W pętli długów
Banki i instytucje parabankowe kuszą klientów tanimi kredytami, sklepy - towarami w promocyjnych cenach, które można kupić na raty, a operatorzy komórkowi - coraz nowocześniejszymi aparatami i korzystniejszymi abonamentami. Ludzie kupują na raty wyposażenie mieszkań, samochody, a nawet domy. Życie na kredyt wielu Polakom weszło w krew. Niestety, również wielu - także na Podbeskidziu - przeceniło swoje możliwości...
Tylko w ciągu ostatniego roku kwota zaległych długów konsumentów wzrosła o 44 procent - z 4,9 do ponad 7 mld zł. Dziś ponad 1,26 mln osób ma problemy ze spłatą zaciągniętych kredytów oraz z regulowaniem bieżących rachunków - wynika z raportu Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.
Jedni wpadają w tarapaty finansowe z powodu choroby, inni z powodu utraty źródła dochodu. Sporo osób jednak ma problemy tylko dlatego, że zbyt lekką ręką wydaje pieniądze. Co gorsza, nie swoje, ale te pożyczone. Nic zatem dziwnego, że wielu analityków uważa, że kredyty są zbyt łatwo dostępne.
- Urządzaliśmy z mężem mieszkanie, kupiliśmy więc kilka rzeczy na raty. A że spłacaliśmy je w terminie, zostaliśmy wręcz zasypani kolejnymi ofertami kredytowymi. Mogliśmy kupować ratalnie albo zadzwonić po pieniądze, które dostarczono by nam pocztą lub przelano na konto - opowiada jedna z czytelniczek z Bielska-Białej. Ponadto twierdzi, że otrzymali też dwie karty kredytowe, których nie zamawiali, z limitem półrocznych dochodów jej i męża. - Gdybyśmy skorzystali z tych ofert, bylibyśmy zadłużeni na kilka lat. Znam sporo ludzi, którzy większość dochodów wydają na spłatę kredytów. A tak naprawdę nic niezbędnego nie kupili - jakieś drogie telewizory, kina domowe, rzeczy bez których naprawdę można żyć...
- W pętlę zadłużenia można wpaść bardzo szybko - mówi Irena Krzanowska, rzecznik konsumentów w Starostwie Powiatowym w Bielsku-Białej. - W razie problemów ze spłatą kredytu konsumenci popełniają poważny błąd: zamiast poinformować bank o trudnościach i negocjować nowe warunki spłaty, idą do innego banku i nowym kredytem spłacają stary. Niektórym udaje się w ten sposób wyjść z kryzysu, jednak wystarczy choroba lub utrata pracy, by znowu trzeba było pożyczać. Klientom, którzy nie regulują rat w terminie banki przestają udzielać nowych kredytów. Zostają więc instytucje parabankowe i firmy udzielające pożyczek, często bardzo drogich w obsłudze.
Marek Wieroński, powiatowy rzecznik konsumentów w Wadowicach mówi, że w ostatnim czasie coraz częściej w długi popadają osoby w podeszłym wieku. Za pośrednictwem akwizytorów zaciągają kredyty na zakup różnych towarów, zwykle sprzętu mającego poprawić ich stan zdrowia, lub zawierają umowy na świadczenie usług telefonii komórkowej. - Osoby te często nie rozumieją nawet, jakie umowy zawierają. Później nie wywiązują się z nich - nie spłacają rat lub nie opłacają telefonu, bo nawet nie potrafią z niego korzystać. Firmy więc wypowiadają konsumentom umowy i egzekwują zapłatę różnych kar umownych, sięgających kilkaset złotych. Nieraz o takich długach rodzina dowiaduje się dopiero po śmierci staruszka, gdy wierzyciele zwracają się do spadkobierców o ich uregulowanie.
Osobny problem mają osoby, które zaciągnęły wysokie i długoterminowe zobowiązania. Jak mówi jeden z bankowców, nawet niewielka zmiana oprocentowania kredytu mieszkaniowego może oznaczać wzrost kolejnych rat o kilkaset złotych!
Zaległe zadłużenie Polaków w wysokości 7,06 mld zł, to nie zapłacone w terminie rachunki za energię elektryczną, usługi telekomunikacyjne, czynsze, opłaty leasingowe oraz niespłacane kredyty. Termin tych płatności minął co najmniej dwa miesiące wcześniej. Najwięcej zaległych płatności mają mieszkańcy województwa śląskiego (1,12 mln zł), tu też mieszka najwięcej klientów podwyższonego ryzyka (168 tys.). Dotyczy to głównie miast śląskich (katowiczanie - 524,8 mln zł długu), natomiast bielszczanie mają 57,2 mln zł zaległych długów. Dla porównania - mieszkańcy Krakowa mają 179,26 mln długów, a województwo małopolskie jest na ósmym miejscu z 415,5 mln zł długu mieszkańców.
Najbardziej zadłużony polski konsument ma ponad 71 mln zł należności do spłacenia, drugi - 10,6 mln zł. Trzecie i ósme miejsca zajmują mieszkańcy województwa śląskiego (5,6 i 3,1 mln zł zaległości), piąte - mieszkaniec województwa małopolskiego (3,9 mln zł). Wszyscy dorobili się długów nie spłacając kredytów na zakup towarów, usług, papierów wartościowych oraz domów i mieszkań.
Przeciętny klient podwyższonego ryzyka, zalegający z płatnościami powyżej dwóch miesięcy, ma średnio 5,9 tys. zł długu, o 900 zł więcej niż przed rokiem. Najczęściej liczy od 31 do 40 lat.
Tylko w ciągu ostatniego roku kwota zaległych długów konsumentów wzrosła o 44 procent - z 4,9 do ponad 7 mld zł. Dziś ponad 1,26 mln osób ma problemy ze spłatą zaciągniętych kredytów oraz z regulowaniem bieżących rachunków - wynika z raportu Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.
Jedni wpadają w tarapaty finansowe z powodu choroby, inni z powodu utraty źródła dochodu. Sporo osób jednak ma problemy tylko dlatego, że zbyt lekką ręką wydaje pieniądze. Co gorsza, nie swoje, ale te pożyczone. Nic zatem dziwnego, że wielu analityków uważa, że kredyty są zbyt łatwo dostępne.
PRZECENIONE MOŻLIWOŚCI
- Otrzymanie kredytu lub karty kredytowej nie stanowi dziś problemu. Często wystarcza tylko dokument tożsamości i oświadczenie klienta o dochodach. W ten sposób można zaciągnąć kilka kredytów, wyrobić kilka kart kredytowych i przecenić swoje możliwości - mówi Mateusz Ostrowski, analityk Open Finance, firmy zajmującej się doradztwem w inwestowaniu i pożyczaniu pieniędzy, która działa także na Podbeskidziu. A banki kusić potrafią. Nowym klientom obniżają oprocentowanie kredytów, nierzadko dodają też prezenty. Niemal tradycją są już podarunki za wyrobienie karty kredytowej. Wystarczy z niej raz skorzystać, by na karcie pojawiły się dodatkowe pieniądze, zazwyczaj 50 złotych.- Urządzaliśmy z mężem mieszkanie, kupiliśmy więc kilka rzeczy na raty. A że spłacaliśmy je w terminie, zostaliśmy wręcz zasypani kolejnymi ofertami kredytowymi. Mogliśmy kupować ratalnie albo zadzwonić po pieniądze, które dostarczono by nam pocztą lub przelano na konto - opowiada jedna z czytelniczek z Bielska-Białej. Ponadto twierdzi, że otrzymali też dwie karty kredytowe, których nie zamawiali, z limitem półrocznych dochodów jej i męża. - Gdybyśmy skorzystali z tych ofert, bylibyśmy zadłużeni na kilka lat. Znam sporo ludzi, którzy większość dochodów wydają na spłatę kredytów. A tak naprawdę nic niezbędnego nie kupili - jakieś drogie telewizory, kina domowe, rzeczy bez których naprawdę można żyć...
- W pętlę zadłużenia można wpaść bardzo szybko - mówi Irena Krzanowska, rzecznik konsumentów w Starostwie Powiatowym w Bielsku-Białej. - W razie problemów ze spłatą kredytu konsumenci popełniają poważny błąd: zamiast poinformować bank o trudnościach i negocjować nowe warunki spłaty, idą do innego banku i nowym kredytem spłacają stary. Niektórym udaje się w ten sposób wyjść z kryzysu, jednak wystarczy choroba lub utrata pracy, by znowu trzeba było pożyczać. Klientom, którzy nie regulują rat w terminie banki przestają udzielać nowych kredytów. Zostają więc instytucje parabankowe i firmy udzielające pożyczek, często bardzo drogich w obsłudze.
Marek Wieroński, powiatowy rzecznik konsumentów w Wadowicach mówi, że w ostatnim czasie coraz częściej w długi popadają osoby w podeszłym wieku. Za pośrednictwem akwizytorów zaciągają kredyty na zakup różnych towarów, zwykle sprzętu mającego poprawić ich stan zdrowia, lub zawierają umowy na świadczenie usług telefonii komórkowej. - Osoby te często nie rozumieją nawet, jakie umowy zawierają. Później nie wywiązują się z nich - nie spłacają rat lub nie opłacają telefonu, bo nawet nie potrafią z niego korzystać. Firmy więc wypowiadają konsumentom umowy i egzekwują zapłatę różnych kar umownych, sięgających kilkaset złotych. Nieraz o takich długach rodzina dowiaduje się dopiero po śmierci staruszka, gdy wierzyciele zwracają się do spadkobierców o ich uregulowanie.
Osobny problem mają osoby, które zaciągnęły wysokie i długoterminowe zobowiązania. Jak mówi jeden z bankowców, nawet niewielka zmiana oprocentowania kredytu mieszkaniowego może oznaczać wzrost kolejnych rat o kilkaset złotych!
Zaległe zadłużenie Polaków w wysokości 7,06 mld zł, to nie zapłacone w terminie rachunki za energię elektryczną, usługi telekomunikacyjne, czynsze, opłaty leasingowe oraz niespłacane kredyty. Termin tych płatności minął co najmniej dwa miesiące wcześniej. Najwięcej zaległych płatności mają mieszkańcy województwa śląskiego (1,12 mln zł), tu też mieszka najwięcej klientów podwyższonego ryzyka (168 tys.). Dotyczy to głównie miast śląskich (katowiczanie - 524,8 mln zł długu), natomiast bielszczanie mają 57,2 mln zł zaległych długów. Dla porównania - mieszkańcy Krakowa mają 179,26 mln długów, a województwo małopolskie jest na ósmym miejscu z 415,5 mln zł długu mieszkańców.
OPŁATY, CZYNSZE, MANDATY
Jeszcze gorzej wypadł raport Krajowego Rejestru Długów, przygotowany we współpracy z Narodowym Bankiem Polskim, Ministerstwem Finansów oraz Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji. Z raportu obejmującego konsumentów oraz przedsiębiorców wynika, że zaległe długi Polaków wynoszą aż 59,2 mld zł. Chodzi głównie o zobowiązania z tytułu zaciągniętych kredytów (29,8 mld zł, w tym 5 mld w województwie śląskim), zaległych podatków wobec fiskusa (19 mld zł) i gmin (8,4 mld zł), a także płatności z tytułu dostawy towarów i usług, czynsze oraz mandaty. Zadłużenie lokatorów oraz najemców lokali z tytułu niezapłaconego czynszu wynosi 1,53 mld zł. Zaległości te ma 17 proc. lokatorów, a ich średni dług to 10 tys. zł. Ponad 1000 zł wynosi średni dług konsumentów wobec zakładów energetycznych i gazowni. Z powodu niepłacenia za energię prąd odcięto w ubiegłym roku w prawie 140 tys. mieszkań i domów. Także ponad 1000 zł wynosi średni dług konsumentów wobec operatorów telefonii stacjonarnej, a wobec kmórkowej ponad 1,6 tys. zł. Przedsiębiorcy mają zadłużenie kilka razy wyższe. Polacy nie uregulowali też 206 mln zł mandatów, z których 115 mln zł stanowią te za jazdę bez ważnego biletu w autobusach lub pociągach.Najbardziej zadłużony polski konsument ma ponad 71 mln zł należności do spłacenia, drugi - 10,6 mln zł. Trzecie i ósme miejsca zajmują mieszkańcy województwa śląskiego (5,6 i 3,1 mln zł zaległości), piąte - mieszkaniec województwa małopolskiego (3,9 mln zł). Wszyscy dorobili się długów nie spłacając kredytów na zakup towarów, usług, papierów wartościowych oraz domów i mieszkań.
Przeciętny klient podwyższonego ryzyka, zalegający z płatnościami powyżej dwóch miesięcy, ma średnio 5,9 tys. zł długu, o 900 zł więcej niż przed rokiem. Najczęściej liczy od 31 do 40 lat.
Ewa Faber
Artykuł wyświetlono 1929 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 3
gjm
nie, zupelnie nie o to mi chodzilo. po prostu uwazam, ze wiekszosc ludzi nie ma "zdrowego rozsadku" :) I nie chodzi mi tylko o dokonywanie zakupów tych rzeczy, ale glownie o to, ile i w jaki sposob sie ich uzywa
obiektywny
Co to znaczy, ze rzeczy "glupie i niepotrzebne- telewizory...itp. sa zbyt latwo dostepne"? Czyzbys tesknil do siermieznych czasów, kiedy stalo sie w kolejkach spolecznych za "kolorowym" rubinem?Zawsze i wszedzie potrzebny jest po pierwsze-rozsadek, po drugie-rozsadek i jeszcze raz rozsadek i realna ocena wlasnych mozliwosci. Pozdrawiam.
gjm
wg mnie to wlasnie rzeczy niepotrzebne i glupie - telewizory, kina domowe, itp - sa "zbyt latwo dostepne" a nie kredyty. znowu jest wina bankow, bo zbytnio zachecaja. tak jak by inne dzialajace w Polsce przedsiebiorstwa nie zachecaly promocjami i prezentami...

Klauzula informacyjna ›