Pralnia na złomowisku
Ginie wszystko co metalowe. Byle ciężkie. Nagrobne krzyże, pamiątkowe tablice z pomników, przewody trakcji elektrycznej i tory na kolei. Wszystko. Dzięki temu złodziejskiemu interesowi do wielkich majątków dochodzą ludzie, którym wyciąg z konta bankowego zastępuje sumienie. Taka to smutna dziś u nas historia.
Spółka nazywała się prosto - „Metal-Kolor”. Dzięki temu każdy potencjalny kontrahent w mig domyślał się, czym firma się zajmuje. Że nie jest to bynajmniej wspólne przedsięwzięcie gitarzystów metalowych albo grupy artystów uprawiających sztukę malowania na metalu. Wiadomo, metale kolorowe mają swoją cenę. Jest ona wprost proporcjonalna do bezradności organów państwa w walce z patologiami w handlu surowcami wtórnymi.
Firmę zarejestrowano na nazwisko Jerzego Sz., który był jej prezesem i jedynym udziałowcem. Mężczyzna ów zajmował się formalną stroną prowadzenia tego biznesu. Dbał o wypełnianie deklaracji podatkowych i zgłoszeń identyfikacyjnych, prowadził korespondencje z Urzędem Skarbowym, wystawiał faktury oraz zakładał rachunki bankowe, które następnie służyły do nielegalnych transakcji finansowych. Osobników tego pokroju widujemy często na ulicach. Garnitur na miarę, jedwabny krawat, skórzana teczka, bryczka z górnej półki.
Nikt kto nie znał sprawy głębiej nie mógł się domyślać, że pan Jerzy był tylko pionkiem przesuwanym na szachownicy przez wytrawnego gracza biznesowego, Ryszarda Sz. To on wynajął mieszkanie w Warszawie na siedzibę spółki, woził pana Jurka własnym samochodem oraz u jego boku brał udział w rozmowach z partnerami finansowymi firmy. W aktach śledztwa w tej sprawie napisano wprost, że Ryszard Sz. współuczestniczył w założeniu „Metal-Koloru”, a później koordynował działania podejmowane przez figuranta zajmującego fotel prezesa.
Spółka zajmowała się handlem złomem metali kolorowych. Za dostawy odpowiedzialny był Robert G., przy czym surowiec – jak eufemistycznie opisuje ów stan rzeczy akt oskarżenia – pochodził z niewiadomych źródeł. Pan Robert zajmował się także zbytem złomu. Ładunki przewoził do finalnych odbiorców przy pomocy środków transportowych będących na stanie własnego przedsiębiorstwa „Rexol”. Odbiorcami były trzy spółki: z Krakowa, Łodzi i Słupna.
Handel nie jest w naszym kraju zabroniony. Rzecz w tym, że warszawska spółka Jerzego Sz. nie była nigdy logistycznie przygotowana do załadunku lub rozładunku złomu. Została w istocie założona jako firma-krzak, której zadanie polegało na legalizowaniu transakcji kradzionym surowcem. W tym celu „Metal-Kolor” posiadał rachunki w dwóch różnych bankach. Nabywcy odprowadzali na nie należność za towar dostarczony przez Roberta G., a Jerzy Sz. wystawiał stosowne faktury VAT. Gdy pieniądze za poszczególne transakcje wpływały na konto spółki, pan Jurek dokonywał wypłat gotówkowych. Łącznie z rachunku bankowego przedsiębiorstwa symulującego działalność handlową wypłynęło w ten sposób ponad 2,4 mln zł.
Kiedy na ślad podejrzanej działalności handlarzy złomem wpadła policja, przedsiębiorczy panowie zaczęli zacierać ślady. Aby utrudnić pościg, postanowili pozbyć się „Metal-Koloru” poprzez odsprzedanie spółki obywatelowi obcego państwa. Wyznaczonego dnia przed notariuszem w Bielsku-Białej stawił się Stanisław J., który przedstawił urzędnikowi paszport obywatela Słowacji na nazwisko L.L., po czym za kwotę 50 tys. zł odkupił od Jerzego Sz. całość udziałów w jego firmie. Kilka tygodni później w rejestrze podmiotów gospodarczych działających na terenie RP pojawiła się nowa spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Tym razem były to „Lasky” z siedzibą w Warszawie.
Śledztwa o profilu gospodarczym są niezwykle żmudne i pracochłonne. Lwią część czasu zajmuje zwykle zgromadzenie odpowiednich ekspertyz biegłych. Od policjantów i prokuratorów wymaga się znacznej konsekwencji oraz fachowej wiedzy ekonomicznej. To dzięki nim złomiarze na naszym terenie nie mają lekko.
Ale postępowanie w tej sprawie nie zakończyło się pełnym sukcesem bielskich organów ścigania. Śledczy zdołali bowiem ustalić, że Jerzy Sz., Ryszard Sz., Robert G. i Stanisław J. działali w ramach większej, zorganizowanej grupy przestępczej. Oskarżono ich o tzw. pranie brudnych pieniędzy, fałszowanie dokumentów oraz oszustwo. Niestety, jak dotąd nie udało się jednak zatrzymać pozostałych członków grupy.
Proces czterech biznesmenów rozpocznie się prawdopodobnie po wakacjach przed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej. Oskarżonym grożą kary do 15 lat pozbawienia wolności.
Spółka nazywała się prosto - „Metal-Kolor”. Dzięki temu każdy potencjalny kontrahent w mig domyślał się, czym firma się zajmuje. Że nie jest to bynajmniej wspólne przedsięwzięcie gitarzystów metalowych albo grupy artystów uprawiających sztukę malowania na metalu. Wiadomo, metale kolorowe mają swoją cenę. Jest ona wprost proporcjonalna do bezradności organów państwa w walce z patologiami w handlu surowcami wtórnymi.
Firmę zarejestrowano na nazwisko Jerzego Sz., który był jej prezesem i jedynym udziałowcem. Mężczyzna ów zajmował się formalną stroną prowadzenia tego biznesu. Dbał o wypełnianie deklaracji podatkowych i zgłoszeń identyfikacyjnych, prowadził korespondencje z Urzędem Skarbowym, wystawiał faktury oraz zakładał rachunki bankowe, które następnie służyły do nielegalnych transakcji finansowych. Osobników tego pokroju widujemy często na ulicach. Garnitur na miarę, jedwabny krawat, skórzana teczka, bryczka z górnej półki.
Nikt kto nie znał sprawy głębiej nie mógł się domyślać, że pan Jerzy był tylko pionkiem przesuwanym na szachownicy przez wytrawnego gracza biznesowego, Ryszarda Sz. To on wynajął mieszkanie w Warszawie na siedzibę spółki, woził pana Jurka własnym samochodem oraz u jego boku brał udział w rozmowach z partnerami finansowymi firmy. W aktach śledztwa w tej sprawie napisano wprost, że Ryszard Sz. współuczestniczył w założeniu „Metal-Koloru”, a później koordynował działania podejmowane przez figuranta zajmującego fotel prezesa.
Spółka zajmowała się handlem złomem metali kolorowych. Za dostawy odpowiedzialny był Robert G., przy czym surowiec – jak eufemistycznie opisuje ów stan rzeczy akt oskarżenia – pochodził z niewiadomych źródeł. Pan Robert zajmował się także zbytem złomu. Ładunki przewoził do finalnych odbiorców przy pomocy środków transportowych będących na stanie własnego przedsiębiorstwa „Rexol”. Odbiorcami były trzy spółki: z Krakowa, Łodzi i Słupna.
Handel nie jest w naszym kraju zabroniony. Rzecz w tym, że warszawska spółka Jerzego Sz. nie była nigdy logistycznie przygotowana do załadunku lub rozładunku złomu. Została w istocie założona jako firma-krzak, której zadanie polegało na legalizowaniu transakcji kradzionym surowcem. W tym celu „Metal-Kolor” posiadał rachunki w dwóch różnych bankach. Nabywcy odprowadzali na nie należność za towar dostarczony przez Roberta G., a Jerzy Sz. wystawiał stosowne faktury VAT. Gdy pieniądze za poszczególne transakcje wpływały na konto spółki, pan Jurek dokonywał wypłat gotówkowych. Łącznie z rachunku bankowego przedsiębiorstwa symulującego działalność handlową wypłynęło w ten sposób ponad 2,4 mln zł.
Kiedy na ślad podejrzanej działalności handlarzy złomem wpadła policja, przedsiębiorczy panowie zaczęli zacierać ślady. Aby utrudnić pościg, postanowili pozbyć się „Metal-Koloru” poprzez odsprzedanie spółki obywatelowi obcego państwa. Wyznaczonego dnia przed notariuszem w Bielsku-Białej stawił się Stanisław J., który przedstawił urzędnikowi paszport obywatela Słowacji na nazwisko L.L., po czym za kwotę 50 tys. zł odkupił od Jerzego Sz. całość udziałów w jego firmie. Kilka tygodni później w rejestrze podmiotów gospodarczych działających na terenie RP pojawiła się nowa spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Tym razem były to „Lasky” z siedzibą w Warszawie.
Śledztwa o profilu gospodarczym są niezwykle żmudne i pracochłonne. Lwią część czasu zajmuje zwykle zgromadzenie odpowiednich ekspertyz biegłych. Od policjantów i prokuratorów wymaga się znacznej konsekwencji oraz fachowej wiedzy ekonomicznej. To dzięki nim złomiarze na naszym terenie nie mają lekko.
Ale postępowanie w tej sprawie nie zakończyło się pełnym sukcesem bielskich organów ścigania. Śledczy zdołali bowiem ustalić, że Jerzy Sz., Ryszard Sz., Robert G. i Stanisław J. działali w ramach większej, zorganizowanej grupy przestępczej. Oskarżono ich o tzw. pranie brudnych pieniędzy, fałszowanie dokumentów oraz oszustwo. Niestety, jak dotąd nie udało się jednak zatrzymać pozostałych członków grupy.
Proces czterech biznesmenów rozpocznie się prawdopodobnie po wakacjach przed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej. Oskarżonym grożą kary do 15 lat pozbawienia wolności.
Robert Kowal
Artykuł wyświetlono 2261 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 6
M
Prokuratura zwalcza wolnosc gospodarcza. PO powinno sie temu przyjrzec- to zamach na polskich przedsiebiorcow. Co nastepne? Zwalczanie przedsiebiorczej oszczednosci na sile roboczej? A moze zwalczanie urynkawiania wladz samorzadowych i sadowych wstretnie nazywanego czasami lapownictwem?
ben
No wiecie, jeszcze oprócz tego czy się to opłaca czy nie jest inne kryterium: czy to jest uczciwe czy złodziejstwo. Zapomnieliście już czy co?
???????
takie mamy czasy jak się nie kombinuje to ma się niewiele lub nieprędko dużo, a jak się kombinuje to można szybko mieć dużo ale trzeba wiedzieć co za to grozi i kiedy ewentualnie się wycofać i teraz podstawowe pytanie ryzykować i szybko się dorobić czy powoli piąć się po drabinie, która nazywa się dobrobyt?
max
aniu,więzienia są pełne tych,którzy "kombinowali".wszyscy mieli pecha?
ania0703
praktycznie każda firma jakoś kombinuje a akurat oni zostali przyłapani mieli pecha
madzia
dzieki takim panom opłacalne jest złodziejstwo na PKP gdzie kradna trakcje elektryczna i wypadek gotowy

Klauzula informacyjna ›