Oby dachy nie latały
Fachowcy są zgodni: skutki wichur i trąb powietrznych byłyby o wiele mniej dotkliwe, gdyby domy budowano zgodnie z zasadami sztuki budowlanej. Ale nie tej sprzed dziesięcioleci, ale obecnej. Dlaczego tak nie jest?
W Polsce budowa domu jednorodzinnego, garażu, czy niewielkiego budynku gospodarczego nie kończy się odbiorem technicznym obiektu z wizją lokalną przeprowadzoną na miejscu przez inspektorów nadzoru budowlanego, ale przyjęciem przez Urząd Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego zawiadomienia o zakończeniu robót budowlanych. Wszystko rozgrywa się na papierze, a ten - jak powszechnie wiadomo - wszystko przyjmie. To, czy obiekt wybudowano lub przebudowano zgodnie z zaleceniami projektu, zależy tylko od rozsądku i dobrej woli inwestora. To on przecież płaci fachowcom i nadzorującemu ich pracę kierownikowi budowy. Takie rozwiązanie to pole do nadużyć, które później życie bezlitośnie weryfikuje.
Po dramatycznych w skutkach atakach wichur i trąb powietrznych, które zerwały setki dachów, demolowały samochody oraz raniły i zabijały ludzi, w kraju rozgorzała dyskusja nad tym, czy Polacy - wzorem mieszkańców USA - już powinni zacząć budować przydomowe schrony umożliwiające przetrwanie tornada, czy też tragiczne wydarzenia z połowy sierpnia to tylko wybryk natury, który nieprędko się powtórzy. Klimatolodzy są zgodni i ostrzegają, że na skutek zmian klimatycznych, huraganowe wiatry i towarzyszące im trąby powietrzne, będą się w Polsce zdarzały coraz częściej. Podbeskidzie, jak zresztą całe województwo śląskie, znalazło się w wyznaczonym przez speców od pogody korytarzu, w którym w Polsce mogą się tworzyć wiatry o niszczycielskiej sile i trąby powietrzne. Ostatnio już było blisko, bo żywioł zmiatał z powierzchni ziemi wsie położone w odległości kilkudziesięciu kilometrów od Podbeskidzia.
Co zatem robić? Zacząć od budowy, a zwłaszcza przebudowy domów jednorodzinnych i zabudowań gospodarczych zgodnie z projektem budowlanym i zasadami sztuki budowlanej - odpowiadają inspektorzy nadzoru budowlanego. Z tym nie jest u nas najlepiej. Zwłaszcza w wioskach i w małych miejscowościach normą jest budowanie tak zwanym systemem gospodarczym. Każdy „dłubie” przy swojej chałupie własnymi rękami. Przebudowa - najczęściej właśnie poddasza i samego dachu - prowadzona jest tak zwanymi tradycyjnymi metodami, które nijak nie przystają do obecnych technologii i rozwiązań stosowanych w budownictwie. Owe tradycyjne metody wkradają się nierzadko również w budowę nowych domów, bo przecież tak budowali nasi ojcowie i dziadowie, było prościej, taniej, a stoi do dzisiaj... No właśnie, czy jeszcze stoi?
Niespotykane wcześniej w Polsce lokalne wichury i trąby powietrzne w drastyczny sposób obnażyły mankamenty takiego sposobu budowania domów. Tymczasem, budowaniu „po uważaniu” sprzyja obowiązujące w Polsce prawo budowlane, które od inwestorów budujących domy jednorodzinne, oraz niewielkie budynki gospodarcze nie wymaga uzyskania pozwolenia na użytkowanie. Powiatowe Inspektoraty Nadzoru Budowlanego w majestacie prawa legalizują takie obiekty, przyjmując jedynie zawiadomienie o zakończeniu robót budowlanych. Podstawą jest sterta protokołów odbioru i dokumentów, które w lwiej części wypełnia opłacany przez inwestora kierownik budowy. Nikt nie sprawdza, czy wpisy w dzienniku budowy oraz cała przedstawiona dokumentacja jest zgodna ze stanem faktycznym!
- Budowa i legalizacja tego typu obiektów kończy się przyjęciem przez nas zawiadomienia o zakończeniu budowy i przystąpieniu do jego użytkowania. Jeśli w złożonych przez inwestora dokumentach - są tam między innymi protokoły odbioru poszczególnych instalacji, wypełniony dziennik budowy i oświadczenia kierownika budowy, naniesione na dokumentację i zaakceptowane przez architekta ewentualne zmiany w projekcie - wszystko jest w porządku, sprawa zostaje zamknięta. Inwestor otrzymuje od nas zaświadczenie o zakończeniu budowy i występuje do gminy o nadanie numeru i mieszka. Kontroli na budowie nie przeprowadzamy. Po pierwsze, nie przewiduje tego prawo. Po drugie, nie pozwalają nam na to szczupłe zasoby kadrowe.
Za sprawą „uprzejmie donoszących” sąsiadów, nadzór budowlany jest często wikłany w sprawy, które z bezpieczeństwem mają niewiele wspólnego. A to budynek jest za blisko granicy, a to okno nie jest w tym miejscu, a to ganek jest większy i w ogóle z drugiej strony. Wścibski sąsiad nie liczy natomiast stali użytej do zbrojenia stropu czy śrub, którymi powinien być przymocowany dach, i to nie do muru, ale do betonowego wieńca.
Oczywiście - zaznacza Paluch - nawet wykonanie wszystkiego zgodnie z projektem nie gwarantuje, że budynek oprze się trąbie powietrznej. W ciągu minionego roku dachy w Polsce, również i w naszym regionie, zrywane były nie tylko przez trąby powietrzne, ale i przez wiejący z prędkością 90 kilometrów na godzinę wiatr, który nie jest niczym nadzwyczajnym. Muszą o tym pamiętać zwłaszcza inwestorzy z Podbeskidzia, gdzie na budynkach powinny powstawać dachy projektowane z myślą o obowiązującej na tym terenie tak zwanej trzeciej strefie wiatrowej oraz czwartej strefie śniegowej.

W Polsce budowa domu jednorodzinnego, garażu, czy niewielkiego budynku gospodarczego nie kończy się odbiorem technicznym obiektu z wizją lokalną przeprowadzoną na miejscu przez inspektorów nadzoru budowlanego, ale przyjęciem przez Urząd Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego zawiadomienia o zakończeniu robót budowlanych. Wszystko rozgrywa się na papierze, a ten - jak powszechnie wiadomo - wszystko przyjmie. To, czy obiekt wybudowano lub przebudowano zgodnie z zaleceniami projektu, zależy tylko od rozsądku i dobrej woli inwestora. To on przecież płaci fachowcom i nadzorującemu ich pracę kierownikowi budowy. Takie rozwiązanie to pole do nadużyć, które później życie bezlitośnie weryfikuje.
Po dramatycznych w skutkach atakach wichur i trąb powietrznych, które zerwały setki dachów, demolowały samochody oraz raniły i zabijały ludzi, w kraju rozgorzała dyskusja nad tym, czy Polacy - wzorem mieszkańców USA - już powinni zacząć budować przydomowe schrony umożliwiające przetrwanie tornada, czy też tragiczne wydarzenia z połowy sierpnia to tylko wybryk natury, który nieprędko się powtórzy. Klimatolodzy są zgodni i ostrzegają, że na skutek zmian klimatycznych, huraganowe wiatry i towarzyszące im trąby powietrzne, będą się w Polsce zdarzały coraz częściej. Podbeskidzie, jak zresztą całe województwo śląskie, znalazło się w wyznaczonym przez speców od pogody korytarzu, w którym w Polsce mogą się tworzyć wiatry o niszczycielskiej sile i trąby powietrzne. Ostatnio już było blisko, bo żywioł zmiatał z powierzchni ziemi wsie położone w odległości kilkudziesięciu kilometrów od Podbeskidzia.
Nie te metody
Co zatem robić? Zacząć od budowy, a zwłaszcza przebudowy domów jednorodzinnych i zabudowań gospodarczych zgodnie z projektem budowlanym i zasadami sztuki budowlanej - odpowiadają inspektorzy nadzoru budowlanego. Z tym nie jest u nas najlepiej. Zwłaszcza w wioskach i w małych miejscowościach normą jest budowanie tak zwanym systemem gospodarczym. Każdy „dłubie” przy swojej chałupie własnymi rękami. Przebudowa - najczęściej właśnie poddasza i samego dachu - prowadzona jest tak zwanymi tradycyjnymi metodami, które nijak nie przystają do obecnych technologii i rozwiązań stosowanych w budownictwie. Owe tradycyjne metody wkradają się nierzadko również w budowę nowych domów, bo przecież tak budowali nasi ojcowie i dziadowie, było prościej, taniej, a stoi do dzisiaj... No właśnie, czy jeszcze stoi?
Niespotykane wcześniej w Polsce lokalne wichury i trąby powietrzne w drastyczny sposób obnażyły mankamenty takiego sposobu budowania domów. Tymczasem, budowaniu „po uważaniu” sprzyja obowiązujące w Polsce prawo budowlane, które od inwestorów budujących domy jednorodzinne, oraz niewielkie budynki gospodarcze nie wymaga uzyskania pozwolenia na użytkowanie. Powiatowe Inspektoraty Nadzoru Budowlanego w majestacie prawa legalizują takie obiekty, przyjmując jedynie zawiadomienie o zakończeniu robót budowlanych. Podstawą jest sterta protokołów odbioru i dokumentów, które w lwiej części wypełnia opłacany przez inwestora kierownik budowy. Nikt nie sprawdza, czy wpisy w dzienniku budowy oraz cała przedstawiona dokumentacja jest zgodna ze stanem faktycznym!
Papierowa legalizacja
- Obowiązujące przepisy ustawy o prawie budowlanym dokładnie określają, jak wygląda i z czym związane jest uzyskanie przez inwestora pozwolenia na użytkowanie obiektu. Jest tam mowa - dokładnie w artykule 59 - o obowiązkowej kontroli, jaką w ciągu 21 dni od wystąpienia z wnioskiem o wydanie takiego pozwolenia przeprowadza na miejscu właściwy terenowo inspektor nadzoru budowlanego. To jest bardzo szczegółowa wizja lokalna, w czasie której sprawdzana jest zgodność wykonania obiektu z projektem, zastosowane technologie, materiały i cała masa innych spraw związanych z przyszłym, bezpiecznym użytkowaniem obiektów. To samo prawo budowlane w artykule 54 precyzuje, że to minister budownictwa w odrębnym rozporządzeniu określa rodzaje obiektów, które wymagają uzyskania pozwolenia na użytkowanie. Na próżno szukać na tej liście domów jednorodzinnych czy niewielkich zabudowań gospodarczych. Nie umieszczono ich tam - wyjaśnia Józef Paluch, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego z Bielska-Białej. - Budowa i legalizacja tego typu obiektów kończy się przyjęciem przez nas zawiadomienia o zakończeniu budowy i przystąpieniu do jego użytkowania. Jeśli w złożonych przez inwestora dokumentach - są tam między innymi protokoły odbioru poszczególnych instalacji, wypełniony dziennik budowy i oświadczenia kierownika budowy, naniesione na dokumentację i zaakceptowane przez architekta ewentualne zmiany w projekcie - wszystko jest w porządku, sprawa zostaje zamknięta. Inwestor otrzymuje od nas zaświadczenie o zakończeniu budowy i występuje do gminy o nadanie numeru i mieszka. Kontroli na budowie nie przeprowadzamy. Po pierwsze, nie przewiduje tego prawo. Po drugie, nie pozwalają nam na to szczupłe zasoby kadrowe.
Inspektorów brak
Jak wyjaśnia Józef Paluch, kiedy na przełomie lat 1998 i 1999 tworzono Powiatowe Inspektoraty Nadzoru Budowlanego, jako szef tworzonej jednostki zgłosił wojewodzie zapotrzebowanie na dwanaście etatów. Dostał pięć, co pozwoliło mu zatrudnić trzech inspektorów. Dziś ma ich pięciu. Z jednej strony się cieszy, bo to więcej niż na początku, z drugiej martwi, bo to nadal mniej niż połowa etatów, o które zabiegał dziesięć lat temu. A wszechobecna biurokracja - także w budownictwie - sprawia, że kwitów do wypełniania i obowiązków powiatowe nadzory budowlane mają coraz więcej. Kierowany przez Józefa Palucha inspektorat wydaje rocznie dwa tysiące różnego rodzaju decyzji. Do tego dochodzi półtora tysiąca spraw, w tym kontrole. - A kontrolujemy nie tylko budowy. Doszły nam place zabaw, gdzie oceniamy, czy huśtawka jest bezpieczna. Latem, kiedy na budowach praca wre, kontrolujemy obiekty kolonijne. Takie kontrole zmuszeni byliśmy przeprowadzać również w ostatnim tygodniu wakacji, choć dzieci już praktycznie wyjeżdżały - mówi Józef Paluch. - Na budowach domów jednorodzinnych pojawiamy się tylko, gdy ktoś zgłosi nam jakieś nieprawidłowości. O kontrolach z własnej inicjatywy, nawet wyrywkowych nie mamy co marzyć. Nasi inspektorzy nie wiedzą, do czego ręce włożyć. Za sprawą „uprzejmie donoszących” sąsiadów, nadzór budowlany jest często wikłany w sprawy, które z bezpieczeństwem mają niewiele wspólnego. A to budynek jest za blisko granicy, a to okno nie jest w tym miejscu, a to ganek jest większy i w ogóle z drugiej strony. Wścibski sąsiad nie liczy natomiast stali użytej do zbrojenia stropu czy śrub, którymi powinien być przymocowany dach, i to nie do muru, ale do betonowego wieńca.
Inwestor płaci i wymaga
- To wszystko, oczywiście poparte wyliczeniami, zawarte jest w projekcie budowlanym. Nad całością robót czuwa ponadto kierownik budowy z uprawnieniami, który ma prawo i obowiązek interweniować nie tylko wówczas, jeśli wykonawcy robią coś niezgodnie z zaleceniami projektu, ale kiedy - bo i tak się zdarza - projekt ma wady. To kierownik wypełnia dziennik budowy oraz podpisuje oświadczenia, z których wynika, że wszystko zostało wykonane zgodnie z projektem i zasadami sztuki budowlanej. To na niego spadnie odpowiedzialność, jeśli potwierdzi w tych dokumentach nieprawdę. Wiele zależy też od samego inwestora, który przecież płaci i buduje dom dla siebie i swojej rodziny. Budynek ma być nie tylko bezpieczny, ale i tani w przyszłej eksploatacji. Dlatego oszczędzanie na wskazanej w projekcie technologii oraz materiałach, nawet jeśli nie doprowadzi w przyszłości do dramatycznych sytuacji, to na pewno odbije się na kieszeni inwestora - mówi Józef Paluch. Jego zdaniem taką odpowiedzialnością i za bezpieczeństwo, i za własny majątek powinien się kierować budujący czy przebudowujący dom inwestor.Oczywiście - zaznacza Paluch - nawet wykonanie wszystkiego zgodnie z projektem nie gwarantuje, że budynek oprze się trąbie powietrznej. W ciągu minionego roku dachy w Polsce, również i w naszym regionie, zrywane były nie tylko przez trąby powietrzne, ale i przez wiejący z prędkością 90 kilometrów na godzinę wiatr, który nie jest niczym nadzwyczajnym. Muszą o tym pamiętać zwłaszcza inwestorzy z Podbeskidzia, gdzie na budynkach powinny powstawać dachy projektowane z myślą o obowiązującej na tym terenie tak zwanej trzeciej strefie wiatrowej oraz czwartej strefie śniegowej.
Łukasz Piątek
Na poniższym zdjęciu: Założenia konstrukcyjne projektu - na przykład dachu - nie zostały wzięte z „sufitu”, ale wyliczone. Należy o tym pamiętać, kiedy zaczyna się przy nich majstrować...

Artykuł wyświetlono 3090 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 8
jms
prawda w górach żadko są tornada, równiny to ich dom, a co do budowy schronów jestem za, bo przydadzą sie nie tylko przed tornadem, odpowiednio podziemnie połączone z domem, moga służyć jako tajne schronienie przed np napadem co zdarza się częśniej niz tornada, a kiedy jest spokój to calkeim dobrze mogą służyć za piwniczkę na jedzenie lub wypicie buteleczki ze znajomym tak aby żona dała święty spokój, osobiście mam coś takiego i nawet studnie na 2 m w nim wykopałem i musze odprowadzać nadmiar wody bo taki jest przypływ, a dla nowobudujących ważna rada , zrobić wentylację i wyjechac rurą pvc z 10 m od schromu i zamaskować
były
Inspertorów budowlanych wywalić na zbity pysk,poco komu inspektor, budując dom odpowiada sam inwestor i co komu do niego
Strzelec
Nadzór budowlany ? Czy ktoś z nich się zainteresował ochydą wybudowaną przy ul. Katowickiej w Komorowicach, Jakaś hurtownia kołków i wentylatorów, czy coś w tym stylu ? Paskudztwo.
kot
Tak sie zastanawiam, wszędzie piszą tylko jak chronic się w budynkach jednorodzinnych i jakie one muszą miec konstrukcje itd. Ciekawe co mają zrobic ludzie mieszkający w 30-letnich wieżowcach z wielkiej płyty- też uciekac do piwnicy w razie tornada?
xyz
Każdy inwestor stawia swój dom na własny użytek i na własną odpowiedzialność jeżeli ktoś chce sobie zaoszczędzić na materiałach to musi liczyć się z tym że może on nie być trwały a jak chodzi o udogodnienia związanie z odebraniem budowy to jestem jak najbardziej za jak najmniejszą liczba papierkowych pozwoleń i ustaleń.
ania0703
Miejmy nadzieję że faktycznie góry są ochroną naszego regionu bo obecne kataklizmy pociągają za sobą duże straty nie tylko finansowe ale i osobowe a w Bielsku jak narazie cisza i spokój
Gorol
Tak czy owak, uważam, ze góry sa naszą naturalną "tarczą" przed tego typu zjawiskami. Fakt, że huragany mogą być nie uniknione, ale trąby powietrzne, występować będą raczej na równinach.

Klauzula informacyjna ›