W piątek, 9 maja Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie rozpatrzy wniosek prokuratury o przedłużenie aresztów siedmiu komandosów z 18. batalionu desantowo-szturmowego o kolejne trzy miesiące. Wczoraj ich żony protestowały przed Ministerstwem Sprawiedliwości .

Jak dowiedział się nasz portal, do dnia decyzji sądu w sprawie dalszych aresztów biegli nie zdążą przygotować ekspertyzy dotyczącej sprawności 60-milimetrowego moździerza, z którego podejrzani ostrzelali Nangar Khel. W kwietniu br. moździerz był badany w warunkach afgańskich. Według nieoficjalnych informacji, które pojawiły się ostatnio w prasie, żołnierze sygnalizowali niesprawność moździerza na kilka tygodni przed tragedią w Nagar Khel.

  Doszło do niej 16 sierpnia ub.r. W wyniku ostrzelania wioski przez żołnierzy Polskiej Grupy Bojowej zginęło ośmiu afgańskich cywilów. Według pierwszej, oficjalnej wersji dowództwa Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie oraz Ministerstwa Obrony Narodowej, doszło do tego przypadkiem  podczas wymiany ognia z talibami. Żołnierzy aresztowano w listopadzie, w kilka dni po ich powrocie z Afganistanu.

 Wczoraj żony siedmiu spadochroniarzy z 18. batalionu desantowo-szturmowego z Bielska-Białej - przebywających od pół roku w areszcie - pikietowały przed siedzibą resortu sprawiedliwości. Ministrowi Zbigniewowi Ćwiąkalskiemu wręczyły petycję, w której skarżą się na traktowanie ich mężów. W szczególności protestują przeciw sposobowi zatrzymania żołnierzy przez pododdziały specjalne Żandarmerii Wojskowej oraz przedłużaniu okresu ich aresztowania.

Z żonami aresztowanych bielskich komandosów wysłannik naszego portalu rozmawiał przed budynkiem Ministerstwa Sprawiedliwości przy placu Na Rozdrożu w Warszawie.

- Protestujemy tu przeciw niesprawiedliwości, jaka spotkała  wszystkie nasze rodziny. Nasz trzyletni syn do dzisiaj myśli, że tata jest cały czas w pracy  – powiedziała nam pani Joanna, żona plutonowego Tomasza B. Jest on jednym z siedmiu podejrzanych o popełnienie zbrodni wojennych w afgańskiej wiosce.

Sprawa żołnierzy z Nangar Khel podzieliła środowisko wojskowe. Publicznie swojego poparcia dla nich nie wahają się manifestować najwyżsi rangą generałowie. Np. dowódca Wojsk Lądowych gen. broni Waldemar Skrzypczak kilkakrotnie odwiedził aresztowanych w więzieniu. Natomiast dowódca 6. Brygady Desantowo-Szturmowej, gen. bryg. Jerzy Wójcik mówił prasie, że bielski batalion jest najbardziej zdyscyplinowaną jednostką WP. Za tę wypowiedź właśnie generał został niedawno zdymisjonowany przez ministra obrony narodowej, Bogdana Klicha.

 - Odkąd Tomek jest w areszcie, został tylko dwukrotnie przesłuchany. Uczestniczył też w jednej konfrontacji, spotkał się z biegłym z dziedziny balistyki oraz przeszedł badania psychologiczne – dodała pani Joanna.

Otwarty spór i kontrowersje wokół śledztwa nie pomagają w obsadzie kadrowej kolejnych kontyngentów. Nieoficjalnie mówi się, że najmniej chętnych zgłasza się na stanowiska dowódcze średniego szczebla. Wiadomo, generałów jak dotąd nikt nie ciąga po sądach. Na cenzurowanym natomiast znajduję się ci żołnierze, którzy codziennie łykają pustynny kurz, a w sytuacji krytycznej muszą strzelać lub wydawać rozkaz otwarcia ognia. 

Rodziny wszystkich aresztowanych domagają się, aby żołnierze mogli odpowiadać przed sądem z wolnej stopy. Nasz portal będzie relacjonował postępy tej bulwersującej sprawy.

                                                                           Tekst:   Andrzej Walentek

Zdjęcia: Michał Niwicz