Niedawno pisaliśmy o dramacie dwóch staruszek, których dom - po poszerzeniu ulicy Żywieckiej - zaczął stopniowo popadać w ruinę. Na skutek naszej interwencji głos w sprawie zabrali dwaj urzędnicy oraz prokurator. Według tych pierwszych, urzędy nie złamały prawa, gdy tolerowały sytuację grożącą katastrofą budowlaną. Babcie za remont nie chcą płacić. Wygląda więc na to, że strony pogodzić może tylko prokuratura.

Przypomnijmy. W ub. miesiącu nasz portal zamieścił artykuł pt.: ”Uwaga, katastrofa murowana” – www.bielsko.biala.pl/1429,artykuly, w którym opisywaliśmy szkody budowlane na terenie posesji przy Żywieckiej 25, zamieszkiwanej przez dwie ponad osiemdziesięcioletnie staruszki. Sprawa jest aktualna od 2003 roku, gdy zgodnie z wolą Ratusza poszerzono tę ulicę. W konsekwencji, w bezpośrednim sąsiedztwie mieszkania Ireny i Jadwigi Sobel trwa w najlepsze do dziś całodobowy ruch miejski oraz tranzytowy na trasie Katowice - Zwardoń.

Pioruny, trzęsienia ziemi i ulewy

 

Kruszą się mury ogrodzenia, coraz większe i wyraźniejsze zarysowania widać na ścianach nośnych budynku mieszkalnego. Żelbetonowy słup, na którym wsparta jest ciężka brama wjazdowa pochyla się niebezpiecznie w kierunku ulicy. Przed upadkiem powstrzymuje ją stalowa linka zamocowana na długim, metalowym kołku wbitym w ziemię. Gdy obok przejeżdża TIR, brzęczą szklanki w kredensie.

W sprawie wytworzono wiele pism urzędowych. Do i od zarządów dróg w Katowicach i Bielsku-Białej, prezydenta miasta, nadzoru budowlanego (redakcja dysponuje kopiami). Ich konkluzja była niepomyślna dla staruszek. Już w 2003r. Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego nakazał im naprawienie szkód zagrażających bezpieczeństwu na drodze publicznej.

Urzędnicy powołali się na prawo budowlane, które zobowiązuje właściciela nieruchomości do „zapewnienia bezpiecznego użytkowania obiektu w razie wystąpienia czynników zewnętrznych związanych z działaniem człowieka lub sił natury”. Wśród czynników tych ustawa wymienia m.in. pioruny, trzęsienia ziemi, ulewy i pożary. Próżno jednak pośród nieszczęść owych szukać drgań gruntu pod ciężkimi ciężarówkami. Po 14 dniach nakaz uprawomocnił się, ponieważ panie Sobel nie odwołały się od decyzji inspektora powiatowego.

Tymczasem właścicielki dysponują ekspertyzą niezależnego biegłego budowlanego, wedle której szkody są bezpośrednim skutkiem wzmożonego ruchu ulicznego. Mury mają co prawda 70 lat, lecz wytrzymałyby w dobrym stanie kolejne 70, gdyż zostały wykonane z dobrego, przedwojennego budulca.

Zdaniem eksperta, usterki powinien usunąć administrator jezdni, tj. Miejski Zarząd Dróg. Autor tych wniosków nie jest przypadkowym fachowcem. Jego nazwisko znajduje się na wojewódzkiej liście biegłych. Pan inżynier występuje w sądach w charakterze biegłego. Więc jeśli twierdzi, że obecna sytuacja grozi katastrofą dla użytkowników Żywieckiej, to do sprawy trzeba podejść poważnie.

Panie nie odwoływały się od postanowień urzędników, ponieważ wierzą w sprawiedliwość. Ze względu na swój podeszły wiek nie chcą włóczyć się po sądach ani nie mają sił na pisanie kolejnych próśb, wniosków i odwołań. Mając oparcie w ekspertyzie biegłego, uważają że ich majątek został uszkodzony na skutek technicznej ekspansji miasta. Ale nie domagają się odszkodowania. Wystarczy im naprawienie szkód na koszt Ratusza. Na zrozumienie swojej sytuacji czekały ponad pięć lat. W tym czasie katastrofa wisiała w powietrzu, a właściwie na stalowej lince, na której wsparta jest brama wjazdowa do posesji.

W tych dniach redakcja otrzymała pisma od trzech instytucji, które po naszej interwencji zainteresowały się dramatem pań Sobel. Dziękujemy wszystkim. Rzecznik prezydenta miasta Tomasz Ficoń dowodzi, że MZD nie może wykonać remontu ogrodzenia przy Żywieckiej 25 ze względu na prawomocną decyzję PINB, zobowiązującą właścicielki do „usunięcia stwierdzonego zagrożenia bezpieczeństwa dla ludzi i mienia” we własnym zakresie. Zdaniem rzecznika, spór nie jest wcale taki długi, a pism urzędowych nie było za wiele.


Ducha nikt nie widział, ale istnieje

Znacznie ciekawsze jest pismo od powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. Inż. Józef Paluch chwali staruszki, że podjęły trud wykonania niezależnej ekspertyzy. Jego zdaniem, dokument ten nie jest jednak wiążący dla nikogo. W tej sytuacji do podjęcia prac remontowych na terenie nieruchomości prywatnej zmusić może MZD wyłącznie sąd cywilny na wniosek osób poszkodowanych. Inspektor grozi staruszkom prokuratorem, przypominając o odpowiedzialności karnej za opieszałość w wykonywaniu prawomocnych decyzji urzędowych.

Trudno dziś przesądzić co zrobi w tej sprawie prokuratura. Czy pośle po starsze panie policjanta z kajdankami? Czy może zainteresuje się zadziwiającą, pięcioletnią przerwą w usuwaniu istotnego zagrożenia dla bezpieczeństwa powszechnego w rejonie ulicy Żywieckiej? Jedno jest pewne. Na skutek interwencji portalu zastępca prokuratora okręgowego, Małgorzata Borkowska poinformowała nas, że sprawę przejęła bielska prokuratura rejonowa celem „podjęcia działań w postępowaniu administracyjnym”.

Obok litery prawa istnieje także jego duch, choć nikt dotąd go na własne oczy nie widział. Wartością niewidzialną jest również wrażliwość społeczna, lecz podobno są tacy, którzy spotkali się z nią w bielskich urzędach. Liczymy, że sprawa pań Sobel zostanie załatwiona w zgodzie z duchem i literą prawa.

Zgodnie z przepisami, prokurator bierze udział w postępowaniu administracyjnym, jeśli wymaga tego ochrona praworządności. W tym celu może zażądać przedstawienia dokumentów oraz przesłuchać świadków i biegłych.


Robert Kowal