Dzieci promują, rodzice płacą
Do naszej redakcji wpłynął list zdesperowanego ojca, którego dziecko udziela się w Zespole Pieśni i Tańca “Beskid”. Chodzi o dopłacanie z kieszeni rodziców do wyjazdów, które mają promować nasze miasto. Skontaktowaliśmy się z dyrektor MDK Barbarą Jacyków oraz choreografem zespołu “Beskid” Romaną Polok. Ich wyjaśnienia - zamiast rozjaśnić całą sprawę - kompletnie ją zagmatwały. Czy problemem są wyłącznie małe dotacje z Ratusza?
Płacę za promocję miasta!
„Beskid” liczy kilkudziesięciu członków: tańczących, śpiewających oraz grających w kapeli ludowej. Przyszłością artystyczną zespołu są jednak cztery grupy dziecięco-młodzieżowe, skupiające ponad 100 młodych artystów. Najmłodszą stanowią dzieci do 11 roku życia. Kolejny przedział wiekowy tworzą latorośle w wieku 12-16 lat, a następny - gimnazjaliści i uczniowie szkół średnich. Właśnie 13 lipca najmłodsza grupa dzieci wraz ze swoimi rodzicami udała się na 10-dniową wycieczkę do Bułgarii. W jakim celu?
- W celu promocji miasta, za którą w dodatku sami płacimy! - mówi zdesperowany rodzic, który pragnie zachować anonimowość.
Zupełnie inaczej widzi całą sprawę choreograf zespołu, Romana Polok.
- Zamieszanie wokół wyjazdu robi jeden pan - twierdzi zdecydowanie pani Romana. - Wyjazd do Bułgarii ma charakter wypoczynkowy. Dzieci wystąpiły tylko na dwóch koncertach. Natomiast cel promocji miasta będzie przyświecał drugiemu ''turnusowi''. Za miesiąc do Bułgarii uda się bowiem grupa młodzieżowa zespołu “Beskid”.
Czy rodzice wykonawców będą ponosić koszty wyjazdu? Zadzwoniliśmy w tej sprawie do Wydziału Kultury i Sztuki oraz Promocji Miasta w Ratuszu.
- Proszę kontaktować się z Miejskim Domem Kultury, bowiem do niego należy zespół “Beskid” - usłyszeliśmy w słuchawce.
Dziwne, że UM nie ma nic do powiedzenia na ten temat. Miasto utrzymuje przecież MDK. W tegorocznym budżecie miejskim przeznaczono na ten cel ponad 3,3 mln zł. Być może zbyt mało z tej kwoty otrzymuje „Beskid”? Dzwonimy więc do MDK.
- Opłacamy 75 proc. kosztów przejazdu autobusu– twierdzi dyrektor Miejskiego Domu Kultury Barbara Jacyków. - Na więcej nas nie stać.
Nadopiekuńczy rodzice
- Zależy nam, aby dzieci miały wakacyjną frajdę. To przykre, lecz ktoś chce to wszystko zepsuć – mówi pani choreograf. Jeden z ojców narzeka na koszty wyjazdu, tymczasem...
- Najpierw miały wyjechać same dzieci, dlatego zrobiliśmy szacunkowy plan kosztów ich pobytu w Bułgarii. Po interwencji oraz naciskach części nadopiekuńczych i zamożnych rodziców, musieliśmy jednak zmienić plany. Dla tych ludzi pieniądze nie miały znaczenia, przez co ucierpiały biedniejsze dzieci. Trzeba było podnieść koszty wyjazdu ze względu na dodatkowych kierowców oraz busa, bowiem wraz z rodzicami chętnych do wyjazdu było aż 70 osób. Gdy już zdecydowaliśmy się na dodatkowy bus, rodzice zażyczyli sobie, aby dzieci podczas przejazdu do Bułgarii zatrzymały się na nocleg. Nie mogłam na to pozwolić, gdyż na wcześniejszą prośbę zamówiłam dodatkowych kierowców - mówi drżącym głosem Romana Polok.
Nie mieli za co pojechać
Punkt kulminacyjny konfliktu miał nadejść później.
- Po podniesieniu kosztów okazało się, że część dzieci musiało zrezygnować z wyjazdu. To był dla mnie prawdziwy cios. Po raz pierwszy w historii zespołu - który założyła moja mama - decydującym przedmiotem sporu okazały się pieniądze. Ale co mogłam zrobić, skoro dla drugiej grupy rodziców, tych zamożnych, kasa nie grał roli? – pyta retorycznie pani Romana.
Według kalkulacji, koszty pobytu na turnusie w dniach 13-23 lipca wynoszą (w PLN):
* dzieci – 760
* rodzice – 850
O dotacje jest bardzo trudno – słyszymy. W tym roku z racji przekazania zespołowi przez niektórych ofiarodawców 1 proc. podatku PIT, zebrano łącznie około tysiąca złotych. Ponadto jeden ze sponsorów dołożył kolejny tysiąc. Być może więc w tej sytuacji Ratusz powinien szczodrzej sypnąć groszem, jeśli zainteresowany jest promocją miasta przez rozśpiewanych i roztańczonych młodych bielszczan? A jeżeli miasta nie stać na pokrycie obecnych kosztów funkcjonowania zespołu, to może lepiej ograniczyć jego działalność do racjonalnych rozmiarów? W każdym razie ze sprawą trzeba coś zrobić. Zespół Pieśni i Tańca “Beskid” jest bowiem zbyt zasłużony dla naszego miasta, aby niszczyć jego renomę w ogniu bratobójczego konfliktu społecznego.
Przypomnijmy. Zespół powstał w 1954r. przy Zakładach Przemysłu Lniarskiego "Lenko". W trzy lata później patronat nad nim przejął i do dziś sprawuje Dom Kultury Włókniarzy w Bielsku-Białej. W swoim programie ma tańce, przyśpiewki i melodie ludowe, artystycznie opracowane, prezentujące folklor żywiecki, śląski, cieszyński, krakowski, sądecki, rzeszowski, łowicki oraz tańce narodowe. Zespół kilkakrotnie koncertował w Polsce, Czechach i Słowacji, w Szwajcarii, Austrii, Belgii, Francji, Bułgarii, Finlandii, Rosji, Niemczech, Grecji, Turcji, Włoszech, byłej Jugosławii i na Węgrzech. “Beskid” otrzymał wiele nagród i wyróżnień na krajowych i zagranicznych festiwalach folklorystycznych. Jest wizytówką miasta. Nie powinniśmy jej niszczyć.
Grzegorz Wieczorek
Komentarze 7
Za 850 zł na 10 dni też pojechałabym chętnie do Bułgarii

Klauzula informacyjna ›