W przedszkolach nie ma miejsca!
W tym roku wielu pragnących zapisać dziecko do przedszkola będzie miało poważny problem. Podbeskidzkie placówki nie są w stanie pomieścić wszystkich maluchów z nowego pokolenia wyżu demograficznego. Listy oczekujących liczą nawet po kilkadziesiąt dzieci!
Zgodnie z prawem o przyjęcie do przedszkola od września mogą ubiegać się również dzieci dwuipółletnie, lecz w tym roku w większości placówek takich malców nawet nie brano przy rekrutacji pod uwagę. - W ubiegłym roku przyjmowaliśmy dwuipółlatki, gdyż mieliśmy miejsca. Teraz to niemożliwe. W rekrutacji odpadło piętnaścioro ubiegających się o przyjęcie dzieci w wieku od trzech do pięciu lat. Obniżył się wiek maluchów wysyłanych do przedszkoli. Matki nie mogą sobie pozwolić na długie urlopy wychowawcze, a rzadko którą stać na luksus siedzenia z dzieckiem w domu - wyjaśnia dyrektor przedszkola nr 50.
Dyrektorki przedszkoli tłumaczą, że rodzice mogą się jeszcze załapać na wolne miejsce. - Staramy się dowiadywać, która z nas może jeszcze przyjąć przedszkolaka i przekazujemy rodzicom te informacje - mówi Inga Ilnicka.
Z kolei Bogumiła Żurek, kierująca bielskim przedszkolem nr 27 uspokaja: - Ten problem nie dotyczy wszystkich przedszkoli. Wszystko będzie jasne dopiero w czerwcu, po spotkaniach z rodzicami. Poskładano bowiem karty do wielu placówek.
Integracyjne przedszkole nr 1 w Bielsku-Białej przyjęło w tym roku wszystkie ubiegające się o to dzieci niepełnosprawne. - Zapisy prowadzimy dwutorowo, osobno dla maluszków zdrowych, osobno dla niepełnosprawnych. Tych pierwszych odpadło w tym roku 28. Aby sprawnie przeprowadzić rekrutację, staramy się spotykać z rodzicami i ich pociechami, ale wolnych miejsc i tak jest góra 15, więc problem się nasila - komentuje dyrektor Ewa Jakubowska-Fiuk.
W Czańcu nie tworzono już nawet listy oczekujących. - Rodzice wciąż dzwonią i pytają o możliwość zapisania dziecka. Gdybym tworzyła listę, byłoby na niej z pewnością kilkadziesiąt osób - mówi Kazimiera Kojder, dyrektor czanieckiego Jasia i Małgosi. Z kolei w bielskim Groszku zostało jedno wolne miejsce. Niestety - nie w przedszkolu, lecz zerówce. - Jeśli na rezerwowej liście mam już dziesięciu oczekujących, zamykam ją, bo dalsze zapisy nie mają sensu - stwierdza dyrektor Klaudia Białojańska.
Niewykluczone, zwłaszcza że uległy złagodzeniu wymagania sanitarne, budowlane i przeciwpożarowe dla zespołów i punktów przedszkolnych. Pod koniec maja nowe przepisy wejdą w życie. Dotyczyć będą tylko małych zespołów, prowadzących nie więcej niż jedną grupę dzieci. Być może ułatwi to wreszcie działania osobom, które już wcześniej przymierzały się do założenia niewielkiego punktu przedszkolnego - lecz wymogi - takie same jak dla dużych placówek publicznych - blokowały ich możliwości.

Dzieci do przedszkola chodzić powinny. Dzięki opiece wykwalifikowanych przedszkolanek i kontaktom z rówieśnikami maluchy szybciej się uczą, prędzej stają się samodzielne. Psychologowie zgodnie twierdzą, że uczęszczanie do przedszkola ma istotny wpływ na rozwój kilkulatków, ale nie wszyscy rodzice są tego zdania. Wiele matek woli nie wypuszczać pociechy spod swej kurateli, póki nie obejmie jej obowiązek szkolny, czyli zerówka. Nie każda latorośl również nadaje się do przedszkola - niektóre maluchy pozostawione bez mamy płaczą, nie asymilują się w środowisku rówieśników i koniec końców, trzeba poczekać, aż emocjonalnie dojrzeją. Takich wypadków jest jednak niewiele, a coraz wyższa atrakcyjność zespołów przedszkolnych zachęca zarówno rodziców, jak i dzieci.
Winny wyż
- Pocałowaliśmy klamkę już w czterech przedszkolach publicznych. Odpadamy w rekrutacji, bo moja żona nie pracuje. Nie może jednak podjąć pracy dopóki nie znajdziemy dla Kasi opieki. I koło się zamyka! Na prywatne przedszkole już za późno, zresztą i tak nie ma miejsc. Na nianię nas nie stać, dziadkowie jeszcze pracują. Znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia! Żona będzie musiała siedzieć w domu zanim mała nie pójdzie do zerówki, czyli jeszcze minimum dwa lata - żali się bielszczanin, ojciec trzyletniej Kasi. Podobny problem ma ogromna liczba podbeskidzkich rodziców. Wszystkiemu winien demograficzny wyż. Zapisy do publicznych przedszkoli zaczęły się w kwietniu i w większości placówek już się skończyły. - Kilka lat temu nie było żadnego kłopotu przy rekrutacji, a w tym roku musieliśmy odrzucić bardzo wiele zgłoszeń. W tej chwili na liście oczekujących mam 29 maluchów, głównie trzylatków - informuje Inga Ilnicka, dyrektor przedszkola nr 17 w Bielsku- Białej. Zgodnie z prawem o przyjęcie do przedszkola od września mogą ubiegać się również dzieci dwuipółletnie, lecz w tym roku w większości placówek takich malców nawet nie brano przy rekrutacji pod uwagę. - W ubiegłym roku przyjmowaliśmy dwuipółlatki, gdyż mieliśmy miejsca. Teraz to niemożliwe. W rekrutacji odpadło piętnaścioro ubiegających się o przyjęcie dzieci w wieku od trzech do pięciu lat. Obniżył się wiek maluchów wysyłanych do przedszkoli. Matki nie mogą sobie pozwolić na długie urlopy wychowawcze, a rzadko którą stać na luksus siedzenia z dzieckiem w domu - wyjaśnia dyrektor przedszkola nr 50.
Zapobiegliwi rodzice
W bielskim przedszkolu nr 4 w rekrutacji odpadło dwadzieścioro dzieci, w przedszkolu nr 6 aż trzydzieścioro maluchów nie załapało się na miejsce. Podobna sytuacja jest w większości podbeskidzkich placówek. - W pierwszej kolejności przyjmowane są pociechy samotnych matek, rodzeństwa tych dzieci, które już tam uczęszczają oraz dzieci z domów, gdzie oboje rodziców pracuje. Problem pojawił się już w zeszłym roku, teraz poważnie narasta. Na naszej liście rezerwowej jest 10 osób - powiedziano nam w przedszkolu nr 2 w Bielsku- Białej. Dyrektorki przedszkoli tłumaczą, że rodzice mogą się jeszcze załapać na wolne miejsce. - Staramy się dowiadywać, która z nas może jeszcze przyjąć przedszkolaka i przekazujemy rodzicom te informacje - mówi Inga Ilnicka.
Z kolei Bogumiła Żurek, kierująca bielskim przedszkolem nr 27 uspokaja: - Ten problem nie dotyczy wszystkich przedszkoli. Wszystko będzie jasne dopiero w czerwcu, po spotkaniach z rodzicami. Poskładano bowiem karty do wielu placówek.
Integracyjne przedszkole nr 1 w Bielsku-Białej przyjęło w tym roku wszystkie ubiegające się o to dzieci niepełnosprawne. - Zapisy prowadzimy dwutorowo, osobno dla maluszków zdrowych, osobno dla niepełnosprawnych. Tych pierwszych odpadło w tym roku 28. Aby sprawnie przeprowadzić rekrutację, staramy się spotykać z rodzicami i ich pociechami, ale wolnych miejsc i tak jest góra 15, więc problem się nasila - komentuje dyrektor Ewa Jakubowska-Fiuk.
Prywatne też przepełnione
Czy zatem jedyną alternatywą pozostają prywatne przedszkola? Niegdyś do tego typu placówek uczęszczały jedynie pociechy rodziców z najzasobniejszymi portfelami, teraz sytuacja wymusza zainwestowanie w prywatne przedszkole również na średniozamożnych. Dostać się łatwiej, gdyż zazwyczaj obowiązuje zasada „kto pierwszy, ten lepszy”. Ale i tutaj pojawiają się schody. Kto zapobiegliwie nie zapisał córki czy syna pół roku temu, po cichu licząc na miejsce w publicznym przedszkolu, ten srodze się zawiódł. - Był moment, że na liście oczekujących mieliśmy 65 dzieci. Nie wiadomo, co zrobią ci rodzice. Publiczne przedszkola przepełnione, prywatne też, a i ze znalezieniem opiekunki coraz większy problem. Rzadko kogo na to stać, przedszkole, nawet niepubliczne, wychodzi taniej - uważa Alicja Stawowiak, dyrektor prywatnego przedszkola Jaś i Małgosia w Cieszynie. W Czańcu nie tworzono już nawet listy oczekujących. - Rodzice wciąż dzwonią i pytają o możliwość zapisania dziecka. Gdybym tworzyła listę, byłoby na niej z pewnością kilkadziesiąt osób - mówi Kazimiera Kojder, dyrektor czanieckiego Jasia i Małgosi. Z kolei w bielskim Groszku zostało jedno wolne miejsce. Niestety - nie w przedszkolu, lecz zerówce. - Jeśli na rezerwowej liście mam już dziesięciu oczekujących, zamykam ją, bo dalsze zapisy nie mają sensu - stwierdza dyrektor Klaudia Białojańska.
Łagodniejsze wymogi
Ci rodzice, którym dziadkowie lub emerytowana ciocia nie przyjdą z pomocą, znajdą się w kropce. Przepełnione placówki nie są w stanie przyjąć większej liczby dzieci. Niania to wciąż luksus, na który stać nielicznych. Czy wobec tego popyt wymusi podaż i powstanie więcej prywatnych placówek? Niewykluczone, zwłaszcza że uległy złagodzeniu wymagania sanitarne, budowlane i przeciwpożarowe dla zespołów i punktów przedszkolnych. Pod koniec maja nowe przepisy wejdą w życie. Dotyczyć będą tylko małych zespołów, prowadzących nie więcej niż jedną grupę dzieci. Być może ułatwi to wreszcie działania osobom, które już wcześniej przymierzały się do założenia niewielkiego punktu przedszkolnego - lecz wymogi - takie same jak dla dużych placówek publicznych - blokowały ich możliwości.

Monika Biba
Artykuł wyświetlono 2674 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 6
akacja
Otwierają w Bielsku nowe przedszkole od września od ulicy krakowskiej skręca się koło nowo powstałego tydzień temu sklepu biedronki w Stronę Lipnika.
pracująca mama
Też mam takie szczęście że mama zostaje z moim dwuletnim dzieckiem w domu oboje z mężem pracujemy i nie mamy zamiaru posyłać dziecka do przedszkola nie dość że są przepełnione to jeszcze jest to straszny szok dla takiego malucha, który cały czas był w domu i miał swoje przyzwyczajenia a tu nagle obce osoby obce dzieci i nowe miejsce. Kto inny niż babcia podmucha na rozbite kolano i uspokoi gdy jest zdenerwowane. Jestem zdania że do przedszkola powinno posyłać się dzieci w ostateczności.
jigoku
Róbcie tak dalej ... prawda jest taka, że gdyby w mojej rodzinie nie było dyżurnej babci to w takiej sytuacji została by tylko emigracja , bo za średnią krajową (a nawet trochę więcej) nie da się utrzymać trzyosobowej rodziny. Ot i mamy prawdziwą politykę prorodzinną. A politycy i kościół dalej się dziwią dlaczego tak mało dzieci się rodzi. Tak samo jak chodzi o samą pomoc po narodzinach dziecka. Macierzyński jest dramatycznie krótki a wychowawczy to śmiech na sali. Czasami to aż szkoda słów ...
ania0703
do gim/ w szkole sadza się dzieci do ławek i do ich nazwijmy to opieki potrzebna jest jedna osoba natomiast w przypadku dzieci dwu- trzy- czy cztero- letnich jest inny problem ponieważ każde z nich wymaga opieki więc opiekunów jest więcej takie brzdące trzeba nakarmić wyprowadzić do łazienki i okiełznać jakoś jedna osoba nie ma szans przy grupie 30-osobowej a co dopiero jak wychodzi się z nimi na podwórko. Co da rodzicom że będą mogli zostawić dziecko w jakiejś mini placówce na 3-4 godziny jeżeli oboje pracują po 8 co będzie z dzieckiem po upływie tego czasu.
gjm
uwazam, ze takie prywatne mini-placowki (jak np w Niemczech) sie doskonale sprawdzaja. to nie tylko przedszkole, ale w ogole miejsce gdzie mozna zostawic dziecko, nawet 2-letnie(!), np na 3-4 godziny, kilka dni w tygodniu. nie kosztuje duzo, a wiele moze ulatwic. natomiast dziwi mnie, ze przedszkola tak dbaja o to, ze grupy nie moga byc wieksze niz x dzieci, a szkoly tego problemu nie maja (zgodnie z zasada: ile miejsc w klasie tyle uczniow wlezie). dlaczego do klas w szkolach mozna pakowac uczniow jak worki, w ogole nie patrzac na to, jaki to ma wplyw na poziom nauczania?
ania0703
To jest szczyt żeby nie było miejsc dla dzieci w przedszkolach ale utworzenie nowych placówek również nie ma sensu ponieważ za kilka lat może nastąpić (i pewnie nastąpi) kolejny niż i wtedy te placówki nie będą potrzebne. Zostaje chyba jedynie dalej zostać z dzieckiem w domu.

Klauzula informacyjna ›