Ostatnie dni przyniosły dużo ciepła. Każdy z nas wspólnie ze swoim pupilem chce gdzieś wyskoczyć poza miasto, by odpocząć od zgiełku i wrzasku. Wybiera zwykle piękne zielone tereny dające poczucie przestrzeni - łąki lub pełne drzew pobliskie  lasy, żeby pies się wybiegał i dał nam w końcu spokój. Zazwyczaj człowiek nie daje wtedy wiary, że może mu się przydarzyć przykra niespodzianka. Ta niespodzianka nazywa się: KLESZCZ.

 - Byłam ostatnio ze swoimi psami na lotnisku. Nie mogłam uwierzyć, gdy po powrocie do domu na każdym z psów znalazłam po pięć kleszczy. Były wszędzie, chodziły nawet po podłodze - usłyszałem nie tak dawno od koleżanki i postanowiłem zając się tym tematem.

Następnego dnia koleżanka pełna obaw i niepewności pojechała z psami do weterynarza, żeby je nasmarował odpowiednimi preparatami „odkleszczającymi”. Pomogło! Temat stary, jak świat. Ale takich ludzi, jak nasza bohaterka jest niewielu-świadomych odpowiedzialności za swoich podopiecznych, zapewniających im właściwą opiekę. Ważne jest, żeby nie popadać w obsesję i nie sprawdzać kompulsywnie psa co chwilę. Z drugiej jednak strony nie można udawać, że problemu nie ma lub że nas nie dotyczy.

Niestety, lekkie zimy spowodowały zwiększoną inwazję kleszczy. Najgorsze zaś jest to, że zakażenie od chorego kleszcza - nie zauważone w porę przez opiekuna - może się skończyć tragicznie, nawet  śmiercią psa. Należy więc wcześniej zadbać o profilaktykę i zabezpieczyć się przed przykrymi niespodziankami. Wtedy pewne jest, że wczesna interwencja będzie skuteczna – uratuje życie naszemu psu.
Błędna świadomość, że kleszcze żyją tylko poza miastami przynosi więcej szkód niż pożytku. Okazuje się bowiem, że warunki sprzyjające egzystencji znajdują także w naszym otoczeniu. Są tam, gdzie mogą przetrwać – na trawnikach, skwerach z drzewami, również w naszych przydomowych ogródkach.

Co możemy zrobić:
Wszystkie preparaty przeciwkleszczowe zakupujemy TYLKO w lecznicach weterynaryjnych. Nie są to tanie środki, ale na pewno zdecydowanie skuteczniejsze niż kupione w przypadkowym sklepie. Nie oszczędzajmy na zdrowiu naszego psa! W innym wypadku możemy później wydać zdecydowanie więcej na leczenie chorego psa bądź też go po prostu stracić.

Aby zapobiec najgorszemu:
* zaopatrzmy psa w obroże przeciwkleszczową działającą w zależności od rodzaju produktu od 4-7 miesięcy. Po założeniu obroży, obserwujmy psa przez parę dni czy jest on uczulony na preparat w niej zawarty. Bardzo rzadko, ale występują czasem powikłania - wysypka w miejscu obroży czy lub występująca duszność u psa,
* psy szorstkowłose i długowłose, po konsultacji z lekarzem weterynarii, powinniśmy zabezpieczać podwójnie. Dodatkowo - aplikacją z pipety lub środkiem przeciwkleszczowym w sprayu. Dawka ta starcza na około miesiąc. Trzeba więc zabieg powtarzać.
Nie jest to jednak stuprocentowa gwarancja, że nasz pies uniknie złapania zakażonego kleszcza. Dlatego też, po każdym spacerze należy jego skórę dokładnie sprawdzić. Obserwujmy nasze psy i każde ich odbiegające od normy zachowanie. Np., gdy:

 - pies jest smętny, nie ma ochoty na swoje codzienne psoty i zabawy lub na wyjście na spacer, ma wyraźne problemy z oddychaniem,
- brakuje mu apetytu, nie zjada z chęcią swojego do tej pory ulubionego jedzenia lub przestaje w ogóle jeść albo wymiotuje,
- ma podwyższoną temperaturę,
 - jego mocz jest mętny,
 - jego gałki oczne oraz dziąsła są żółte (żółtaczka jest dalszym, groźnym etapem choroby).

Gdy wystąpią powyższe symptomy, należy natychmiast udać się z psem do lekarza weterynarii i wydać ok. 30-50 zł na badania krwi w kierunku chorób „odkleszczowych”. Tylko szybka reakcja z naszej strony może pomóc psiakowi. Każda minuta, godzina  jest na wagę życia psa. Pamiętajmy o tym.

                                                                                 B.C.