Od kilku dni bielscy adresaci poczty elektronicznej zalewani są olbrzymią ilością listów, w których nadawca obiecuje bezpłatne laptopy w zamian za odesłanie maila na kolejne adresy. Zainteresowaliśmy się tą sprawą. Okazuje się, że ten nowy łańcuszek św. Antoniego jest gigantycznym oszustwem.
 
W mailu nadawca informuje o tym, że firma Ericsson prowadzi obecnie akcję promocyjną marki, chcąc w ten sposób zwiększyć sprzedaż swoich produktów. List o identycznej treści rozesłano do setek bielszczan. Każdemu adresatowi obiecano, że jeśli odeśle maila do co najmniej ośmiu kolejnych osób, to otrzyma za darmo laptopa.
 
Kopie maili należy następnie wysłać na adres wymienionej z imienia i nazwiska urzędniczki firmy Ericsson, aby w ten sposób udokumentować fakt rozesłania korespondencji do określonej liczby odbiorców. Później trzeba uzbroić się w cierpliwość i oczekiwać na przesyłkę. Mail sygnowany jest personaliami oraz wizytówką służbową autentycznych pracowników Telekomunikacji Polskiej w Katowicach i Bielsku-Białej.
 
Zajęliśmy się tą sprawą. Dotychczas zetknęliśmy się z takimi tzw. łańcuszkami świętego Antoniego, w których proszono o modlitwę bądź np. o stukrotne ręczne przepisanie jakiegoś tekstu. W tym przypadku jednak obiecywano laptopa i to za darmo.
 
Najpierw skontaktowaliśmy się z pracownikami TP, którzy rzekomo podpisali się pod listem z Ericssona. Urzędnik z Katowic nie był zdziwiony naszym zainteresowaniem, gdyż w tej sprawie otrzymał wcześniej wiele telefonów. Tonem wyraźnie wskazujący na znużenie wcześniejszymi sygnałami o dziwnej promocji poinformował nas, że Telekomunikacja Polska nie ma z tą akcją nic wspólnego. Jego zdaniem, jest to bezprawne wykorzystanie danych osobowych i wizerunku TP do reklamy artykułu rynkowego innej firmy.
 
Dowiedzieliśmy się ponadto, że Ericsson nie produkuje w ogóle laptopów, a wymienione w mailu symbole nagród są prawdopodobnie znakami nowych typów telefonów komórkowych. W podobny sposób odniosła się do tej mistyfikacji urzędniczka TP z Bielska-Białej, której personaliami i wizytówką służbową posłużył się inicjator rzekomej promocji. Pani od nas dowiedziała się o akcji mailowej i była bardzo poruszona ewentualnymi jej konsekwencjami dla swej przyszłości w przedsiębiorstwie.
 
Postanowiliśmy problem zbadać u źródła. Okazało się, że warszawski oddział koncernu Ericsson jest od kilku dni bombardowany mnóstwem sygnałów z całego kraju. Monika Tokar z działu komunikacji spółki odpowiada codziennie na setki telefonów z pretensjami dotyczącymi niedostarczenia nagród lub pytaniami o parametry obiecanego sprzętu.
 
 - To nie jest nasza akcja promocyjna – podkreśla pani Monika. – Ericsson nie ma z nią nic wspólnego! W naszej firmie nie pracuje kobieta o personaliach wymienionych w mailu. Taki adres w ogóle nie istnieje, stąd każda próba wysłania odpowiedzi kończy się zwrotem listu przez system. Jeśli tak przypadkowo nie będzie, to zapewne dlatego, że fałszywa skrzynka jest przepełniona.
 
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się też, że koncern wynajął hackera, którego zadaniem jest odnalezienie autora mistyfikacji. Być może spółka będzie chciała wytoczyć mu proces za bezprawne wykorzystanie nazwy firmy i narażenie na szwank jej dobrego imienia. O innych konsekwencjach prawnych mowy raczej nie ma. Nasz ustawodawca od długiego czasu nie może uporać się z uporządkowaniem sytuacji prawnej tzw. spamu. Ale na skutek akcji mailowej nazwa przedsiębiorstwa została utrwalona w świadomości zbiorowej, choć wątpliwy być może kontekst tego przekazu. Tylko czasu poświęconego na masowe kopiowanie listu nikt bielszczanom nie zwróci. Ich pracodawcom – również.
 
 
                                                                     Robert Kowal