Na drzwiach bielskich pubów i barów coraz częściej pojawiają się kartki z informacją „wstęp od 21 lat”. Czy aby ktoś nie przesadza? Cóż to za „gra w oczko”? Wszak w kraju nad Wisłą osoba po ukończeniu 18 roku życia staje się pełnoletnia i nabywa (z niewielkimi wyjątkami) pełnych praw obywatelskich.

Każdy kto przekroczył osiemnastkę może bez ograniczeń raczyć się alkoholem czy też korzystać z innych uciech i rozrywek przypisanych osobom pełnoletnim. Tymczasem właściciele knajp wprowadzają własne porządki, sprzeczne z konstytucją. Zwłaszcza że lokale te wbrew pozorom nie są prywatnymi folwarkami, lecz funkcjonują w społeczno-prawnej przestrzeni wyznaczanej chociażby ustawą o działalności gospodarczej. A nie ma w niej nic o tym, że można selekcjonować klientów na zasadzie własnego widzimisię i, wzorując się najprawdopodobniej na amerykańskich zasadach, uznawać osoby 21-letnie za bardziej dorosłe od 18-letnich. Skoro ustawodawca uznał i zapisał w konstytucji, że 18 lat jest granicą dorosłości, należy to respektować. Co na to ci, którzy stoją na straży naszych praw?

Dla policji sprawa jest prosta. - Nie można mówić w tym wypadku o przestępstwie, nie mamy bowiem do czynienia z przejawem zabronionej w konstytucji dyskryminacji - tłumaczy Elwira Jurasz, rzecznik bielskiej policji. Stąd policja takimi sprawami się nie zajmuje. Jeśli natomiast - tłumaczy Elwira Jurasz - ktoś uzna, że naruszono jego dobra nie wpuszczając go do lokalu ze względu na zbyt młody wiek, może dochodzić swoich praw na drodze cywilnoprawnej.

Bardziej wyraziste zdanie na ten temat ma Irena Krzanowska, powiatowy rzecznik praw konsumentów. Stwierdziła ona, że jej zdaniem takie zachowanie właścicieli pubów jest niezgodne z prawem. Nie kryła jednak, że jej urząd nie jest kompetentny, aby zająć się tym problemem. Bardziej odpowiedni byłby w tym wypadku stosowny wydział urzędu miasta lub gminy, który może skreślić z ewidencji przedsiębiorcę (a tym samym zlikwidować jego biznes), jeśli łamie on prawo.

W Wydziale Ewidencji Działalności Gospodarczej bielskiego Urzędu Miejskiego usłyszeliśmy, że owszem można skreślić z ewidencji jakiegoś restauratora czy odebrać mu koncesję na sprzedaż alkoholu, jeśli łamie prawo, lecz o tym czy to prawo łamie musi zadecydować sąd. Tymczasem dla Sądu Konsumenckiego, stojącego bądź co bądź na straży praw konsumenckich, ograniczenia takiego typu, jak opisywane nie są przedmiotem zainteresowania. - My zajmujemy się reklamacjami - usłyszeliśmy w słuchawce, gdy chcieliśmy zainteresować tym problemem bielski Sąd Konsumencki. - Proszę zapytać o to w inspekcji handlowej - dodał miły męski głos.

Tam jednak odpowiedź była równie wymijająca. - Do tej pory nikt nie zgłaszał nam tego problemu. Jeśli taka skarga do nas wpłynie, zajmiemy się tym - usłyszeliśmy, a udzielająca tej informacji urzędniczka zastrzegła, że na gorąco nie można wyrokować, jakie mogłyby być konsekwencje takiej inspekcji. - Najpierw trzeba by gruntownie zbadać prawny aspekt tej sprawy - dodała.

Również w warszawskim biurze rzecznika praw obywatelskich nie chciano ustosunkowywać się na gorąco do tego problemu. - Jeśli ktoś złoży taką skargę, na pewno zostanie rozpatrzona pod kątem tego, czy faktycznie mamy do czynienia z naruszeniem praw obywatelskich - usłyszeliśmy. Urzędnicy z biura rzecznika nie kryli, że problem jest ciekawy i warto się mu przyjrzeć bliżej.

Skąd jednak taka nadgorliwość właścicieli pubów w walce o przyszłość nieco starszej polskiej młodzieży? - Dla mnie osoba pełnoletnia to taka, która sama pracuje na swoje utrzymanie, nie zaś ta, która żyje na garnuszku rodziców - mówi jeden z bielskich restauratorów (nazwisko do wiadomości redakcji), stosujący w swoim lokalu ograniczenia wiekowe dla klientów. Dodał przy tym, że uznał, iż 21 lat to wiek, w którym zazwyczaj młodzi ludzie podejmują pracę. Co jednak ma powiedzieć 18-, 19- czy 20-latek ciężko już pracujący na utrzymanie własne, a może i swojej rodziny, który nie może napić się piwa?

Bardziej realne wydaje się więc mniej oficjalne - pozbawione moralizowania - wyjaśnienie tej kwestii. Otóż dla właścicieli pubów klienci poniżej 21 roku życia są mało interesujący. Po prostu wydają mało, robią wokół siebie dużo zamieszania, odstraszając tym od pobytu w okupowanym przez siebie lokalu klientów bardziej statecznych i zasobnych w gotówkę, a tym samym bardziej przez właścicieli pożądanych. Dlatego też różnymi sposobami próbują się pozbyć małolatów. Oby tylko robili to zgodnie z prawem...

Marcin Płużek