W kryzysie uczniowie nie powinni jeździć na zielone szkoły nad morze, tylko dać zarobić beskidzkim ośrodkom - uważa Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska. I obiecuje większe dofinansowanie do wyjazdów organizowanych w województwie śląskim.


Zielone szkoły wymyślono, żeby dzieci z terenów zanieczyszczonych mogły spędzić dwa tygodnie na świeżym powietrzu, ucząc się i bawiąc. Co roku trzecioklasiści z podstawówek ze Śląska i Zagłębia wyjeżdżają do miejscowości wypoczynkowych, w których pobyt dofinansowuje WFOŚ. Większość tych pieniędzy trafia jednak do nadmorskich, a nie beskidzkich kurortów, ponieważ aż 90 proc. uczniów jedzie na zieloną szkołę nad Bałtyk. - Rodzice są zdania, że taki wyjazd jest atrakcyjniejszy. Dla wielu dzieci to jedyna okazja, żeby zobaczyć morze i zaczerpnąć zawierającego jod powietrza - mówi Barbara Gruca, dyrektorka katowickiej SP nr 59, której uczniowie w zeszłym roku wypoczywali w Jastrzębiej Górze.

Gabriela Lenartowicz, prezes WFOŚ, chce przekonać rodziców, że równie atrakcyjny, a jednocześnie dużo tańszy może być pobyt w Beskidach. - Szczególnie teraz, gdy mamy kryzys, warto, by rodzice rozważyli oferty ośrodków wypoczynkowych z woj. śląskiego - mówi.

I wyjaśnia, że skorzysta na tym miejscowa branża turystyczna. - Zielone szkoły dofinansowujemy z pieniędzy, które przedsiębiorcy płacą za eksploatację środowiska. Lepiej, by zasiliły rozwój turystyki u nas, a nie nad morzem - przekonuje Lenartowicz.

Zyskać mogą także domowe budżety. I to nie tylko dlatego, że podróż do oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów Wisły jest tańsza. Także dlatego, że WFOŚ zwiększy dotacje do zielonych szkół w regionie. Każdemu trzecioklasiście dopłaci do wyjazdu aż 300 zł, czyli o 50 zł więcej niż dotychczas. Tymczasem do wyprawy nad morze doda jedynie 170 zł, a więc zaledwie 20 zł ponad to co rok temu.

Na jeszcze większe dopłaty mogą liczyć dzieci z rodzin ubogich, zastępczych lub z domów dziecka oraz niepełnosprawne. WFOŚ przygotował dla nich "pakiet antykryzysowy", dzięki któremu, jadąc nad Bałtyk, dostaną 400 zł, a w Beskidy - 500 zł (w obu przypadkach będzie to ok. 200 zł więcej niż przed rokiem). - Obawialiśmy się, że dzieci będące w najtrudniejszej sytuacji mogą w tym roku w ogóle zrezygnować z wyjazdów. Zdajemy sobie sprawę, że w ich przypadku ta wyprawa może być faktycznie jedyną okazją do wypoczynku, dlatego znacznie zwiększyliśmy obie kwoty dofinansowania - wyjaśnia Lenartowicz.

Uczniom, którzy pojadą w Beskidy, WFOŚ opłaci także lekcje edukacji regionalnej, dzięki którym poznają miejscową przyrodę i ludową tradycję.

Piotr Biernat, rzecznik WFOŚ, chce dotrzeć z argumentami do rodziców, zanim uprzedzą go emisariusze znad morza, którzy każdej zimy przyjeżdżają na Śląsk, namawiając dyrektorów do skorzystania z ofert swoich ośrodków. - Dla nich to walka o byt, bo wiosną i jesienią, kiedy organizowane są zielone szkoły, nad Bałtykiem trwa martwy sezon. Dlatego, aby przyciągnąć gości, nie zawsze stosują uczciwe metody. Czasem oferują darmowy pobyt rodzinom nauczycieli albo duże zniżki - mówi Biernat.

Ale Wiesława Szopa, dyrektorka SP nr 15 w Sosnowcu, przekonuje, że to rodzice nie wyobrażają sobie zielonej szkoły gdzie indziej niż nad morzem. - W tym roku proponowałam Beskidy albo Bieszczady. Usłyszałam, że w góry dzieci mogą pojechać na weekend. Już zatem podpisaliśmy wstępną umowę z ośrodkiem w Jastrzębiej Górze - mówi Szopa.

Źródło: Gazeta Wyborcza