Robert B., tak jak  sześciu innych spadochroniarzy pierwszego plutonu szturmowego  18. batalionu desantowo-szturmowego, w ciągu ostatniego roku spędził w domu tylko cztery dni. Po sześciu miesiącach misji w Afganistanie kolejne pół roku kwaterował w areszcie. Teraz może wreszcie wrócić do najbliższych, bo w piątek Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie zwolnił z aresztu jego oraz starszych szeregowych Jacka J. i Damiana L.

- Jestem szczęśliwa i zaskoczona. Szczerze mówiąc, nie wierzyłam, że Roberta wypuszczą. Czekam na niego w domu. Z drugiej strony bardzo mi przykro, że nie wypuścili pozostałych chłopaków. Doskonale wiem, że dla ich bliskich to straszny cios. Mam nadzieję, że wszyscy wyjdą z aresztu, w którym żaden z nich nie powinien się nigdy znaleźć – mówi Elżbieta, żona starszego szeregowego Roberta B.

Pod kluczem zostaną do procesu  kpt. Olgierd O.,ppor.Łukasz B.,chor. Andrzej O. oraz plut.Tomasz B. Zwolnionych z aresztu żołnierzy sąd zawiesił w czynnościach służbowych i zakazał opuszczania kraju.- Należy odróżnić  żołnierzy od ich przełożonych, którzy mogli spowodować, że rozkaz ostrzelania wioski - o ile został wydany - nie zostanie wykonany – tak uzasadnił decyzję o wypuszczeniu szeregowców z aresztu sędzia ppłk Rafał Korkus.

- Sędzia okazał klasę. Jako pierwszy przyznał, że żołnierze działali w warunkach wojennych i trudno jest oceniać zachowanie podejrzanych. Cieszę się, że szeregowi wychodzą na wolność, żal mi oficerów i podoficerów – twierdzi obrońca Damiana L., mecenas  Piotr Kruszyński.
Decyzją sądu był wyraźnie zaskoczony płk Jakub Mytych, szef zespołu prokuratorów prowadzących śledztwo w sprawie śmierci ośmiu cywilów w Nagar Khel. Po ogłoszeniu postanowienia nie chciał nawet powiedzieć, czy zaskarży tę decyzję. Według naszych informacji, prokuratura zaczęła już pisać akt oskarżenia. Prawdopodobnie do końca czerwca zostanie on skierowany do sądu.

W piątek okazało się, że biegli psychiatrzy wydali opinie wskazujące, że trzech z siedmiu podejrzanych  podczas ataku na wioskę Nagar Khel 16 sierpnia ub.r. znajdowało się  pod wpływem  stresu bojowego ograniczającego ich zdolność do kierowania swoim postępowaniem. Choć ta opinia może wpłynąć na zmniejszenie ewentualnych wyroków, to nie została uwzględniona przez sąd   przy rozpatrywaniu wniosków prokuratury o przedłużenie aresztów.
 - Mój syn nie wydał rozkazu ostrzelania wioski. Tragedię, która się wydarzyła należy traktować jako wypadek. Misja w Afganistanie jest operacją wojenną. Społeczeństwo się oszukuje twierdząc, że jest to misja stabilizacyjna – mówił po wyjściu z sali sądowej Józef C., ojciec kapitana Olgierda C.

Adwokaci żołnierzy, którzy pozostali w areszcie zapowiadają złożenie zażaleń od niekorzystnego dla ich klientów postanowienia sądu. Do czasu rozpatrzenia zażaleń, najprawdopodobniej gotowa będzie opinia biegłych, którzy w kwietniu br. testowali w Afganistanie moździerz, z którego żołnierze ostrzelali wioskę Nangar Khel.
Do tej sprawy będziemy wracali w naszych publikacjach.

                                                                                                  AXW