Przez ostatnie dwa lata znalezienie kogoś do pracy w urzędzie miasta, gminy czy starostwie graniczyło z cudem. Ale przyszedł kryzys i ludzie zaczęli marzyć o posadzie urzędnika. Sami przychodzą do magistratów pytać o pracę.

Kwestie zarobków w urzędach reguluje ustawa samorządowa, a stawki nie są wysokie. - Przez boom budowlany przegrywaliśmy walkę z prywatnymi firmami o architekta albo budowlańca. Nie mogliśmy zaproponować równie atrakcyjnych zarobków - mówi Tomasz Terteka, rzecznik prasowy żywieckiego magistratu.

Ale teraz mamy kryzys i prywatne firmy zwalniają pracowników. Ludzie przychodzą do magistratu pytać o pracę, nawet jeśli ten nie ogłasza żadnego konkursu. Zostawiają podania, proszą, by dać im znać, jeśli zwolni się jakieś miejsce. Pytają nawet o pracę fizyczną. Antoni Szlagor, burmistrz Żywca, raz w tygodniu przyjmuje mieszkańców. Najczęściej pytają go o możliwość pracy.

W pierwszej połowie 2007 r. w wiślańskim magistracie brakowało rąk do pracy, dlatego ogłoszono aż kilkanaście konkursów na różne stanowiska. Zainteresowanie było mizerne, np. tylko jedna osoba zgłosiła się do na stanowisko komendanta straży miejskiej. Początkującemu pracownikowi po studiach urząd mógł zaoferować 1,6 tys. zł brutto. Ludzie mieli o wiele wyższe oczekiwania finansowe. Sytuacja zaczęła się poprawiać w zeszłym roku. - Dzisiaj nie mamy już żadnych problemów z kadrami. Podwyższyliśmy pensje, ale myślę, że to nie jest główny powód takiego zainteresowania. Po prostu praca w urzędzie, choć nie jest przecież dana raz na zawsze, jest dzisiaj o wiele bardziej stabilna niż w prywatnej firmie - mówi burmistrz Wisły Andrzej Molin.

Urząd Miejski w Katowicach szukał w zeszłym roku inspektora do Wydziału Budownictwa, ale na konkurs nie wpłynęła ani jedna oferta. Tymczasem zainteresowanie niedawno rozstrzygniętym konkursem na takie samo stanowisko w tym wydziale przerosło oczekiwania urzędników.

Podobnie sytuacja wygląda we wszystkich państwowych i samorządowych instytucjach. Powiatowy Zarząd Dróg w Żywcu ogłosił konkurs na stanowisko specjalista-drogowiec. Wymagania to m.in. minimum średnie wykształcenie (technikum budowlane lub drogowe), dobra znajomość prawa budowlanego i obsługi komputera, prawo jazdy kat. B. Budowlańcy i drogowcy z Żywiecczyzny jeszcze niedawno byli rozchwytywani przez prywatne firmy. Teraz wielu było zainteresowanych tą jedną ofertą. Po selekcji o stanowisko będą walczyły podczas dzisiejszego testu i rozmowy kwalifikacyjnej trzy osoby. Jedna aż z Dąbrowy Górniczej.

- Za późno się zorientowałem, że jest taka oferta, bo sam bym złożył podanie. Obdzwoniłem już kilkanaście śląskich firm. Nigdzie nie szukają ludzi do pracy, niektóre firmy zaczęły zwalniać. A jeszcze na początku zeszłego roku praktycznie co tydzień dostawałem jakąś ofertę pracy - opowiada Andrzej Buczek, technik budownictwa z Gliwic. - Kilka miesięcy temu do głowy by mi nawet nie przyszło szukać pracy tak daleko od domu - dodaje.

Źródło: Gazeta Wyborcza