W niedzielę po południu znaleziono zwłoki 60-letniego mężczyzny, który najprawdopodobniej zasłabł podczas górskiej wędrówki. Od początku stycznia beskidzcy goprowcy interweniowali już 1034 razy. To czarny rekord w historii grupy.

O znalezieniu zwłok mężczyzny ratowników GOPR-u poinformował w sobotę późnym wieczorem inny turysta. - Ciało 60-letniego mężczyzny znajdowało się we wnętrzu wiaty niedaleko szczytu Baraniej Góry. Prawdopodobnie zasłabł podczas wędrówki, ale przyczynę śmierci ustala policja i prokuratura - mówi Jerzy Siodłak, naczelnik Beskidzkiej Grupy GOPR.

Ratownicy mieli problem z przetransportowaniem zwłok na dół. Ze względu na dużą ilość śniegu ich skuter nie był w stanie dotrzeć pod Baranią Górę. Rozważali nawet wezwanie śmigłowca. Udało im się jednak pożyczyć lepsze skutery i wczoraj po południu zwieźli ciało turysty na dół.

Nie były to jedyne działania ratowników górskich w czasie weekendu. W sobotę około godz. 21 otrzymali sygnał od 14-osobowej grupy idącej przez cały dzień z Węgierskiej Górki na Baranią Górę. Turyści skarżyli się, że są wyczerpani i część kobiet z grupy nie jest w stanie iść dalej. - Nie daliśmy rady dojechać do nich skuterami. Doradzaliśmy im powrót na dół po wydeptanych śladach. W końcu zdecydowali się jednak iść dalej i dotarli do schroniska pod Baranią Górą około północy - mówi Siodłak.

Z kolei 20-osobowa grupa goprowców wraz z ratownikami słowackimi poszukiwała w sobotę trzech mężczyzn na Babiej Górze. Z powodu mgły zabłądzili tam 35-, 50- i 60-latek. Po kilku godzinach zostali odnalezieni. Nic im się nie stało.

Źródło: Gazeta Wyborcza