Tysiąc dni ze świeczką
Bielszczanin Jarosław Biernat zna ceny wszystkich rodzajów świeczek w mieście. Wie, które najlepiej nadają się do oświetlenia mieszkania. - Cóż... W mojej sytuacji to wiedza niezbędna - wzdycha.
Na stoliku w mieszkaniu pana Jarosława, byłego animatora filmów rysunkowych, leży stos książek - bardzo lubi czytać. Ale jak czytać w mieszkaniu bez prądu? Zwłaszcza teraz, gdy dni są krótkie? Biernat dziennie zużywa dwie świeczki, ma też latarkę. - Przez czytanie przy świeczce popsułem sobie tylko wzrok - mówi. Próbuje sobie jakoś poradzić. Telefon komórkowy ładuje u sąsiadki. Słucha radia na baterie. Na kalendarzu zaznacza kolejne dni, które przeżył bez prądu. Przetrwał już 1115 dni. Ale ma już tego serdecznie dość.Biernat mieszka w bielskich blokach socjalnych przy ul. Sobieskiego. To miejsce jest utrapieniem energetyków. Tylko jesienią 2005 r. policjanci namierzyli tam kilkunastu mieszkańców kradnących prąd. Za zgodą administracji energetycy przenieśli wtedy liczniki na zewnątrz budynków, umieścili je w solidnych metalowych skrzynkach. Zabezpieczyli je największym płaskownikiem, jaki udało się im znaleźć. Ale nawet to nie pomogło. Zabezpieczenie znikło. Kradzieże nie ustały także po zdemontowaniu liczników u przyłapanych na kradzieży mieszkańców. Dalej uprawiali pajęczarstwo.
Biernat opowiada, że właśnie wtedy, jesienią 2005 r., zaczęły się jego problemy. Gdy pewnego dnia wrócił do domu, okazało się, że w mieszkaniu nie ma prądu. Pod jego nieobecność zdemontowano licznik. A jego samego posądzono o kradzież prądu. Przesłuchała go policja. - Prokuratura nie przedstawiła mi żadnych zarzutów - mówi. - Bo prądu nie kradłem. Kupiłem energooszczędne żarówki, płaciłem rachunki po 20-30 zł. Kradzież nijak mi się nie opłacała - zapewnia.
Dodaje, że energetyka wystąpiła przeciwko niemu na drogę sądową, żądając zapłacenia ponad 6 tys. zł za nielegalny pobór prądu. Bielski Sąd Rejonowy oddalił we wrześniu tego roku pozew. - To kolejny argument przemawiający na moją korzyść, dowód, że nie jestem złodziejem - uważa.
Wielokrotnie próbował wyjaśnić sprawę, bez efektu. 19 listopada złożył więc pismo do bielskiego oddziału Enion Grupa Tauron SA z żądaniem przywrócenia dostaw energii. Przypomina, że energetyka przegrała z nim w sądzie, więc muszą wznowić mu dostawy prądu. "Powiedzmy, że z poważaniem" - dodał nad swoim podpisem pod tym pismem. - Kończy mi się już cierpliwość - tłumaczy.
Kilka dni temu minął termin, jaki wyznaczył energetykom na wznowienie dostaw prądu. W jego mieszkaniu nadal jest jednak ciemno. Energetycy przyznają, że żądanie zapłaty zostało przez sąd oddalone. Dlaczego w takim razie nie zamontowali Biernatowi z powrotem licznika? - Wyjaśniamy właśnie tę sprawę, jest dosyć skomplikowana - tłumaczy Kazimierz Szypuła, rzecznik prasowy bielskiego oddziału Enion Grupa Tauron SA.
Biernat czeka na wyjaśnienia. - Ze spokojem, bo nie mam sobie nic do zarzucenia. Nie zapłaciłem dwóch rachunków za prąd o łącznej wysokości około 40 zł. To mój protest przeciwko bezprawnemu zdemontowaniu licznika. Jak mi go oddadzą, tego samego dnia zapłacę rachunki - zapewnia.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Artykuł wyświetlono 933 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 1
benia
i jak tu wygrać z molochami oni są bezkarni a człowiek mieszka jak w średniowieczu

Klauzula informacyjna ›