Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej wielką burzę na sali wywołał wniosek niektórych radnych w sprawie zmiany nazwy części ulicy Karola Krausa na ulicę Fatimską. „Absolutnie nie zgadzamy się na taką propozycję”- grzmiała z trybuny przedstawicielka lokalnych mieszkańców. W imię jakich interesów radni chcieli naciągnąć wyborców na wydatki związane z ewentualną realizacją wniosku i prowokować konflikt społeczny na tle religijnym? – pyta nasza redakcja.


Cud komorowicki?

Wniosek w sprawie zmiany części ulicy Krausa na Fatimską wpłynął od Komisji Kultury, Sztuki i Ochrony Zabytków Rady Miejskiej. Zgodnie z procedurą, prezydent miasta zarządził konsultacje społeczne z mieszkańcami tego rejonu.

- W konsultacjach uczestniczyło zaledwie dziesięciu przedstawicieli dzielnicy, którzy opowiedzieli się za proponowaną zmianą nazwy ulicy. Pozostała grupa nic o nich nie wiedziała. Czy w Komorowicach nagle objawiła się Matka Boska Fatimska i domaga się nazwy? - takie m. in. zarzuty usłyszał prezydent Jacek Krywult od Marii Jury, reprezentującej podczas sesji część mieszkańców ulicy Krausa. Jura była przekonana, że wniosek w sprawie zmiany zgłosił były radny, Jan Chrząszcz. „Informuję, że jest to projekt komisji Rady Miejskiej”- uciął spekulacje prezydent.

Fakty jednak nie mają wiele wspólnego z zarzutami Marii Jury. Prawda jest taka, że Wydział Geodezji i Kartografii Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej skierował do mieszkańców ul. Karola Krausa 47 ankiet z projektem zmiany. Wyniki tego korespondencyjnego głosowania były dla wnioskodawców miażdżące. Aż 37 ankietowanych nie wyraziło zgody na zmianę, zaledwie cztery osoby były za, a w sześciu przypadkach w ogóle nie udzielono odpowiedzi. Ponadto w dniu 27 lutego 2008r. Rada Osiedla „Biała Północ” oraz część mieszkańców ulicy z niewygodnym patronem wystosowała odrębne pismo w sprawie braku zgody na propozycję radnych.


Zmieńcie nazwę i...zapłaćcie

Nikt do końca nie wie, czym tak naprawdę zajmował się Karol Kraus. Jak podała Bielska Telewizja, był...lekarzem, księdzem lub generałem. Okazało się zatem, że mieszkańcy wolą obecność nieznanego szerzej obywatela na tabliczkach i wizytówkach od problemów, jakie niesie za sobą wymiana patrona ulicy. Procedura zmiany nie dość, że jest czasochłonna, to wiąże się dodatkowo z wysokimi kosztami wymiany wszystkich dokumentów. Szczególnie dla właścicieli domów prowadzących własny biznes byłby to ogromny wydatek.

Tylko zmiana modułów w kasach fiskalnych kosztuje około 500 zł. Pieczątki to kolejne 200 zł. Potem zmiany numerów regon i NIP, umów o pracę z dostawcami i umów telekomunikacyjnych, dowodów rejestracyjnych i praw jazdy. To nie tylko pieniądze, ale i co najmniej tydzień urlopu, żeby to wszystko załatwić. Dlatego wszelkie zmiany muszą być przemyślane i nie mogą wynikać z błyskotliwych pomysłów członków miejskiej komisji do spraw zmian nazw ulic.


Sprawa podzieliła mieszkańców

Czy decyzja o próbie zmiany nazwy ulicy była w pełni przemyślana? Wydaje się, że nie. Wniosek podzielił mieszkańców dzielnicy i doprowadził do otwartego konfliktu społecznego. Pojawiły się nawet głosy, że zwolennicy propozycji części radnych są wzorowymi katolikami. Natomiast przeciwników określa się mianem ateistów i komunistów.

- Zmiana nazwy nie ma nic wspólnego z pobożnością ani z kultem Matki Boskiej Fatimskiej - mówi Maria Jura. Akurat te słowa przedstawicielki grupy mieszkańców spotykają się z naszym poparciem. Należy się również zastanowić, czy wysłanie ankiet można nazwać konsultacjami społecznymi. Żaden papierek nie zastąpi przecież rozmowy, możliwości podzielenia się własnymi spostrzeżeniami na dany temat, jakie daje bezpośredni dialog. Trzeba ponadto zrozumieć przywiązanie ludzi do nazwy ulicy, przy której mieszkają kilkanaście lub czasem nawet kilkadziesiąt lat.

Nikt w tej sprawie nie ma czystego sumienia. Zarówno mieszkańcy, którzy nie potrafią się dogadać ze sobą, jak pilotujący tę inicjatywę urzędnicy z Ratusza. Nade wszystko jednak wykorzystanie kultu Matki Bożej dla skłócenia wyborców oraz próba postawienia ich przed faktem dokonanym jest ciosem poniżej pasa. Panowie radni. W tak delikatnej kwestii są chwyty, po które po prostu nie wypada sięgać. Pamiętacie przypowieść o świętym Cyrylu i Metodym? Cyryl, jak to Cyryl. Ale metody nie do przyjęcia...


Grzegorz Wieczorek