Doda zarabia na festiwal
Rozmowa z dyrektorem Bielskiego Centrum Kultury, Władysławem Szczotką.
W tym roku miasto przeznacza prawie 4 mln zł na działalność BCK. Czy za te pieniądze da się dobrze żyć?
- Nie narzekamy. Trzeba jednak uściślić, że większość tej dotacji służy do finansowania plenerowych imprez kulturalnych, festiwali organizowanych dla mieszkańców naszego miasta, remontów i inwestycji.
Mówmy konkretnie, ile kosztuje utrzymanie działaczy kultury zatrudnionych w BCK?
- Na płace oraz inne wydatki osobowe przeznaczamy ok. milion zł, z czego połowę stanowi uposażenie instruktorów, którzy prowadzą różne miejskie zespoły reprezentacyjne, działające przy BCK. Przypomnę, że są to: orkiestra kameralna, orkiestra dęta, Zespół Tańca i Piosenki „Jarzębinki”, chór kameralny, chór „Ave Sol”, Zespół Pieśni i Tańca „Bielsko” oraz Bielska Estrada.
Czy utrzymywanie tych zespołów narzuca wam Ratusz?
- Władze miasta prowadzą własną politykę kulturalną, która polega m.in. na mecenacie dla zespołów tyleż deficytowych, co niezbędnych dla sprawnego funkcjonowania Bielska-Białej. Np. przy BCK działa formacja wojskowa orkiestry dętej. Powstała ona na miejsce zlikwidowanej orkiestry w jednostce wojskowej. Ale że miasto jej potrzebuje - szczególnie w dniach uroczystości i świąt państwowych - przejęliśmy muzyków pod swój dach. Płacimy im wyłącznie wynagrodzenia za koncerty, bo nawet mundury otrzymują od wojska. Mają po 20-30 występów rocznie.
BCK obchodzi 20 rocznicę powstania. Ile osób zatrudnialiście w tamtym czasie, a ile pracuje u was dzisiaj?
- W tej sprawie nic się u nas nie zmieniło. Zatrudniamy łącznie kilkanaście osób, tyle samo co 20 lat temu. W większości są to doświadczeni pracownicy o dużym stażu pracy w naszym ośrodku. Ze względu na coraz większą ilość imprez plenerowych, myślimy teraz o zatrudnieniu jednego dodatkowego akustyka.
Czy dysponuje Pan specjalistami od rozmów finansowych z artystami? Menedżerami od pertraktacji, dzięki którym miasto ponosiłoby mniejsze osobowe koszta obsługi imprez masowych?
- W księgowości oraz dziale organizacyjno-prawnym pracują po dwie osoby, w administracji i sekretariacie – po jednej. Nie widzę potrzeby zatrudniania dodatkowych specjalistów. Nasi pracownicy są pasjonatami swojej roboty. Minimalizujemy koszta także poprzez wykorzystywanie koniunktury dla danego wykonawcy czy rodzaju muzyki. Np. umowę z zespołem Feel podpisaliśmy w ub.r., zanim artysta osiągnął sukces rynkowy. Niekiedy „podczepiamy” się pod trasy koncertowe przebiegające w okolicy.
Rodzice dzieci występujących w zespole „Beskid” muszą dopłacać po kilkaset złotych do wyjazdu swoich pociech do Bułgarii. Pisaliśmy o tej sprawie przed kilkoma dniami. Czy płacą także członkowie zespołów z BCK, które promują nasze miasto za granicą?
- W przypadku atrakcyjnych wyjazdów za ocean, np. do Kanady, czy Brazylii składają się na bilety na samolot. Kiedy chór „Ave Sol” był ostatnio w Wielkiej Brytanii, zbierali po 80 zł, bo nie wyszedł im jakiś koncert. Każdy zespół ma swoją kasę pochodzącą z wpływów za bilety. Tym muszą racjonalnie gospodarować.
Czy na kulturze można zarobić?
- Można. Każdego roku zarabiamy ok.3 mln zł. Jest to zysk z tytułu sprzedaży biletów na różne imprezy kulturalne, umów sponsoringowych czy świadczenia usług w rodzaju wynajmu sali lub aparatury nagłaśniającej. Zysk nie może być jednak zasadniczym imperatywem działania instytucji upowszechniania kultury. Są imprezy z założenia deficytowe, jak np. festiwale muzyki sakralnej. Są też takie, które ściągają masowego widza i dlatego należą do najbardziej dochodowych.
Chce Pan powiedzieć, że dzięki Dodzie będzie mógł u nas jesienią wystąpić mistrz Henryk M.Górecki z orkiestrą symfoniczną i solistami?
- To przesada. Ale dzięki dochodom z występów artystów popularnych bilety na inne imprezy miejskie mogą kosztować 5 lub 10 zł. Są też takie wydarzenia, na które wstęp jest bezpłatny. Np. rok temu na Dodę przyszło ok. 10 tys. osób, a każdy widz zapłacił 10 zł. Kwota, która pozostała po opłaceniu gaży artystki pomogła w sfinansowaniu ulg na bilety dla młodzieży szkolnej i studentów na znakomity koncert Chrisa Bottiego.
Bilety wstępu na bielskie imprezy są stosunkowo tanie. Dlatego m.in. przyjeżdża do nas publiczność z Częstochowy czy Katowic.
W sierpniu przyjedzie do nas zespół Bajm. Ile zażądali artyści za ten występ?
- Umowy z wykonawcami są poufne. Mogę tylko powiedzieć, że zapłaciliśmy w granicach 50-100 tys. zł. Znaczną część tych należności stanowią jednak koszta obsługi technicznej. Coraz częściej nasi artyści korzystają z usług firm zewnętrznych, zapewniających niezbędne zaplecze estradowe. Zwyczajne występy wypierane są przez efektowne widowiska estradowe. Np. w maju przyszłego roku będziemy gościli zespół Perfect. Jedna z zaplanowanych atrakcji choreograficznych polega na tym, że w trakcie koncertu basista będzie wisiał nad estradą na linie. Według umowy, muszę zatrudnić tę firmę, którą wskaże wykonawca.
Nasze miasto omijają tuzy światowej muzyki rozrywkowej. Kiedy będzie nas stać na ściągnięcie Celine Dion albo Stinga?
- Obawiam się, że nieprędko. Bielsko-Biała jest zbyt małym miastem, aby zgromadzić widownię dla artystów wielkiego formatu. Jesteśmy jednak w stanie robić imprezy z udziałem dużych gwiazd krajowych i zagranicznych. Potrzeba nam jednak w tym celu hali. Nie - sportowej, nie – wystawienniczej, lecz widowiskowej. Obecnie mamy w Bielsku-Białej różne obiekty, np. BKS. Ale muzyka wykonywana pośród żelbetonowych ścian brzmi fatalnie!
Ze względu na walory akustyczne, nowa hala musi być budowana przede wszystkim jako widowiskowa. Z możliwością adaptacji do innych celów. Trzeba ją zlokalizować za miastem, z dużym parkingiem obok i dobrym dojazdem autobusami MZK.
Dla ilu widzów i dla jakich wykonawców może Pan organizować koncerty pod namiotem na Błoniach?
- Pod tym namiotem jest 2,5 tys. miejsc siedzących oraz 5 tys. stojących. Przy dobrej pogodzie można tam robić imprezy nawet dla 10 tys. widzów. Zachęceni powodzeniem koncertów Jana Garbarka i Richarda Bona, zamierzamy na początku listopada sprowadzić na Błonia wielką gwiazdę muzyki jazzowej, Ornette Colemana. Możemy zamknąć ten namiot i podgrzać powietrze za pomocą dmuchaw elektrycznych. Lecz nie mamy innego wyjścia, jeśli nie chcemy, aby bielska kultura miała wyłącznie sezonowy wymiar.
A lotnisko? Na terenie aeroklubu na warszawskim Bemowie odbywają się gigantyczne koncerty wielkich gwiazd showbiznesu. W Aleksandrowicach nie można?
- Oczywiście, możemy zorganizować koncert dla połowy Polski i zaprosić wielką światowa sławę. Mnie marzy się sprowadzenie Jeana Michela Jarre’a. Tylko gdzie pomieścić kilkadziesiąt tysięcy aut, którymi przyjedzie publiczność? Jaki jest ekonomiczny sens zbudowania stacji trafo, która pobiera tyle energii elektrycznej, co całe nasze miasto? A Jarre tyle właśnie potrzebuje.
Dlaczego Edyta Gepert nie dojechała na święto ulicy 11 Listopada?
- W tej sprawie otrzymaliśmy pismo z kliniki wojskowej w Warszawie, gdzie jest hospitalizowana artystka. Pani Gepert jest poważnie chora.
Jakie macie najbliższe plany związane z muzyką poważną?
- Jesienią będziemy mieli honor gościć dwóch muzyków o światowej sławie, którzy w naszym mieście zaplanowali swoje jubileusze. Będą to Henryk Mikołaj Górecki oraz Krzysztof Penderecki.
A co będzie się działo na bielskiej estradzie?
- Niewiele brakowało, abyśmy w październiku mieli Leonarda Cohena. Ostatecznie artysta wystąpi w Katowicach, bo pod naszym namiotem nie chcieliśmy go podejmować. To jest muzyk, któremu trzeba zapewnić co najmniej pięciotysięczna widownię. W tej chwili konkretyzujemy plany koncertowe na przyszły rok. Myślę, że po wakacjach będziemy już wszystko wiedzieli. Obiecuję, że we właściwym czasie poinformujemy o nich czytelników portalu.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Robert Kowal
Artykuł wyświetlono 2770 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 12
Ja
Jezu, ten Pan jest z minionej epoki, czy można by go wymieniić. proszę.
Missawesomee
Tak zagdzam sie z tym , że powinny byc organizowane imprezy takie jak będą w najblizszym czasie
lope
BB to jednak głęboka prowincja, brak porządnej sali na występ Cohena, ale poprzednie prawicowe władze nie wahały łożyć ogromne środki na niewydarzone inwestycje jak np. Aquapark, czy na remonty kościołów itp.
do radek
Pan Szczotka nie powiedział, że chodzi o prąd ze żródeł miejskich jedynie porównał pobieraną moc podczas koncertu Jarre'a do mocy używanej przez całe miasto. nie ma potrzeby się irytować wystarczy czytać ze zrozumieniem.
k.r.
" Pod tym namiotem jest 2,5 tys. miejsc siedzących ..." ciekawe gdzie one są chyba na trawniku, bo pod namiotem raczej nie.
bbmt
Powinno bys jak najwiecej imprez organizowanych przez miasto, niech Ci wszyscy ludzie z BB i okolicy maja jakies rozrywki.
marian
Jeźeli miasto chce się rozwijać to taka hala jest bardzo potrzebna, i jak mówi Pan Szczotka z parkingiem i przystankiem PKM w pobliżu
jarczan
a po co nam Doda??Ściagnijcie kogos berdziej konkretnego...światowego!!Kogoś kto umie śpiewać i slawe zdobył śpiewem a nie prowokacją...
Radek
"Jaki jest ekonomiczny sens zbudowania stacji trafo, która pobiera tyle energii elektrycznej, co całe nasze miasto?" Co z bzdura widac ze gosc nie ma kompletnie pojecia o robieniu takich imprez . Zadna wielka impreza typu woodstock,open air i inne nie biora pradu ze zrodel miejskich bo niestety w takich przypadkach sa nieekonomiczne i zawodne . Na takie wyarzenia sciaga sie wielkie agregaty pradotworcze po 500 KVA i wieksze i nie ma zadnego problemu z zasileniem jakiejkolwiek wielkiej imprezy . Trzeba tylko miec ludzi ktorzy cokolwiek na ten temat wiedza .
maxi cosi
hala w bielsku musi być.nawet na wiosce,w łodygowicach maja teraz dużą halę.wstyd panie Krywult
poplanna
skoro nasze miasto ma możliwość organizowania imprez na taką skalę to koniecznością staje się wybudowanie wielkiego obiektu widowiskowego na pewno jest gdzieś jeszcze miejsce wystarczy o jeden hipermarket mniej

Klauzula informacyjna ›