Kolejne utrudnienia dla niepełnosprawnych
- To dramat. Muszę jechać dwoma autobusami, długo czekać na przystankach, potem pokonywać kilkaset metrów zdewastowanym chodnikiem - mówi Teresa Janik, która porusza się przy pomocy kul.
Do siedziby zespołu można dojechać tylko autobusami linii 5 i 13. Żadna z nich nie jest linią tranzytową, łączącą odległe dzielnice i centrum. Przystanki obu tras są znacznie oddalone od biura obsługującego niepełnosprawnych. Na dodatek ulica Lipnicka i przylegające do niej chodniki nie były remontowane od lat.
- Dla ludzi o kulach to droga przez mękę. Wielu dociera do nas ze łzami w oczach. Niektórzy potrzebują na wybranie się tu dwóch dni, bo najpierw muszą sprawdzić w rozkładach jazdy, jakie autobusy dojeżdżają na Lipnicką. Żal nam jest wszystkich mających ten problem, tym bardziej, że są gminne obiekty, do których byłoby im o wiele wygodniej dotrzeć - zapewniają pracownice zespołu, prosząc o zachowanie anonimowości, bo na razie nie planują zmiany pracy.
Kiedy za 10 milinów złotych modernizowano budynek starej łaźni dla Powiatowego Urzędu Pracy, padały argumenty o konieczności przystosowania obiektu do potrzeb niepełnosprawnych. Trudno więc zrozumieć, dlaczego właśnie tam nie wygospodarowano pomieszczeń dla Miejskiego Zespołu ds. Orzekania o Niepełnosprawności. Tym bardziej, że obok urzędu zatrzymują się autobusy kilkunastu popularnych linii miejskich.
- Bo w Bielsku niepełnosprawni traktowani są jak ludzie drugiej kategorii, których można wyrzucić gdzieś na obrzeża. Gdzie trudno dojechać. To nie sprawa pieniędzy, ale złej woli - uważa Andrzej Jakubiczka, poruszający się na wózku inwalidzkim.
- Do nas żadne skargi nie docierają - wyjaśnia Tomasz Ficoń, rzecznik bielskiego UM. Jak twierdzi z Brodzińskiego zespół został przeniesiony ze względu na zły stan budynku, w którym się znajdował. Obiekt zagrażał bezpieczeństwu ludzi, a koszt remontu przewyższałby jego wartość. Zespół trafił na Lipnicką, bo spośród lokali, którymi dysponowała gmina, był jedynym, który nie miał barier architektonicznych.
- Odległość placówki od przystanku była mierzona. Od ulicy Żywieckiej jest 400 metrów. Tyle samo było od Hulanki do Brodzińskiego, a urzędnicy odpowiedzialni za tę jednostkę prowadzą już rozmowy z MZK, by zrobić przystanek na żądanie w pobliżu budynku - podkreśla Ficoń.
Źródło: Dziennik Zachodni

Klauzula informacyjna ›