu.
- Dla mnie "Utarczki" to sztuka o człowieku, który nie umie poradzić sobie z problemami, jakie niesie życie - mówi reżyserka spektaklu, Dorota Ignatjew. – Sztuka o kondycji psychicznej człowieka i o tym, że choroba zazwyczaj usprawiedliwi chorego, ale nigdy nie opiekującego. Tymczasem jeden i drugi, to tylko ludzie. Wobec śmierci wszystkie kłótnie są utarczką.
Sztuka jest trudna dla widza. Pełno w niej wykrzyczanego żalu, samotności i braku porozumienia między członkami najbliższej rodziny. Mimo, iż trwa niewiele ponad godzinę widzowie czują się zmęczeni po przeżyciu swoistego katharsis w trakcie jej oglądania.
- Kiedy po raz pierwszy przeczytałam tę sztukę byłam w szoku - dodaje Dorota Ignatjew - gdyż wydawała mi się ona trudna do wystawienia na scenie. Na szczęście, odtwórczynie głównych ról zgodziły się, bym nieco popracowała nad tekstem granych przez nie postaci.
Sztuka ukazuje marność ludzkiego życia, ale także potrzebę walki z samotnością. Szkoda tylko, że zabrakło w niej puenty, która po wyjściu z teatru wyryłaby się w pamięci na długo.
PS. Spektakl „Utarczki” Cathrin Hayes zobaczymy już dziś o godz.19 na Małej Scenie Teatru Polskiego, a później dopiero w połowie października.
Agnieszka Pollak-Olszowska
Artykuł wyświetlono 1726 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 3
Krzysiu
czy w teatrze są jeszcze jakieś inne aktorki? Ciągle gra jedna i ta sama, mam już tego dosyć, żeby chociaż była dobra!!!

Klauzula informacyjna ›