Sezon domokrążców
Są bezwzględni i każdy sposób jest dla nich dobry, aby wzbogacić się cudzym kosztem. Z premedytacją wykorzystują czyjąś łatwowierność lub życzliwość. Poprzez stwarzanie pozorów swych uczciwych zamiarów, skutecznie usypiają ludzką czujność, tym bardziej, że na swoje ofiary wybierają zwykle osoby w podeszłym wieku. Lato - alarmują policjanci - to ulubiona pora telefonujących lub pukających do naszych mieszkań oszustów.
Trzeba uważać, bo w zależności od okoliczności domokrążni przestępcy modyfikują swoje oszukańcze metody. Nie tylko w tym roku, najwięcej cwaniaków nabiera innych metodą na „wnuczka”.
- W metodzie na krewniaka sposób działania oszusta jest zawsze ten sam. Polega na tym, że do starszej zwykle osoby dzwoni ktoś, kto przedstawia się jako członek rodziny, dawno nie widziany wnuczek czy siostrzeniec. Prosi o pożyczenie pewnej kwoty pieniędzy na zakup z reguły po bardzo okazyjnej cenie lub niezbędnej do załatwienia ważnej życiowo sprawy. Może to być na przykład brakująca kwota na zakup mieszkania lub samochodu. Tłumaczy, że jest właśnie w trakcie załatwiania tej sprawy, pieniądze są potrzebne pilnie i po ich odbiór przyśle upoważnioną przez siebie osobę - mówi podkomisarz Elwira Jurasz, rzecznik bielskiej policji.
Pod koniec czerwca - o czym informowaliśmy - ofiarą oszusta padła 70-letnia bielszczanka, która po odebraniu telefonu uwierzyła, że jej przebywający w Stanach Zjednoczonych brat zjawił się niespodziewanie w Bielsku-Białej i musi natychmiast przelać na konto swego kontrahenta kwotę 12 tysięcy złotych, o pożyczenie których poprosił siostrę. Tyle nie miała, ale poprzez rzekomego pośrednika przekazała mu wszystkie swoje oszczędności, czyli 6300 zł i 500 dolarów.
Tego lata bielska policja odnotowała już kilka podobnych „numerów”, choć - na szczęście - nie wszyscy dali się nabrać. Przytomnością umysłu wykazał się 62-letni bielszczanin. Gdy jego rzekomy bratanek błagał go przez telefon o pożyczkę 15 tysięcy złotych niezbędnych mu do handlowej transakcji, zaczął go wypytywać o szczegóły. Kiedy jego rzekomy krewny zaczął się gubić w rodzinnych opowieściach, mężczyzna zorientował się, że ma do czynienia z oszustem. Takiej rozwagi należałoby życzyć również innym. Niestety pokrzywdzonych nie brakuje.
Mężczyzna, który zapukał do drzwi 72-letniej mieszkanki bielskiego osiedla Kopernika przedstawił się natomiast jako pracownik administracji tamtejszej spółdzielni. - Mamy awarię sieci wodnej i muszę sprawdzić zawory w łazience - oznajmił kobiecie. Ta, nie podejrzewając podstępu, wpuściła go do mieszkania i zezwoliła manipulować przy kranach. Prawdopodobnie wówczas musiał się wśliznąć do mieszkania jego wspólnik. W każdym razie po wyjściu „fachowca” lokatorka zorientowała się, że skradziono jej 1,8 tysiąca złotych.
Podobny przebieg miała niespodziewana wizyta „administratora” złożona 90-letniej mieszkance tego samego osiedla. Mężczyzna udał się do łazienki, aby zakręcić wodę, a po jego wyjściu kobieta zauważyła brak 550 złotych.
Pretekstem dla innych dwóch hochsztaplerów, aby dostać się do cudzego mieszkania było sprawdzenie stanu technicznego okien. Okna były w porządku, a właścicielowi mieszkania zniknęło 1,5 tysiąca złotych.
W Bielsku-Białej oszuści podszyli się też pod pracowników firmy elektronicznej i „sprawdzali” jakość odbioru sygnału telewizyjnego. Z budynku przy ulicy Bohaterów Warszawy wyszli wraz z torebką właścicielki, w której było 35 zł.
Inny domokrążca podał się za pracownika energetyki. Mieszkanka bielskiej kamienicy wpuściła go do środka, gdy okazało się, że nie ma prądu. Podczas jego wizyty do drzwi zastukał oszust będący w zmowie z pierwszym gościem. Ten - jak się przedstawił - miał być elektrykiem wezwanym przez administrację do usunięcia awarii. Szybko się z nią uporał, bo wystarczyło tylko wkręcić, wcześniej wykręcone, korki w znajdującej się w korytarzu szafce rozdzielczej. Podczas tej operacji złodzieje, wykorzystując nieuwagę pokrzywdzonej, skradli jej torebkę, w której miała 560 złotych i kartę bankomatową.
Gdy wkroczyła w progi mieszkania starszego małżeństwa wydała się gospodarzom wiarygodna. Przedstawiła się jako opiekunka społeczna i oznajmiła małżonkom, że z racji podeszłego wieku należy się im 800 złotych zapomogi. Aby stworzyć pozory legalności poprosiła staruszków o dokumenty i zaczęła spisywać ich dane osobowe. Gdy wypełniła rzekomy kwestionariusz zażądała 130 złotych tytułem opłaty podatku. W końcu zadowoliła się kwotą stu złotych, po którą właścicielka udała się do kuchni. Fałszywa opiekunka bacznie ją obserwowała i dostrzegła, gdzie staruszkowie chowają pieniądze. Potem udało się jej odwrócić uwagę domowników i ogołocić kuchenny schowek. W efekcie pokrzywdzeni stracili 1500 złotych.
Jeszcze więcej, bo 1900 złotych ukradła Lucyna B. innemu mieszkańcowi Cieszyna. W końcu jednak noga się jej powinęła. Odwiedzając kolejnego emeryta nie zauważyła, że w mieszkaniu byli członkowie jego rodziny. Oszustkę zatrzymano na gorącym uczynku, gdy buszowała po szafach. Jak się okazało, już wcześniej była karana za podobne przestępstwa, ale najwyraźniej nie zmieniła fatalnych przyzwyczajeń.
Za opiekunkę podawała się również czterdziestoletnia Lodzia - jak się przedstawiała - przykładna żona i matka dwojga nastolatków, która nikomu nie kojarzyła się z wyrachowaną oszustką. Dopiero w trakcie śledztwa niektórzy przypomnieli sobie fakty mogące świadczyć, że jednak miała sporo na sumieniu.
- Jestem społeczną opiekunką pana ciotki. Ona jest chora i znalazła się w bardzo trudnym położeniu finansowym. Tylko pan może jej pomóc. Bardzo na to liczy i wysłała mnie po pieniądze - przekonywała starszego mężczyznę. Ten, nie podejrzewając podstępu, przekazał nieznajomej kobiecie 1500 złotych. - Jej wygląd nie budził podejrzeń - oświadczył potem policjantom.
Duże zaufanie do Lodzi miała również mieszkanka Bielska-Białej, która wynajęła ją do opieki nad swoją zniedołężniałą matką. Właścicielka mieszkania nie ukrywała przed „opiekunką”, gdzie trzyma swoją biżuterię. To był błąd, bo gdy pewnego razu wróciła do mieszkania, nie odnalazła już pięciu swoich pierścionków, czterech obrączek i kolczyków. Dopiero wówczas przejrzała na oczy, bo podczas jej nieobecności w domu, nikt poza Lodzią w nim nie przebywał. Pokrzywdzona przypomniała sobie również, jak kilka tygodni wcześniej podczas robienia zakupów ukradziono jej dwa tysiące złotych. Wówczas towarzyszyła jej Lodzia, która przez pewien czas pozostawała sama w samochodzie, gdzie właścicielka zostawiła torebkę.
W śledztwie wyszło też na jaw, że Lodzia czterokrotnie wyłudzała kredyty gotówkowe i na zakup towarów, posługując się przy tym sfałszowanymi zaświadczeniami o swoim rzekomym zatrudnieniu. Została oskarżona o kradzieże, oszustwa i wyłudzenia.
Grasujący wówczas oszust oznajmiał osobom, które mu zaufały, że w związku z regularnym opłacaniem abonamentu wygrały konkurs organizowany przez Telewizję Polską z okazji jubileuszu 50-lecia. Nagrodami w konkursie były: mikser, żelazko, ciśnieniomierz oraz obrazek. Sprawca był przekonujący. Wypisywał w mieszkaniu jakieś kwity i odpisywał dane osobowe pokrzywdzonych z legitymacji emeryta. Po tej operacji stwierdzał, że w związku z wygraną zwycięzca musi uiścić podatek i koszty manipulacyjne w kwocie czterystu złotych. Jednocześnie przekonywał, że po tygodniu ZUS zwróci kwotę 240 złotych.
Jedni dają się nabierać „pani lub panu z telewizji”, inni „cudzoziemcowi”. W Bielsku-Białej oszukano już w ten sposób 82-letnią kobietę. Gdy starsza pani wracając z zakupów otwierała drzwi do swego mieszkania, zagadnęła ją nieznajoma kobieta. Stwierdziła, że ma przesyłkę dla jej sąsiadki, ale niestety nie zastała jej w domu. Poprosiła zaskoczoną kobietę o pomoc - udostępnienie jej kartki i długopisu, celem sporządzenia krótkiej wiadomości i przekazania jej sąsiadce. Staruszka w dobrej wierze zaprosiła nieznajomą do mieszkania. Wówczas ta stwierdziła, że jest Czeszką i nie potrafi napisać tej wiadomości w języku polskim. W tym samym czasie do mieszkania zapukała znajoma oszustki. Obie kobiety tak skutecznie zagadały swoją ofiarę, że ta nawet nie zorientowała się, w którym momencie splądrowały jej mieszkanie i skradły oszczędności.
- Bądźmy ostrożni. Przede wszystkim nie otwierajmy drzwi mieszkań bez sprawdzenia kto i po co do nas przyszedł. Ważne jest również, aby nie pozostawać obojętnym, gdy na klatce schodowej budynku, w którym mieszkamy zauważymy nieznajomą osobę, której zachowanie wyda się nam podejrzane. Dzwońmy wówczas na numer alarmowy 997 lub 112, gdyż taka informacja może przyczynić się do ujęcia oszusta - mówi Elwira Jurasz z bielskiej policji.
Policja radzi, jak strzec się oszustów-domokrążców.
Nie otwieraj drzwi bez sprawdzenia kto i po co przyszedł - spójrz przez wizjer i zapytaj o cel wizyty. Jeśli zjawi się przedstawiciel jakiejś instytucji, np. banku, administracji, elektrowni, telekomunikacji, czy gazowni - bez otwierania drzwi - sprawdź telefonicznie, czy był on do ciebie kierowany, jeśli nie dysponujesz telefonem poproś, aby przyszedł z sąsiadem mieszkającym obok. Jeśli musisz kogoś wpuścić nie zostawiaj go ani na chwilę samego w mieszkaniu, najlepiej żeby towarzyszyli ci wtedy sąsiedzi lub ktoś z rodziny. Posiadane w domu pieniądze schowaj w miejscu trudno dostępnym. Nie przekazuj żadnych pieniędzy akwizytorom, czy inkasentom i nie podpisuj żadnych umów. Nie przekazuj żadnych pieniędzy osobom, które telefonicznie podają się za członków twojej rodziny lub proszą o przekazanie pieniędzy osobie pośredniczącej. Nie udzielaj żadnych informacji przez telefon, szczególnie swoich danych personalnych, numerów kont bankowych i haseł do nich.
Trzeba uważać, bo w zależności od okoliczności domokrążni przestępcy modyfikują swoje oszukańcze metody. Nie tylko w tym roku, najwięcej cwaniaków nabiera innych metodą na „wnuczka”.
Na krewniaka
Ofiarą takiego drania padła 82-letnia bielszczanka. Mężczyzna, który do niej przedzwonił podał się za mieszkającego w innej części kraju wnuka. Twierdził, że przypadkowo znalazł się w Żywcu, gdzie trafiła mu się wyjątkowa okazja nabycia samochodu. Poprosił babcię o pożyczenie mu pieniędzy, najlepiej 25 tysięcy złotych. Kobieta takiej kwoty nie posiadała, ale wysupłała wszystko co miała, dokładnie osiem tysięcy złotych i sto euro. Zgodnie z umową, po pieniądze zgłosił się do niej brat właściciela salonu samochodowego. Kobieta dopiero po kilku godzinach dowiedziała się od „prawdziwych” członków rodziny, że została oszukana.- W metodzie na krewniaka sposób działania oszusta jest zawsze ten sam. Polega na tym, że do starszej zwykle osoby dzwoni ktoś, kto przedstawia się jako członek rodziny, dawno nie widziany wnuczek czy siostrzeniec. Prosi o pożyczenie pewnej kwoty pieniędzy na zakup z reguły po bardzo okazyjnej cenie lub niezbędnej do załatwienia ważnej życiowo sprawy. Może to być na przykład brakująca kwota na zakup mieszkania lub samochodu. Tłumaczy, że jest właśnie w trakcie załatwiania tej sprawy, pieniądze są potrzebne pilnie i po ich odbiór przyśle upoważnioną przez siebie osobę - mówi podkomisarz Elwira Jurasz, rzecznik bielskiej policji.
Pod koniec czerwca - o czym informowaliśmy - ofiarą oszusta padła 70-letnia bielszczanka, która po odebraniu telefonu uwierzyła, że jej przebywający w Stanach Zjednoczonych brat zjawił się niespodziewanie w Bielsku-Białej i musi natychmiast przelać na konto swego kontrahenta kwotę 12 tysięcy złotych, o pożyczenie których poprosił siostrę. Tyle nie miała, ale poprzez rzekomego pośrednika przekazała mu wszystkie swoje oszczędności, czyli 6300 zł i 500 dolarów.
Tego lata bielska policja odnotowała już kilka podobnych „numerów”, choć - na szczęście - nie wszyscy dali się nabrać. Przytomnością umysłu wykazał się 62-letni bielszczanin. Gdy jego rzekomy bratanek błagał go przez telefon o pożyczkę 15 tysięcy złotych niezbędnych mu do handlowej transakcji, zaczął go wypytywać o szczegóły. Kiedy jego rzekomy krewny zaczął się gubić w rodzinnych opowieściach, mężczyzna zorientował się, że ma do czynienia z oszustem. Takiej rozwagi należałoby życzyć również innym. Niestety pokrzywdzonych nie brakuje.
Na administratora
Nie udało się zatrzymać dwóch oszustek, które w ubiegłym roku zastukały do mieszkania przy ulicy Jutrzenki, należącego do 76-letniej bielszczanki. Kobiety przedstawiły się jako pracownice administracji osiedlowej. Właścicielka wpuściła je do środka, bo uwierzyła, że sympatyczne panie dokonują kontroli instalacji wodnej. Niestety, ich zamiary były zupełnie inne. Podczas, gdy jedna z „administratorek” pozorowała w łazience czynności kontrolne, druga w tym czasie plądrowała mieszkanie. W efekcie po wizycie oszustek zniknęło odłożone na czarną godzinę ponad dwa tysiące złotych.Mężczyzna, który zapukał do drzwi 72-letniej mieszkanki bielskiego osiedla Kopernika przedstawił się natomiast jako pracownik administracji tamtejszej spółdzielni. - Mamy awarię sieci wodnej i muszę sprawdzić zawory w łazience - oznajmił kobiecie. Ta, nie podejrzewając podstępu, wpuściła go do mieszkania i zezwoliła manipulować przy kranach. Prawdopodobnie wówczas musiał się wśliznąć do mieszkania jego wspólnik. W każdym razie po wyjściu „fachowca” lokatorka zorientowała się, że skradziono jej 1,8 tysiąca złotych.
Podobny przebieg miała niespodziewana wizyta „administratora” złożona 90-letniej mieszkance tego samego osiedla. Mężczyzna udał się do łazienki, aby zakręcić wodę, a po jego wyjściu kobieta zauważyła brak 550 złotych.
Pretekstem dla innych dwóch hochsztaplerów, aby dostać się do cudzego mieszkania było sprawdzenie stanu technicznego okien. Okna były w porządku, a właścicielowi mieszkania zniknęło 1,5 tysiąca złotych.
W Bielsku-Białej oszuści podszyli się też pod pracowników firmy elektronicznej i „sprawdzali” jakość odbioru sygnału telewizyjnego. Z budynku przy ulicy Bohaterów Warszawy wyszli wraz z torebką właścicielki, w której było 35 zł.
Inny domokrążca podał się za pracownika energetyki. Mieszkanka bielskiej kamienicy wpuściła go do środka, gdy okazało się, że nie ma prądu. Podczas jego wizyty do drzwi zastukał oszust będący w zmowie z pierwszym gościem. Ten - jak się przedstawił - miał być elektrykiem wezwanym przez administrację do usunięcia awarii. Szybko się z nią uporał, bo wystarczyło tylko wkręcić, wcześniej wykręcone, korki w znajdującej się w korytarzu szafce rozdzielczej. Podczas tej operacji złodzieje, wykorzystując nieuwagę pokrzywdzonej, skradli jej torebkę, w której miała 560 złotych i kartę bankomatową.
Na opiekunkę
W Cieszynie wpadła i została już prawomocnie skazana niejaka Lucyna B. Ta dobiegająca czterdziestki kobieta podszywała się pod pracownicę opieki społecznej i wyłudzała pieniądze pod pozorem... udzielania pomocy.Gdy wkroczyła w progi mieszkania starszego małżeństwa wydała się gospodarzom wiarygodna. Przedstawiła się jako opiekunka społeczna i oznajmiła małżonkom, że z racji podeszłego wieku należy się im 800 złotych zapomogi. Aby stworzyć pozory legalności poprosiła staruszków o dokumenty i zaczęła spisywać ich dane osobowe. Gdy wypełniła rzekomy kwestionariusz zażądała 130 złotych tytułem opłaty podatku. W końcu zadowoliła się kwotą stu złotych, po którą właścicielka udała się do kuchni. Fałszywa opiekunka bacznie ją obserwowała i dostrzegła, gdzie staruszkowie chowają pieniądze. Potem udało się jej odwrócić uwagę domowników i ogołocić kuchenny schowek. W efekcie pokrzywdzeni stracili 1500 złotych.
Jeszcze więcej, bo 1900 złotych ukradła Lucyna B. innemu mieszkańcowi Cieszyna. W końcu jednak noga się jej powinęła. Odwiedzając kolejnego emeryta nie zauważyła, że w mieszkaniu byli członkowie jego rodziny. Oszustkę zatrzymano na gorącym uczynku, gdy buszowała po szafach. Jak się okazało, już wcześniej była karana za podobne przestępstwa, ale najwyraźniej nie zmieniła fatalnych przyzwyczajeń.
Za opiekunkę podawała się również czterdziestoletnia Lodzia - jak się przedstawiała - przykładna żona i matka dwojga nastolatków, która nikomu nie kojarzyła się z wyrachowaną oszustką. Dopiero w trakcie śledztwa niektórzy przypomnieli sobie fakty mogące świadczyć, że jednak miała sporo na sumieniu.
- Jestem społeczną opiekunką pana ciotki. Ona jest chora i znalazła się w bardzo trudnym położeniu finansowym. Tylko pan może jej pomóc. Bardzo na to liczy i wysłała mnie po pieniądze - przekonywała starszego mężczyznę. Ten, nie podejrzewając podstępu, przekazał nieznajomej kobiecie 1500 złotych. - Jej wygląd nie budził podejrzeń - oświadczył potem policjantom.
Duże zaufanie do Lodzi miała również mieszkanka Bielska-Białej, która wynajęła ją do opieki nad swoją zniedołężniałą matką. Właścicielka mieszkania nie ukrywała przed „opiekunką”, gdzie trzyma swoją biżuterię. To był błąd, bo gdy pewnego razu wróciła do mieszkania, nie odnalazła już pięciu swoich pierścionków, czterech obrączek i kolczyków. Dopiero wówczas przejrzała na oczy, bo podczas jej nieobecności w domu, nikt poza Lodzią w nim nie przebywał. Pokrzywdzona przypomniała sobie również, jak kilka tygodni wcześniej podczas robienia zakupów ukradziono jej dwa tysiące złotych. Wówczas towarzyszyła jej Lodzia, która przez pewien czas pozostawała sama w samochodzie, gdzie właścicielka zostawiła torebkę.
W śledztwie wyszło też na jaw, że Lodzia czterokrotnie wyłudzała kredyty gotówkowe i na zakup towarów, posługując się przy tym sfałszowanymi zaświadczeniami o swoim rzekomym zatrudnieniu. Została oskarżona o kradzieże, oszustwa i wyłudzenia.
Z telewizji lub zagranicy
Na początku czerwca w Oświęcimiu pojawiła się kobieta, która podając się za przedstawicielkę telewizji, wyłudzała pieniądze na poczet opłat za wylosowane w konkursach dla abonentów nagrody. To nie pierwsze tego typu przypadki, dokonywane metodą dobrze znaną już organom ścigania. Całą ich serię odnotowano dwa lata temu w kilku miejscowościach Podbeskidzia.Grasujący wówczas oszust oznajmiał osobom, które mu zaufały, że w związku z regularnym opłacaniem abonamentu wygrały konkurs organizowany przez Telewizję Polską z okazji jubileuszu 50-lecia. Nagrodami w konkursie były: mikser, żelazko, ciśnieniomierz oraz obrazek. Sprawca był przekonujący. Wypisywał w mieszkaniu jakieś kwity i odpisywał dane osobowe pokrzywdzonych z legitymacji emeryta. Po tej operacji stwierdzał, że w związku z wygraną zwycięzca musi uiścić podatek i koszty manipulacyjne w kwocie czterystu złotych. Jednocześnie przekonywał, że po tygodniu ZUS zwróci kwotę 240 złotych.
Jedni dają się nabierać „pani lub panu z telewizji”, inni „cudzoziemcowi”. W Bielsku-Białej oszukano już w ten sposób 82-letnią kobietę. Gdy starsza pani wracając z zakupów otwierała drzwi do swego mieszkania, zagadnęła ją nieznajoma kobieta. Stwierdziła, że ma przesyłkę dla jej sąsiadki, ale niestety nie zastała jej w domu. Poprosiła zaskoczoną kobietę o pomoc - udostępnienie jej kartki i długopisu, celem sporządzenia krótkiej wiadomości i przekazania jej sąsiadce. Staruszka w dobrej wierze zaprosiła nieznajomą do mieszkania. Wówczas ta stwierdziła, że jest Czeszką i nie potrafi napisać tej wiadomości w języku polskim. W tym samym czasie do mieszkania zapukała znajoma oszustki. Obie kobiety tak skutecznie zagadały swoją ofiarę, że ta nawet nie zorientowała się, w którym momencie splądrowały jej mieszkanie i skradły oszczędności.
- Bądźmy ostrożni. Przede wszystkim nie otwierajmy drzwi mieszkań bez sprawdzenia kto i po co do nas przyszedł. Ważne jest również, aby nie pozostawać obojętnym, gdy na klatce schodowej budynku, w którym mieszkamy zauważymy nieznajomą osobę, której zachowanie wyda się nam podejrzane. Dzwońmy wówczas na numer alarmowy 997 lub 112, gdyż taka informacja może przyczynić się do ujęcia oszusta - mówi Elwira Jurasz z bielskiej policji.
Dariusz Bandoła
Policja radzi, jak strzec się oszustów-domokrążców.
Nie otwieraj drzwi bez sprawdzenia kto i po co przyszedł - spójrz przez wizjer i zapytaj o cel wizyty. Jeśli zjawi się przedstawiciel jakiejś instytucji, np. banku, administracji, elektrowni, telekomunikacji, czy gazowni - bez otwierania drzwi - sprawdź telefonicznie, czy był on do ciebie kierowany, jeśli nie dysponujesz telefonem poproś, aby przyszedł z sąsiadem mieszkającym obok. Jeśli musisz kogoś wpuścić nie zostawiaj go ani na chwilę samego w mieszkaniu, najlepiej żeby towarzyszyli ci wtedy sąsiedzi lub ktoś z rodziny. Posiadane w domu pieniądze schowaj w miejscu trudno dostępnym. Nie przekazuj żadnych pieniędzy akwizytorom, czy inkasentom i nie podpisuj żadnych umów. Nie przekazuj żadnych pieniędzy osobom, które telefonicznie podają się za członków twojej rodziny lub proszą o przekazanie pieniędzy osobie pośredniczącej. Nie udzielaj żadnych informacji przez telefon, szczególnie swoich danych personalnych, numerów kont bankowych i haseł do nich.
Artykuł wyświetlono 1779 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 3
Kapuś
Najbardziej nieostrożni i pozbawieni wyczucia wobec takich sytuacj są mieszkańcy trzeciej klatki czteropiętrowego i czteroklatkowego bloku SM Sarni Stok przy Wapiennej 36. Istnieje nawet rodzina, która notorycznie ma niedokładnie zatrzaśnięte wejściowe drzwi i zamek zasunięty tylko raz zamiast dwa razy. Nie korzystają nawet z łańcucha w drzwiach.
ania0703
Szkoda tych starszych osób zapewne te pieniądze gromadzili kilka lat ale po co trzymają je w domach a nie w bankach gdzie są dużo bezpieczniejsze a poza tym jak można dawać tak duże sumy pieniędzy osobom całkiem obcym skoro "dawno niewidziany wnuczek" prosi o taką kasę i na dodatek sam się nie może po nią zgłosić żeby odwiedzić swoją "dawno niewidzianą babcię lub dziadka" to wyraźnie coś tu nie gra nie można być tak łatwowiernym.
smok
Ludziom tak durnym jak w opisanych powyżej przypadkach powinno się zabierać prawa wyborcze, aby nie wybierali sobie podobnych do Parlamentu

Klauzula informacyjna ›