Gazety codzienne, a szczególnie tabloidy pełne są okrutnych opisów brutalnej przemocy domowej. Czytamy takie artykuły z oburzeniem i zazwyczaj wraz z odłożeniem pisma na bok, zapominamy o sprawie. Tymczasem bywa, że dzieci bite i maltretowane mieszkają po sąsiedzku. W natłoku codziennych obowiązków na ogół nie potrafimy tego dostrzec. Interwencje obywatelskie zaś są rzadkością.

Było to jesienią, niedługo po inauguracji roku szkolnego. Bielsko-Biała, tzw. porządny dom, jakich w okolicy wiele. Pod budynek na sygnale podjeżdża karetka pogotowia. Ratownicy wchodzą na klatką schodową, na której niedawno doszło do dramatu. Mężczyzna i głowa rodziny popił sobie w pracy. Po powrocie do domu zaczął wymierzać sprawiedliwość pociechom, które jego zdaniem nie przykładały się do nauki. Tato bił synka i córkę czym popadnie.

Dzieci starały się uniknąć razów. Chłopiec wybiegł z mieszkania i znikł w ciemności klatki schodowej. Dziewczynka nie była wystarczającą zwinna. Ojciec złapał ją, gdy usiłowała pójść w ślady brata. Z impetem popchnął na ścianę. Dziecko straciło równowagę, po czym stoczyło się po schodach. Karetka pogotowia odwiozła ranną do szpitala. Był płacz, spóźniony żal ojca, krew na podłodze.

Sprawę przejęła prokuratura. Lekarz, który dokonywał obdukcji dziecka stwierdził liczne obrażenia będące rezultatem rękoczynów. Było to m.in. stłuczenie uda z sińcem i krwiakiem podskórnym oraz złamanie przezkrętarzowe lewej kości udowej. Rany zdefiniowano jako ciężkie, czyli powodujące naruszenie czynności narządów ciała na okres powyżej 7 dni. Za pobicie z takim skutkiem grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. Brutalny ojciec zasiadł na ławie oskarżonych, pobita córeczka zaś przez kilka miesięcy dochodziła do zdrowia.

Podobne zdarzenia nie są na Podbeskidziu rzadkością. Każdego roku do bielskich prokuratur wpływa co najmniej kilkadziesiąt spraw, których przedmiotem jest przemoc domowa. Jak poinformowała nasz portal Małgorzata Borkowska, zastępca prokuratora okręgowego w Bielsku-Białej, w 2007r. zarejestrowano łącznie 187 spraw, w których pokrzywdzonymi były osoby małoletnie. Znaczną część z nich zakończono w pierwszym półroczu br. Z różnym skutkiem. W części odmówiono wszczęcia postępowania, a niektóre umorzono. O przemoc wobec najbliższych i bezbronnych oskarżono kilkadziesiąt osób.

Najczęściej, bo w 126 przypadkach były to sprawo o psychiczne lub fizyczne znęcanie się nad najbliższymi. Były też 23 postępowania o ciężkie pobicie oraz 20 przypadków definiowanych przez prawo jako narażenie podopiecznego na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkie kalectwo. Wszystkie wymienione czyny są przestępstwami zagrożonymi kara do pięciu lat więzienia. Wyłącznie za naruszenie nietykalności cielesnej poprzez uderzenie człowieka grozi grzywna, ograniczenie wolności lub nawet kara jednego roku bezwzględnego pozbawienia wolności.

Obok spraw, gdzie poszkodowanymi są nieletni, w kręgu zainteresowania prokuratury znajdują się też bulwersujące przypadki maltretowania dorosłych członków rodziny. Niedawno bielska prokuratura rejonowa jednego dnia wysłała do sądu dwa akty oskarżenia w takich sprawach. Wiesława M. z Bielska-Białej oskarżono o prawie półroczne znęcanie się nad matką poprzez wywoływanie awantur, wyzywanie wulgarnymi słowami i przepychanie, a nawet grożenie pozbawieniem życia i uszkodzeniem ciała.

Pięć lat więzienia grozi także Zbigniewowi P., który po alkoholu znęcał się nad żoną. Gdy po kielichu wracał do domu, przezywał swą ślubna obelżywymi słowy, popychał, szarpał i uderzał otwartą dłonią w twarz. Małżonka znosiła te kuksańce z zadziwiającą cierpliwością. Miara przebrała się dopiero podczas pewnej awantury w lutym br. Mąż wykręcił jej wtedy ręce, dusił rękoma za szyję oraz pobił pięściami po głowie. W rezultacie pokrzywdzona kobieta doznała złamania nosa, stłuczenia głowy oraz rozległych krwiaków twarzy. Brutal podbił jej też oczy.

Po tej dramatyczniej awanturze domowej zgłosiła sprawę policji. Ale ilu jest podobnych damskich bokserów, którzy dzięki wstydowi lub strachowi najbliższych unikają sprawiedliwości? Ilu z nas zapukało do drzwi sąsiadów, słysząc zza ściany krzyk bitego dziecka? Rodzinne tragedie zdarzają się wokół. Nasze milczenie prowokuje sprawców, którzy odbierają je jako społeczną akceptację prawa pięści w stosunkach domowych.

                                                                          Robert Kowal