Zapora się rozsypuje
Z oficjalnych dokumentów okręgowego zarządu PZPN wynika, że bez trybun i zaplecza socjalnego klub nie zostanie dopuszczony do wiosennej rundy rewanżowej. W praktyce oznacza to, że albo Zapora będzie grała na innych boiskach albo oddawała punkty walkowerem. Za granie gdzie indziej słono trzeba płacić, na walkowery klub nie może sobie pozwolić. - Nie po to awansowaliśmy do ligi okręgowej, by teraz z powodu cudzych zaniedbań zmarnować sukces - mówi prezes klubu, Ireneusz Furczyk.
Winnym owych zaniedbań jest bielski samorząd. Od roku 2005 boisko w Wapienicy należy bowiem do miasta, zarządza nim Bielsko-Bialski Ośrodek Sportu i Rekreacji. W miejskim budżecie na ten rok na inwestycje w klubach Zapora i usytuowanym po sąsiedzku Sprincie zaplanowano 525 tys. zł. Wykorzystano 73 tysiące, z czego ani złotówki w LKS Zapora. Nie ma śladu przymiarek do obiecanej budowy trybun, a tym bardziej zaplecza.
Odpowiedzialny za nadzorowanie inwestycji w mieście wiceprezydent Zbigniew Giełda tłumaczy, że prace na stadionie Zapory nie były w tym roku możliwe, bo teren nie jest ogrodzony, a budowanie trybun, które w każdej chwili mogłyby zostać zniszczone mija się z celem. Uważa również, że uporządkowania wymaga droga między klubami, a tak w ogóle to nie mogą się dogadać ich prezesi .
- Nie wiem dlaczego wiceprezydent powołuje się na brak ogrodzenia jako przeszkodę w dalszych inwestycjach. Przecież to miasto już dawno powinno go zrobić - dziwi się radny z dzielnicy Wapienica Stanisław Ryszka, który w sprawie problemów Zapory złożył interpelację podczas sesji RM. Ostatecznie, właśnie podczas sesji, zdecydowano, że pieniądze na inwestowanie w Wapienicy przeniesione zostaną na kolejne lata.
Działacze sportowi LKS Zapora są jak najgorszej myśli. Ich dotychczasowe doświadczenia ze współpracy z samorządem są fatalne. Po podpisaniu w 2005 r. umowy o przejęcie ich obiektu przez miasto, płacą mu miesięcznie 500 zł dzierżawy za korzystanie z boiska. Tymczasem korzystać z niego od kilku lat w pełni nie mogą.
- W tych rozgrywkach tylko pierwsza drużyna gra na naszej płycie głównej, druga w Międzyrzeczu, juniorzy w Jaworzu i w Bielsku. Dwie rundy graliśmy w Jasienicy. Za każde z boisk musimy płacić. Nie możemy grać na własnym, bo remont został tak spartaczony, że BBOSiR nie dopuszcza tu do gry - mówi szkoleniowiec i długoletni zawodnik Zapory, Piotr Kochowski.
- Same dreny na odwodnienie boiska kosztowały 500 tys. zł. W Jasienicy zrobiono to samo za ponad 100 tys. zł, za to pięć razy lepiej. To sprawa, która nadaje się prokuratury. Przetarg wygrała firma "teczka", która nie miała ani sprzętu, ani ludzi. Nas prosiła o pomoc w zdobyciu sprzętu, pracowników werbowali w barze. Trawę położyli na nierówną nawierzchnię, potem trzeba było ją zrywać, wywalcowali i znów położyli. Mimo poprawek, dalej w różnych miejscach stoi woda - opisuje przebieg remontu prezes Furczyk. - To, co mówi wiceprezydent Giełda, że nic nie robią, bo pokłóciłem się ze Sprintem, to bzdura. Po pierwsze się nie pokłóciłem, a po drugie co to ma do rzeczy. To nie jest inwestycja dla mnie, ale dla kilku setek ludzi, którzy grają i dla kibiców.
Maleńki budynek szatni powstał ponad 40 lat temu systemem gospodarczym. To ruina. Gdyby ktoś chciał wejść na dach, by coś poprawić, wpadłby do środka. Szatnia ma 15 metrów kwadratowych. Tyle samo łazienka, z której woda przecieka przez mury, bo nie ma odpływu. Nie chcą z nich korzystać przyjeżdżający na mecze zawodnicy, odmawiają pracy w takich warunkach sędziowie.
- A my jesteśmy bezsilni, bo tak naprawdę obiekt nie jest nasz. Płacimy miastu za dzierżawę, a ono nie wywiązuje się ze zobowiązań - denerwują się wapieniccy działacze.
Źródło: Dziennik Zachodni

Klauzula informacyjna ›