Spór dwóch emerytek z Miejskim Zarządem Dróg trwa już ponad pięć lat. Był to jednak zbyt krótki czas, aby urzędnicy z Ratusza zrozumieli, że wszystkim użytkownikom ulicy Żywieckiej w rejonie stadionu miejskiego grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Pytamy prokuratora: ile lat za kratami można przesiedzieć za takie karygodne lekceważenie zagrożenia?

Panie Irena i Jadwiga Sobel są emerytkami i mieszkają przy Żywieckiej „od zawsze”. Przed wojną dom pod numerem 25 kupił ich ojciec. Raty spłacały jeszcze w PRL. Budynek był solidny. Tak, jak wszystkie w okolicy. W tym rejonie przed okupacją osiedlała się śmietanka intelektualna miasta. W sąsiedztwie mieszkali urzędnicy, przedsiębiorcy, oficerowie WP.

Okolica zawsze była spokojna, dlatego ceny gruntu i tutejszych domów należały do wysokich. Obie właścicielki są dziś 80-letnimi staruszkami i doskonale pamiętają przedwojenny pejzaż osiedla. Wzdłuż ulicy rosły stare, dostojne lipy, a przechodnie zażywający akurat spaceru odpoczywali na licznych ławeczkach rozmieszczonych przy trotuarze. Drogą leniwie jeździły furmanki z płodami rolnymi.

Uciążliwości ruchu miejskiego

Taka sielanka przetrwała kilkadziesiąt lat.

- Do pierwszej komunii szedłem w 1972r. – wspomina przyjaciel domu, pan Wiesław. – Dostałem wtedy w prezencie aparat fotograficzny. Wyszedłem na balkon i zaczaiłem się na samochód, chcąc zrobić mu zdjęcie. Na pierwszy pojazd musiałem czekać aż 1,5 godziny!

W miarę upływu czasu miasto wraz ze swoimi uciążliwościami zbliżało się do domu i otaczającego go pięknego ogrodu. Dramat nadciągnął wraz z przebudową ulicy na początku XXI wieku. W obliczu narastającego ruchu miejskiego oraz tranzytowego w kierunku na Katowice i Zwardoń, władze miasta podjęły decyzję o kolejnym poszerzeniu jezdni. Po zakończeniu robót okazało się, że obszerne dotąd pobocze okrojono do wąskiego pasa chodnika. Od krawędzi drogi do ogrodzenia posesji pań Sobel są trzy metry, a do ściany budynku – 8 metrów.

Mieszkańcy domu nr 25 wnet na własnej skórze odczuli ów bliski oddech urbanizacji. Zaczyna pękać przedwojenne żelbetowe ogrodzenie posesji na całej jego długości przylegającej do Żywieckiej, betonowe słupy podtrzymujące ciężką, metalową bramę wjazdową coraz mocniej pochylają się w kierunku chodnika i jezdni. To odchylenie, zmierzone później przez eksperta, wynosi 25 cm od pionu.

W marcu 2003r. właścicielki ślą pismo w tej sprawie do Miejskiego Zarządu Dróg. Wskazują w nim, że uszkodzenia ogrodzenia są rezultatem drgań, których źródłem są przejeżdżające obok auta, głównie ciężkie TIR-y. Ponieważ – jak argumentują wnioskodawczynie – straty wynikają z bodźców od nich niezależnych, żądają natychmiastowej interwencji urzędu oraz naprawienia szkód. W przeciwnym razie dojść może do poważnego zagrożenia zdrowia lub nawet życia użytkowników drogi w wyniku upadku ciężkich elementów ogrodzenia.

Skarga owa rozpoczyna długotrwały spór, którego stroną są z jednej strony dwie emerytki, drugą zaś aparat urzędniczy, który wynajduje co rusz jakieś wytłumaczenie, aby obarczyć kobiety odpowiedzialnością za szkody z tytułu wzmożonego ruchu ulicznego. Podczas oględzin na miejscu pracownik Powiatowej Inspekcji Nadzoru Budowlanego potwierdza realność zagrożenia dla przechodniów i kierowców. W ślad za nim wkrótce z urzędu nadchodzi pismo z nakazem wykonania remontu pochylonych słupów i innych elementów ogrodzenia od strony ulicy Żywieckiej na koszt...właścicieli posesji.

W sukurs staruszkom przychodzi wtedy niezależny rzeczoznawca budowlany, który posiada rekomendacje wojewody śląskiego oraz bielskiego sądu okręgowego. Jego ekspertyza obala wszystkie dotychczasowe argumenty urzędników. „Stan techniczny bramy – pisze magister inżynier budownictwa po analizie stanu ogrodzenia – stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo dla użytkowników chodnika i jezdni od strony Żywieckiej”. Co prawda ogrodzenie ma już 70 lat, lecz zostało wykonane z dobrego materiału i przy prawidłowej eksploatacji mogłoby służyć następne 70 lat.

Remont potrzebny od zaraz

W opinii specjalisty, przyczyną zniszczeń są nie tylko drgania gruntu, ale także nieszczelność przewodów kanalizacyjnych pod chodnikiem. Nie bez znaczenia dla stałego pogarszania się stanu technicznego ogrodzenia jest ponadto obniżenie poziomu gruntu o ok. pół metra, do którego doszło podczas inwestycji zleconej przez władze miasta.

„Miejski Zarząd Dróg jest administratorem ulicy - pisał w konkluzji biegły – i dlatego pod względem prawnym odpowiada za skutki poszerzenia ulicy”. Konieczny jest zatem natychmiastowy remont ogrodzenia. Rzeczoznawca stwierdził 100 proc. zużycie bramy wjazdowej do posesji. Jego zdaniem, pozostała część ogrodzenia jest zniszczona tylko w 70 proc., lecz w razie zaniechania remontu nie upłynie rok, gdy będzie w podobnym stanie, co brama.

Zarząd dróg ocenił ekspertyzę jako nieobiektywną, a inspektor budowlany przyznał racje kolegom z Ratusza. Pouczył panie Sobel, że jeśli czują się skrzywdzone, to mogą sądzić się z urzędem na drodze cywilnej. Lecz emerytki nie chcą procesu. Nie zamierzają też występować o odszkodowanie za zniszczenia. Proszą władzę wyłącznie o naprawienie ogrodzenia oraz przegląd ścian budynku, które na domiar złego w ostatnich latach zaczęły w wielu miejscach pękać.

Na tym sprawa ucichła. Od czasu wspomnianej wymiany pism minęło pięć lat. Mimo realnego zagrożenia dla użytkowników ulicy, urzędnicy miejscy wspierani przez powiatowego fachmana od nadzoru nad nimi ograniczyli się do sporządzenia stosu mądrych pism. Pochylający się wciąż żelbetowy słup, na którym wsparta jest brama podtrzymuje teraz lina osadzona w stalowym kołku wbitym w ziemię. To prowizoryczne zabezpieczenie wykonały na swój koszt właścicielki nieruchomości i na więcej je nie stać.

Tymczasem stan techniczny nawierzchni ulicy Żywieckiej jest coraz gorszy. Jezdnia zapada się pod ciężkimi pojazdami, pojawiają się wciąż nowe dziury. W efekcie, drgania są częstsze i mocniejsze. Panie siedzące przy podwieczorku zawsze czują, że do ich domu zbliża się kolejny TIR. Bywa, że herbatka chlupocze wtedy w filiżance i występując z jej brzegów, zalewa pamiątkowy, przedwojenny obrus. A tak tu było spokojnie przed okupacją...


xxx

Prosimy prokuraturę o ewentualne zajęcie się tą sprawą i zbadanie czy postępowanie osób zwlekających z remontem ogrodzenia wypełnia znamiona przestępstwa określanego przez prawo jako sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób.

Robert Kowal