W tzw. półświatku mówiło się, że pan Janusz zawsze stara się pomóc człowiekowi w potrzebie. Gdy ktoś był na głodzie - znalazł działkę u siebie lub wskazał osobę, która akurat posiadała dobry towar. Dziś Janusz Gajewski chwilowo nie pomaga, bo jest pod kluczem. Ale jego przypadek pokazuje, jak wielki ciężar wzięło sobie na barki nasze państwo, kiedy niedawno zobowiązało się do drobiazgowego ścigania przestępstw narkotykowych.

    Policja interesowała się Gajewskim od dawna. Tajni informatorzy już kilka lat temu opowiadali, że jest dilerem rozprowadzającym nawet duże ilości narkotyków. Nigdy jednak nie było twardych dowodów, które ułatwiłyby prokuratorowi wszczęcie śledztwa, a później sądowi wydanie wyroku skazującego. Nikt nie złapał go za rękę, nie było wiarygodnego świadka gotowego obciążyć go zeznaniami.  Dzięki temu pan Janusz długo cieszył się wolnością, jego klienci zaś – świeżym towarem.

Uchwalona niespełna trzy lata temu ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii dzieli narkotyki na dwie grupy: środki odurzające oraz psychotropowe. Do pierwszych należą m.in. kokaina, opium i żywica konopi. Są to substancje, które niekiedy można wyhodować sobie nawet  w przydomowym ogródku. Psychotropy natomiast to np. relanium, luminal albo elenium. Do nabycia w aptekach na specjalne recepty. Pan Gajewski miał być dilerem uniwersalnym. Wedle informatorów, dla kasy dostarczał i jednego, i drugiego.

Przypuszczać można, że jako osoba podejrzewana o poważne przestępstwa, był poddany tzw. rozpracowaniu operacyjnemu. Policjanci w cywilu obserwowali jego tryb życia i znajomości. Wpadł jednak dopiero rok temu w Pszczynie. Funkcjonariusze zatrzymali go, gdy usiłował sprzedać prawie pół kilograma amfetaminy. Śledztwo ruszyło wtedy z kopyta. Janusz Gajewski posiadał wprawdzie przy sobie niecałe 11 gramów zabronionej substancji, lecz obciążali go świadkowie zdarzeń z przeszłości. Według jednych, wiosną 2004r. odsprzedać miał w Kozach 200 sztuk tabletek ecstasy. Zdaniem innych, kilka miesięcy później - także w Kozach – skontaktował kupców z krakowskim handlarzem, który zobowiązał się dostarczyć 3 tys. tabletek ecstasy, dwa kilogramy amfetaminy oraz pół kilo marihuany.

Przesłuchany w charakterze podejrzanego, Gajewski nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Nie ujawnił też ani personaliów krakowskiego łącznika, ani nie zdradził kim są jego wspólnicy. Akt oskarżenia, który niedawno wpłynął do bielskiego sądu rejonowego pełen jest charakterystycznych zwrotów w rodzaju – „nieustalone osoby”, „nieustaleni odbiorcy”, „nieustalona wartość” narkotyków. Za czyny przypisane oskarżonemu przy pomocy takich przesłanek ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii przewiduje karę do 10 lat pozbawienia wolności.

Ustawa ta należy do najbardziej restrykcyjnych w Europie. Oprócz - co najbardziej oczywiste – handlu narkotykami, karane więzieniem jest np. przetwarzanie substancji narkotycznych, przechowywanie narzędzi do tego służących oraz przerabianie naczyń wytworzonych w innym celu, aby dostosować je do konsumpcji narkotyków. Na trzy lata do pudła posłać można osobnika, który poczęstuje działką inną osobę lub w ogóle posiada przy sobie porcję narkotyku. Jeśli restaurator wie, że w jego lokalu klienci ćpają i nie powie o tym policji – ryzykuje dwuletnią odsiadką. Pięć lat pobytu za kratkami grozi natomiast temu, kto złapany zostanie na sprowadzaniu zabronionych substancji z UE.

W ub.r. w Bielsku-Białej odnotowano 325 przestępstw z tej ustawy, czyli prawie o połowę mniej niż rok wcześniej. Co trzecie z nich polegało na posiadaniu niewielkiej ilości narkotyków (ujęto 112 osób, a rok wcześniej-170). Na podobnym poziomie utrzymuje się jednak liczba osób, u których zakwestionowano wiele działek. Szokująco wzrosła natomiast przestępczość polegająca na handlu znaczną ilością środków odurzających i substancji psychotropowych (z 23 do 85).

Statystyka powyższa zdaje się odpowiadać na pytanie o przyczyny dużej dostępności narkotyków w bielskich szkołach (czytaj artykuł „Odlot bez lądowania”, www.bielsko.biala.pl/1384,artykuly). Handlarze bez większych przeszkód docierają do uczniów, podczas gdy policja zajęta jest głównie łapaniem okazjonalnych użytkowników. Sukces w sprawie Gajewskiego niewiele w tym zmieni. Jego nieuchwytni jak dotąd dostawcy znajdą nowych pośredników i biznes będzie kwitł po dawnemu.
A co o tym problemie sądzą nasi Czytelnicy? Czy liberalizacja ustawy byłaby krokiem w dobrym kierunku? Zachęcamy do dyskusji.

PS. Personalia bohatera zostały zmienione.

                                                                       Robert Kowal