Zrobieni w ankietę
Zaczepiają wybrane osoby i zapewniają, że chodzi im jedynie o ankietę. W ten sposób nawiązują rozmowę, która za każdym razem kończy się tak samo - ofertą sprzedaży. Osoby, które dadzą się nabrać i wyłożą pieniądze na nieplanowany wcześniej zakup, często żałują. Bo dociera do nich, że padły ofiarą speców od wciskania kitu, których działalność z prawdziwym handlem niewiele ma wspólnego.
W podbeskidzkich miastach bardzo aktywne są ostatnio osoby prowadzące dziwną formę sprzedaży, którą umownie nazwać można „na ankietę”. Z grubsza wygląda to tak. Młody człowiek z dużą torbą na ramieniu podchodzi do wybranego przechodnia i grzecznie pyta, czy może zabrać mu chwilę czasu w celu przeprowadzenia ankiety. Kiedy przechodzień wyraża zgodę, słyszy, że ankieta dotyczy na przykład koncentratu wybielającego zęby, który wkrótce pojawi się w aptekach. Opakowanie koncentratu - wyglądające jak standardowe pudełko z pastą do zębów - wystarczyć ma ponoć na pół roku, bo stosuje się tylko jedną kroplę dwa razy dziennie. A efekty mają być widoczne po trzech tygodniach. Pasta - kiedy już trafi do aptek - kosztować będzie 50 zł. I wtedy rzekomy ankieter pyta nagabniętego przechodnia, czy jego zdaniem 50 złotych za opakowanie koncentratu do wybielania zębów to dużo, czy mało. Z reguły pada odpowiedź, że dużo. Wtedy ankieter dziękuje za rozmowę, by po chwili wyreżyserowanego milczenia w równie wyreżyserowany sposób złożyć głośne gratulacje z jednoczesnym uściśnięciem ręki ankietowanej osoby. Zaraz też wyjaśnia, skąd biorą się te gratulacje.
Otóż jego szef pozwolił mu w tym dniu wyróżnić kilka ankietowanych osób i właśnie padło na tego przechodnia. A wyróżnienie polega na tym, że od ręki można kupić wybielacz do zębów za 19,90 zł. W dodatku drugie jego opakowanie lub tubkę doskonałej pasty do zębów otrzyma się gratis! - Wydać z grubych czy z drobnych? Bo przecież za tę cenę warto kupić - mówi jak nakręcony rzekomy ankieter, który przed chwilą przemienił się w handlarza. Jego hojność bywa czasami wyjątkowa. Gdy zaczepiony przechodzień ma przy sobie jedynie 15 czy nawet 10 złotych, to dowie się, że dziś jest tak wyjątkowa promocja, że nawet za taką kwotę otrzyma środek, który za kilka tygodni zapewni mu śnieżnobiały uśmiech. Gdy przechodzień pyta o atest, którego na pudełku z wybielaczem ani śladu, sprzedawca zapewnia, że środek jest atestowany, bo inaczej nie mógłby trafić do aptek. A przecież wkrótce tam będzie, tyle, że już za 50 zł. Ankieter-sprzedawca jest więc dobrze przygotowany na różne ewentualności poza jedną. Kiedy potencjalny klient chce kupić jego towar, ale domaga się rachunku potwierdzającego transakcję, sprzedawca wije się jak piskorz, aby w końcu skapitulować i stwierdzić, że rachunków nie wydaje.
Oczywiście rzekomi ankieterzy nie handlują tylko środkiem do czyszczenia zębów. Drugim powszechnie sprzedawanym przez nich produktem są kosmetyki, a dokładniej perfumy. Tu osoba ankietowana wybiera ten z dwóch zaprezentowanych zapachów, który bardziej się jej podoba. Potem już standardowo - dowiaduje się, że wkrótce te perfumy będą do kupienia w drogeriach za 159 zł i jest pytana, czy jej zdaniem to dużo, czy mało. Potem koniec ankiety i gratulacje z okazji możliwości kupienia perfum za 39,90 zł. W dodatku druga, równie droga perfuma, będzie gratis. I część osób kupuje w ciemno towar, który ponoć dopiero ma trafić na apteczne czy drogeryjne półki. Niektórych kusi rzekomo promocyjna cena. Ale są i tacy - szczególnie dotyczy to starszych osób - którym głupio jest odmówić młodemu człowiekowi, który przez cały czas rozmowy się do nich uśmiechał i poświęcił im sporo czasu.
A po transakcji jest różnie. Na przykład perfumy pachną słabo albo wcale. Szanse na skuteczną reklamację są zaś znikome. I nie tylko dlatego, że bez rachunku trudno dochodzić swoich praw, ale także z tego powodu, iż trudno drugi raz spotkać tego samego ankietera-sprzedawcę w tym samym miejscu.
Nie jest to zresztą dziełem przypadku. Jak twierdzi bielska nastolatka, która szukając wakacyjnej pracy trafiła do firmy prowadzącej uliczny handel pod płaszczykiem ankiet, sprzedawcy-ankieterzy są w różne dni rozwożeni do różnych miast. I tak na przykład w poniedziałek wciskają towar przechodniom w Suchej Beskidzkiej, we wtorek w Bielsku-Białej, a w kolejne dni w innych miastach naszego regionu. I szukaj wtedy zawiedziony kliencie wiatru w polu...
Irena Krzanowska, powiatowy rzecznik konsumentów w Bielsku-Białej nie ma wątpliwości, że opisana przez nas forma handlu nie ma nic wspólnego z regułami obowiązującymi sprzedawców. - Jeśli kupujący domaga się rachunku za zakupiony towar, to sprzedawca jest zobowiązany taki rachunek wystawić. Jeżeli nie chce tego zrobić, to rodzi się pytanie, czy w ogóle ma on niezbędne pozwolenia do prowadzenia działalności gospodarczej - mówi Irena Krzanowska. Jej zdaniem byłoby dobrze, gdyby na przykład straż miejska sprawdziła legalność tego typu handlu prowadzonego w miejscach publicznych, na miejskim terenie.
W podbeskidzkich miastach bardzo aktywne są ostatnio osoby prowadzące dziwną formę sprzedaży, którą umownie nazwać można „na ankietę”. Z grubsza wygląda to tak. Młody człowiek z dużą torbą na ramieniu podchodzi do wybranego przechodnia i grzecznie pyta, czy może zabrać mu chwilę czasu w celu przeprowadzenia ankiety. Kiedy przechodzień wyraża zgodę, słyszy, że ankieta dotyczy na przykład koncentratu wybielającego zęby, który wkrótce pojawi się w aptekach. Opakowanie koncentratu - wyglądające jak standardowe pudełko z pastą do zębów - wystarczyć ma ponoć na pół roku, bo stosuje się tylko jedną kroplę dwa razy dziennie. A efekty mają być widoczne po trzech tygodniach. Pasta - kiedy już trafi do aptek - kosztować będzie 50 zł. I wtedy rzekomy ankieter pyta nagabniętego przechodnia, czy jego zdaniem 50 złotych za opakowanie koncentratu do wybielania zębów to dużo, czy mało. Z reguły pada odpowiedź, że dużo. Wtedy ankieter dziękuje za rozmowę, by po chwili wyreżyserowanego milczenia w równie wyreżyserowany sposób złożyć głośne gratulacje z jednoczesnym uściśnięciem ręki ankietowanej osoby. Zaraz też wyjaśnia, skąd biorą się te gratulacje.
Otóż jego szef pozwolił mu w tym dniu wyróżnić kilka ankietowanych osób i właśnie padło na tego przechodnia. A wyróżnienie polega na tym, że od ręki można kupić wybielacz do zębów za 19,90 zł. W dodatku drugie jego opakowanie lub tubkę doskonałej pasty do zębów otrzyma się gratis! - Wydać z grubych czy z drobnych? Bo przecież za tę cenę warto kupić - mówi jak nakręcony rzekomy ankieter, który przed chwilą przemienił się w handlarza. Jego hojność bywa czasami wyjątkowa. Gdy zaczepiony przechodzień ma przy sobie jedynie 15 czy nawet 10 złotych, to dowie się, że dziś jest tak wyjątkowa promocja, że nawet za taką kwotę otrzyma środek, który za kilka tygodni zapewni mu śnieżnobiały uśmiech. Gdy przechodzień pyta o atest, którego na pudełku z wybielaczem ani śladu, sprzedawca zapewnia, że środek jest atestowany, bo inaczej nie mógłby trafić do aptek. A przecież wkrótce tam będzie, tyle, że już za 50 zł. Ankieter-sprzedawca jest więc dobrze przygotowany na różne ewentualności poza jedną. Kiedy potencjalny klient chce kupić jego towar, ale domaga się rachunku potwierdzającego transakcję, sprzedawca wije się jak piskorz, aby w końcu skapitulować i stwierdzić, że rachunków nie wydaje.
Oczywiście rzekomi ankieterzy nie handlują tylko środkiem do czyszczenia zębów. Drugim powszechnie sprzedawanym przez nich produktem są kosmetyki, a dokładniej perfumy. Tu osoba ankietowana wybiera ten z dwóch zaprezentowanych zapachów, który bardziej się jej podoba. Potem już standardowo - dowiaduje się, że wkrótce te perfumy będą do kupienia w drogeriach za 159 zł i jest pytana, czy jej zdaniem to dużo, czy mało. Potem koniec ankiety i gratulacje z okazji możliwości kupienia perfum za 39,90 zł. W dodatku druga, równie droga perfuma, będzie gratis. I część osób kupuje w ciemno towar, który ponoć dopiero ma trafić na apteczne czy drogeryjne półki. Niektórych kusi rzekomo promocyjna cena. Ale są i tacy - szczególnie dotyczy to starszych osób - którym głupio jest odmówić młodemu człowiekowi, który przez cały czas rozmowy się do nich uśmiechał i poświęcił im sporo czasu.
A po transakcji jest różnie. Na przykład perfumy pachną słabo albo wcale. Szanse na skuteczną reklamację są zaś znikome. I nie tylko dlatego, że bez rachunku trudno dochodzić swoich praw, ale także z tego powodu, iż trudno drugi raz spotkać tego samego ankietera-sprzedawcę w tym samym miejscu.
Nie jest to zresztą dziełem przypadku. Jak twierdzi bielska nastolatka, która szukając wakacyjnej pracy trafiła do firmy prowadzącej uliczny handel pod płaszczykiem ankiet, sprzedawcy-ankieterzy są w różne dni rozwożeni do różnych miast. I tak na przykład w poniedziałek wciskają towar przechodniom w Suchej Beskidzkiej, we wtorek w Bielsku-Białej, a w kolejne dni w innych miastach naszego regionu. I szukaj wtedy zawiedziony kliencie wiatru w polu...
Irena Krzanowska, powiatowy rzecznik konsumentów w Bielsku-Białej nie ma wątpliwości, że opisana przez nas forma handlu nie ma nic wspólnego z regułami obowiązującymi sprzedawców. - Jeśli kupujący domaga się rachunku za zakupiony towar, to sprzedawca jest zobowiązany taki rachunek wystawić. Jeżeli nie chce tego zrobić, to rodzi się pytanie, czy w ogóle ma on niezbędne pozwolenia do prowadzenia działalności gospodarczej - mówi Irena Krzanowska. Jej zdaniem byłoby dobrze, gdyby na przykład straż miejska sprawdziła legalność tego typu handlu prowadzonego w miejscach publicznych, na miejskim terenie.
Sławomir Horowski


Artykuł wyświetlono 1983 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 10
m
skoro komentarze piszą ankieterzy to oni już nie pracują? a może pracują w nicy? nie wiem na jakiej sali i z jakiego powodu jest śmiech (może z Ciebie) ale proponuję poprosić tzw. ankietera o fakturę to zobaczysz czy nie dostaniesz.
dobry_p
widac komentarze piszą tzw. ankieterzy... z tą faktura to przesadziles.... (smiech na sali)
m
hahah a ja od nich dostalem fakturę nawet (ktoś tu ściemnia oj autor ściemniacz jesteś)
m
Niektore firmy oglaszajace oferty pracy i szukajace akwizytorow w naszych okolicach to m.in. Gall Power, Biuro Informacji Gospodarczej (ktore z prawdziwym BIK nie ma nic wspolnego) Power Consulting, Save Max,
tomek
Zapomnialem dodać że kalega raz kupil i jak się kapnąl że mu kasy zabraknie na browar to nie mial żadnego problemu z oddaniem.
tomek
Autor tego artykuł to jakiś jest trochę ściemniacz bo ja cały czas tych samych ludzi co to robią widzę w tych samych miejscach.
tomekz
Wszelkie formy tzw. "sprzedaży bezpośredniej" polegają na manipulacji. Jeżeli ktoś stosuje manipulacje w celu sprzedaży - a stosuje się ją nie tylko na ulicy ale także w reklamie - trudno posądzić go o dobre intencje. Dlatego zanim cokolwiek kupisz, zainteresuj się raczej parametrami produktu - przeczytaj co pisze na etykiecie, z czego jest produkt zrobiony, jak działa, etc. - zainwestowany tak czas na pewno się zwróci.
jowisz
hmm to jak pachną długo jak mówisz to może jednak warto kupić za taką cene.....
ania0703
pewnego dnia wychodząc z urzędu skarbowego spotkałam przesympatycznego młodego chłopaka, który jak nakręcony zachwalał jakieś perfumy i oczywiście jak artykule będą one dopiero w sprzedaży itd... nie skusiłam się na nie bo nie miałam przy sobie gotówki ale parę chwil wcześniej w ten sam sposób zaczepił moją mamę a ona gotówkę i kupiła je po okazyjnej cenie 15 zł. (kosztowały 19.90 ale oczywiście istniała taka możliwość aby kupić je za 15) na szczęście pachną one ładnie i faktycznie utrzymują się długo ale do tej pory nie zobaczyłam ich w żadnej drogerii

Klauzula informacyjna ›