Od 2004 roku w powiecie bielskim spłonęło już 227 ha traw. Strażacy byli wzywani 714 razy, a w akcjach wzięło udział 1084 funkcjonariuszy. Happening przeciwko wypalaniu traw rozpoczął się kilka minut po 12 na placu Chrobrego. Połykacze ognia, płonące kartki i siano, litry wody, dużo krzyku i dymu - tak w skrócie wyglądało to wydarzenie.

Niestety, dzisiejszej akcji edukacyjnej nie można chyba uznać za szczególnie udaną. Oglądali ją jedynie klienci pobliskiej lodziarni, ludzie zasiadający na ławeczkach wokół placu i grupa elegancko ubranych gimnazjalistów, którzy odprężali się po pierwszym egzaminie.

Kilka minut po godzinie 12 czworo ludzi ubranych na czarno i z pomalowanymi na czarno twarzami zapaliło pochodnie. Dwóch mężczyzn co chwilę łykało tajemniczy płyn z buteleczek i "zionęło" ogniem. Jedyna w tym towarzystwie kobieta machała płonącymi pochodniami. Czwarty z demonstrujących natomiast wypisywał sprayem na kartkach różne hasła, po czym podpalał je, a zwęglone kawałki papieru fruwały wśród gapiów. Cała czwórka raz po raz krzyczała - "wypalanie, zabijanie".

Na koniec na placu pojawiła się średnich rozmiarów kostka związanego siana, która także została podpalona. Wtedy zawyły syreny i strażacy wkroczyli do akcji. Dość szybko zagasili mały pożar, przy okazji zalewając delikatnie przejście pod placem Chrobrego. Widząc ogromną ilość wody, jaką strażacy musieli zużyć na płonącą kostkę siana, zapytaliśmy zastępcę dowódcy Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 1 Państwowej Straży Pożarnej w Bielsku-Białej Witolda Inerowicza o to, ile wody trzeba zużyć, żeby zgasić płonącą łąkę.

- Oczywiście, wszystko zależy od wielkości płonącej powierzchni. Większość są to pożary małe, czyli pola do 1 ha. Ponadto tego typu pożary nie są gaszone wodą, ale specjalnymi łopatkami - powiedział nam strażak.

- W wyniku podpalania traw strażacy wykonują co roku około 150 interwencji. Od początku roku do wczoraj było już 91 wyjazdów do takich przypadków. Na szczęście, na razie żaden nie był bardzo groźny. Tylko jeden przypadek został zakwalifikowany jako pożar średni, czyli od 1-10 ha. Takie pożary zdarzają się dużo rzadziej. W zeszłym roku było ich pięć na 161.

Wypalanie traw, to zabijanie zwierząt i owadów oraz roślin. To zatruwanie atmosfery i stwarzanie zagrożenia dla zdrowia i życia swojego i innych ludzi. Dym z płonących traw nierzadko powoduje wypadki i kolizje na drogach. Ten haniebny proceder jest nielegalny. Można zapłacić sporą grzywnę, a nawet trafić do więzienia. Niestety, rzadko udaje się ukarać sprawców. Bo trudno złapać ich na gorącym uczynku, a  udowodnienie winy też nie jest proste.

Od 2004 roku w naszym powiecie spłonęło już 227 ha traw. Strażacy byli wzywani 714 razy, a w akcjach wzięło udział 1084 funkcjonariuszy.

                                                                                                                                                                             mad