Uzdrowisko do prywatyzacji
Ministerstwo Skarbu Państwa chce sprywatyzować Przedsiębiorstwo Uzdrowiskowe "Ustroń" S.A. Kuracjusze, pracownicy sanatoriów i burmistrz Ustronia są pełni obaw. Tymczasem prezes uzdrowiska Grzegorz Dziewior unika rozmów o prywatyzacji.
Resort skarbu planuje prywatyzację 12 z 25 polskich uzdrowisk. Proces komercjalizacji ma potrwać do 2011 roku (w pięciu zakładach już trwa). Jak informuje Joanna Szmid, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, w planach jest też prywatyzacja m.in. Przedsiębiorstwa Uzdrowiskowego "Ustroń" S.A. - Prywatyzacja polskich uzdrowisk jest konieczna ze względu na podniesienie ich konkurencyjności na rynku - tłumaczy Szmid.W skład Przedsiębiorstwa Uzdrowiskowego "Ustroń" S.A. wchodzą cztery sanatoria: Równica, Kos, Narcyz oraz Rosomak, posiadające łącznie 1325 miejsc. Leczy się w nich głównie choroby reumatyczne i narządu ruchu, choroby serca i naczyń krwionośnych, choroby neurologiczne i układu oddechowego, cukrzycę oraz otyłość. Przedsiębiorstwo posiada własne laboratorium, gabinety diagnostyczne, rehabilitacyjne oraz baseny. Centralnym obiektem dzielnicy sanatoryjnej Ustronia - Zawodzia, jest Uzdrowiskowy Zakład Przyrodoleczniczy. Oferuje on zabiegi z zakresu kinezyterapii i fizjoterapii oraz hydroterapii, na którą składają się kąpiele w basenach solankowych i borowinie. Każdego dnia zakład wykonuje około 5600 zabiegów.
Prywatyzacja, a co za tym idzie dokapitalizowanie, ma na celu rozwój przedsiębiorstwa. Rząd odpowiada za konstrukcję dobrej umowy prywatyzacyjnej i trudno tu z góry zakładać złą wolę, ale zawsze przy tego typu działaniach jest pewna obawa - tłumaczy w rozmowie z Gazetącodzienną.pl Ireneusz Szarzec, burmistrz Ustronia. - Ze strony miasta wszystko jest zabezpieczone m.in. operat uzdrowiskowy czy statut. Przymierzamy się również do otwarcia pijalni wód mineralnych, co ma zwiększyć zakres usług wykonywanych w uzdrowisku.
Pełni obaw są też kuracjusze. - Z samej obsługi, która była bardzo miła i profesjonalna oraz zabiegów jestem bardzo zadowolona, cena też nie jest wygórowana. Ale po prywatyzacji to chyba tylko Niemców będzie stać, żeby przyjechać do sanatorium w Ustroniu - wzdycha Halina Grankiewicz, kuracjuszka z województwa wielkopolskiego.
O swój los obawiają się pracownicy sanatoriów. Ich zdaniem, w wyniku prywatyzacji może dojść do szukania oszczędności i redukcji zatrudniania. - Kierownictwo miało już pomysł na oszczędności, ogłosiło przetarg na sprzątanie obiektów, bo praca personelu sprzątającego wydawała im się za droga. Najtańsza oferta zgłoszona do przetargu była o kilkaset tysięcy większa niż koszt pracy dotychczasowego personelu. Cały czas żyjemy w obawie, co dalej będzie z naszym zakładem, tym bardziej, że kierownictwo nie informuje nas o tych sprawach - mówi jedna z pracownic uzdrowiska.
Prezes Przedsiębiorstwa Uzdrowiskowego "Ustroń", Grzegorz Dziewior, mimo wielu prób umówienia się na rozmowę, nie znalazł dla nas czasu. Tymczasem w wyniku prywatyzacji może dojść do zlikwidowania świadczonych w przedsiębiorstwie usług, co z kolei uderzy w pacjentów, którzy w razie nie zawarcia przez inwestora strategicznego kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia, zostaną pozbawieni bezpłatnego dostępu do świadczeń medycznych. - Gdyby tak się stało, byłaby to katastrofa na skalę krajową - uważa burmistrz Ustronia.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Artykuł wyświetlono 1158 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 0
brak komentarzy

Klauzula informacyjna ›