Piją w bramach
Ulica Cechowa w Bielsku-Białej, to niewielki deptak z dobrymi restauracjami i butikami. Niestety, upodobali ją sobie także pijaczkowie, którzy ściągają tu z całego miasta. - Walka z nimi to jak odgarnianie wody ręką - mówią miejscy strażnicy.
Przy przylegającej do 11 Listopada ul. Cechowej mieszczą się m.in. znane bielskie restauracje, takie jak Pod Dobrą Datą, Pod Jemiołami czy wegetariański lokal Green Way. W piątkowy czy sobotni wieczór trudno o wolny stolik w lokalu, bo zaglądają tu bielszczanie z całego miasta.
Niestety, także z całego miasta zjeżdżają tu pijaczkowie. To też już stali bywalcy, którzy z tanimi winami zajmują bramy kamienic. Gdy w butelkach widać dno, wychodzą na ulicę, zaczepiają przechodniów i domagają się pieniędzy na kolejną flaszkę. - Umówiłam się w restauracji na Cechowej z klientem firmy, w której pracuję. Gdy wychodziliśmy, zaczepiła nas grupa pijanych mężczyzn. Chcieli złotówkę do flaszki. Gdy mój klient odmówił, usłyszał, że jest złamanym ch... Było mi wstyd, że to się dzieje, w dodatku w centrum miasta - opowiada bielszczanka Ewelina Lisowska.
Ponieważ podobne sytuacje zdarzają się często, właściciele lokali przy Cechowej sami postanowili zadbać o wizerunek ulicy. Kilku z nich złożyło się i wynajęli agencję ochrony. Pomysł jednak się nie sprawdził. - Bo co niby mieli zrobić ochroniarze? Stać na ulicy każdemu wolno, więc przegonić meneli nie mogli. A oni na ulicy przecież nie piją, a pod okiem ochroniarzy klientów nie zaczepiali - opowiada pracownica jednej z restauracji.
Nie pomógł też monitoring. - Między innymi z tego właśnie powodu prezydent polecił straży miejskiej częstsze patrole na tej ulicy - mówi Tomasz Ficoń, rzecznik prasowy bielskiego magistratu.
Edward Orliński, zastępca komendanta bielskiej straży miejskiej przyznaje, że Cechowa jest takim miejscem na mapie, z którego nagminnie ludzie wywożeni są do izby wytrzeźwień. - Jednak walka z tutejszymi menelami przypomina trochę odgarnianie wody ręką. Ci panowie piją w bramach, a przepisy jako miejsca publiczne, w których jest zakaz spożywania alkoholu, wyliczają skwery, ulice, parki. Sądy też potem bardzo różnie to interpretują. A my musimy przecież działać zgodnie z prawem - opowiada Orliński.
Jak mówią pracownicy sklepów i restauracji, pijaczkowie z Cechowej dobrze się orientują w przepisach i wiedzą, za co mogą mieć kłopoty. Nie ma więc kłopotu z ich legitymowaniem, zresztą oni sami na widok patrolu wyciągają dokumenty. Dobrze bowiem wiedzą, że jeśli nie kwalifikują się do izby wytrzeźwień, poza wylegitymowaniem nic im nie grozi.
Z podobnym problemem miasto musiało się kiedyś zmierzyć na Rynku. Ale po remoncie i sprzedaniu kamienic wejść do wyremontowanych budynków strzegą solidne bramy na klucz. - Póki na Cechowej nie będzie podobnie, nic ponad to, co robimy, nie jesteśmy w stanie zdziałać. Bo to nadal będzie walka z wiatrakami - uważa Orliński.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Przy przylegającej do 11 Listopada ul. Cechowej mieszczą się m.in. znane bielskie restauracje, takie jak Pod Dobrą Datą, Pod Jemiołami czy wegetariański lokal Green Way. W piątkowy czy sobotni wieczór trudno o wolny stolik w lokalu, bo zaglądają tu bielszczanie z całego miasta.
Niestety, także z całego miasta zjeżdżają tu pijaczkowie. To też już stali bywalcy, którzy z tanimi winami zajmują bramy kamienic. Gdy w butelkach widać dno, wychodzą na ulicę, zaczepiają przechodniów i domagają się pieniędzy na kolejną flaszkę. - Umówiłam się w restauracji na Cechowej z klientem firmy, w której pracuję. Gdy wychodziliśmy, zaczepiła nas grupa pijanych mężczyzn. Chcieli złotówkę do flaszki. Gdy mój klient odmówił, usłyszał, że jest złamanym ch... Było mi wstyd, że to się dzieje, w dodatku w centrum miasta - opowiada bielszczanka Ewelina Lisowska.
Ponieważ podobne sytuacje zdarzają się często, właściciele lokali przy Cechowej sami postanowili zadbać o wizerunek ulicy. Kilku z nich złożyło się i wynajęli agencję ochrony. Pomysł jednak się nie sprawdził. - Bo co niby mieli zrobić ochroniarze? Stać na ulicy każdemu wolno, więc przegonić meneli nie mogli. A oni na ulicy przecież nie piją, a pod okiem ochroniarzy klientów nie zaczepiali - opowiada pracownica jednej z restauracji.
Nie pomógł też monitoring. - Między innymi z tego właśnie powodu prezydent polecił straży miejskiej częstsze patrole na tej ulicy - mówi Tomasz Ficoń, rzecznik prasowy bielskiego magistratu.
Edward Orliński, zastępca komendanta bielskiej straży miejskiej przyznaje, że Cechowa jest takim miejscem na mapie, z którego nagminnie ludzie wywożeni są do izby wytrzeźwień. - Jednak walka z tutejszymi menelami przypomina trochę odgarnianie wody ręką. Ci panowie piją w bramach, a przepisy jako miejsca publiczne, w których jest zakaz spożywania alkoholu, wyliczają skwery, ulice, parki. Sądy też potem bardzo różnie to interpretują. A my musimy przecież działać zgodnie z prawem - opowiada Orliński.
Jak mówią pracownicy sklepów i restauracji, pijaczkowie z Cechowej dobrze się orientują w przepisach i wiedzą, za co mogą mieć kłopoty. Nie ma więc kłopotu z ich legitymowaniem, zresztą oni sami na widok patrolu wyciągają dokumenty. Dobrze bowiem wiedzą, że jeśli nie kwalifikują się do izby wytrzeźwień, poza wylegitymowaniem nic im nie grozi.
Z podobnym problemem miasto musiało się kiedyś zmierzyć na Rynku. Ale po remoncie i sprzedaniu kamienic wejść do wyremontowanych budynków strzegą solidne bramy na klucz. - Póki na Cechowej nie będzie podobnie, nic ponad to, co robimy, nie jesteśmy w stanie zdziałać. Bo to nadal będzie walka z wiatrakami - uważa Orliński.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Artykuł wyświetlono 1139 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 3
Czort
Coś o tych pijaczkach z Cechowej wiem, bo tak się złożyło, że jestem tam bardzo często z powodu uczestnicwa w kursie języka angielskiego w Open School, mającej siedzibę w kamienicy, która także ma podcienia z restauracją "Pod Jemiołami"
sabdan
Każde centrum ma swój rewir nikt tego nie zmieni trzeba wiedzieć jak się zachować w danej sytuacji .To proste a nie strugać pana.
czytelnik
To już zakrawa o skandal: Zamknąć i przed sąd, za notoryczne wykroczenia praca publiczna. Jest tyle teraz do zamiatania. A w zimie do odśnieżania. Raz popracuje 8 godzin i kumple się z niego pośmieją to nie będą już tak bezczelnie z dowodami gonić strażników.

Klauzula informacyjna ›