Autobusy pełne narzekań
Miejski Zakład Komunikacyjny jest dyżurnym chłopcem do bicia. Pasażerowie skarżą się, że autobusy jeżdżą stadami i są niepunktualne, a kierowcy słuchają głośno muzyki i kopcą papierosy. Rzadko słychać narzekania na styl jazdy. Czyżby bielszczanie przywykli do roli kartofli i buraków zwożonych traktorem z pola do punktu skupu?
Komunikacja publiczna jest obiektem krytyki „od zawsze”. Nasze miasto nie różni się w tym od innych, większych ośrodków miejskich w kraju. Nic dziwnego. Autobusem MZK podróżował chyba każdy mieszkaniec. Polacy przywykli więc do myśli, że znają się na tym problemie równie doskonale, jak na medycynie, wojsku czy piłce nożnej.
Obszerny wachlarz skarg na usługi transportowe w mieście spotkać można na różnych forach dyskusyjnych w internecie, w listach do gazet czy podczas zwyczajnych rozmów bielszczan o codziennych problemach. Dużo mówi się o braku punktualności bądź wadliwych rozkładach jazdy, lecz stosunkowo mało miejsca zajmują dyskusje o stylu jazdy kierowców MZK. Czyżby był zadowalający? A może pasażerowie przywykli już do nagłych hamowań lub przyśpieszeń, które w jednej chwili zwalają z nóg osoby stojące? Do „jazdy na wariata” z dużą prędkością na wąskich, krętych jezdniach?
Nie da się bowiem ukryć, że autobusem podróżuje się po naszym mieście kiepsko. Skalę odniesienia mam niezłą, gdyż w przeszłości przez dłuższy czas korzystałem z usług komunikacji miejskiej m.in. w Warszawie, Poznaniu, Gdyni i Gorzowie. We wszystkich tych miejscowościach pasażerowie psioczą na transport zbiorowy, lecz w żadnej podróż nie przypomina jazdy dyliżansem po trakcie żywieckim w czasach Franciszka Józefa. W Bielsku-Białej jeżdżę autobusem od przypadku - rzadko i krótko. Może mam pecha do kierowców, ale wrażenia są fatalne.
Sprawę zamierzałem wyjaśnić u źródła, gdy po raz pierwszy podczas gwałtownego hamowania autobusu wpadłem na stojąca nieopodal jejmość. Na moje przeprosiny pani uśmiechnęła się wyrozumiale. Widać – zdarzyło się jej już to wcześniej. Pan kierowca jednak był mocno zdziwiony, kiedy zasugerowałem, że mógłby prowadzić delikatniej, unikać raptownego przyciskania pedału gazu i hamować pulsacyjnie.
Pamiętam jego spojrzenie. Popatrzył na mnie jak na przybysza z obcej planety, po czym... zaproponował mi posadę w MZK. Niby jak jestem taki mądrala, to zawsze mogę spróbować sam usiąść za kółkiem.
Wolne żarty! Robotę swoją mam w portalu i nie póki co nie narzekam. Pomyślałem jednak, że być może bielski MZK cierpi na deficyt doświadczonej kadry kierowniczej i w poszukiwaniu wiedzy na ten temat odwiedziłem stronę internetową przedsiębiorstwa. Niestety, mimo że witryna zredagowana jest profesjonalnie, brak w niej podstawowych nawet informacji o pracownikach firmy. Panel działu personalnego MZK w necie jest wyjątkowy, bo świeci pustkami, jakby wszyscy z kadr wyjechali już do Dublina i nie miał kto wyłączyć światła (czyt. strony).
Ale nie! Dyrektor Krzysztof Knapik czuwa na swym stanowisku i chętnie odpowiada na pytania. W mig wyjaśnia moje wątpliwości, przekonując że kadra przedsiębiorstwa nie cierpi na angielską chorobę emigracyjną i ma się nieźle. Większość kierowców to mężczyźni w wieku 45-60 lat, z co najmniej 20 letnim stażem w zawodzie. Dlaczego więc autobusy w naszym mieście szarpią pasażerami, jak gdyby były prowadzone przez samych młodzików?
Ale ci doświadczeni faceci za kółkiem wiedzą przynajmniej, jak reagować w skrajnych sytuacjach. Wedle oficjalnych statystyk, w ub.r. było pięć takich zdarzeń, gdy trzeba było wzywać policję do awanturujących się pasażerów. Kierowcy uzbrojeni w radiotelefony potrafili wówczas wykazać się stanowczością w zetknięciu z chuliganami. W rezultacie natychmiastowego powiadomienia policjantów o bójce, wszyscy sprawcy zostali ujęci. MZK – słyszę żale dyrektora - jest natomiast bezradny wobec licznych aktów dewastowania pojazdów. W tym przypadku żadne doświadczenie nie pomaga.
Wątpliwości związanych z codziennym funkcjonowaniem bielskiej komunikacji miejskiej jest więcej. Proponujemy naszym Czytelnikom udział w wywiadzie z dyrektorem MZK, zaplanowanym na najbliższy czas. Dlatego czekamy na Państwa pytania, który wykorzystamy w trakcie rozmowy z panem Krzysztofem Knapikiem.
Robert Kowal
Komunikacja publiczna jest obiektem krytyki „od zawsze”. Nasze miasto nie różni się w tym od innych, większych ośrodków miejskich w kraju. Nic dziwnego. Autobusem MZK podróżował chyba każdy mieszkaniec. Polacy przywykli więc do myśli, że znają się na tym problemie równie doskonale, jak na medycynie, wojsku czy piłce nożnej.
Obszerny wachlarz skarg na usługi transportowe w mieście spotkać można na różnych forach dyskusyjnych w internecie, w listach do gazet czy podczas zwyczajnych rozmów bielszczan o codziennych problemach. Dużo mówi się o braku punktualności bądź wadliwych rozkładach jazdy, lecz stosunkowo mało miejsca zajmują dyskusje o stylu jazdy kierowców MZK. Czyżby był zadowalający? A może pasażerowie przywykli już do nagłych hamowań lub przyśpieszeń, które w jednej chwili zwalają z nóg osoby stojące? Do „jazdy na wariata” z dużą prędkością na wąskich, krętych jezdniach?
Nie da się bowiem ukryć, że autobusem podróżuje się po naszym mieście kiepsko. Skalę odniesienia mam niezłą, gdyż w przeszłości przez dłuższy czas korzystałem z usług komunikacji miejskiej m.in. w Warszawie, Poznaniu, Gdyni i Gorzowie. We wszystkich tych miejscowościach pasażerowie psioczą na transport zbiorowy, lecz w żadnej podróż nie przypomina jazdy dyliżansem po trakcie żywieckim w czasach Franciszka Józefa. W Bielsku-Białej jeżdżę autobusem od przypadku - rzadko i krótko. Może mam pecha do kierowców, ale wrażenia są fatalne.
Sprawę zamierzałem wyjaśnić u źródła, gdy po raz pierwszy podczas gwałtownego hamowania autobusu wpadłem na stojąca nieopodal jejmość. Na moje przeprosiny pani uśmiechnęła się wyrozumiale. Widać – zdarzyło się jej już to wcześniej. Pan kierowca jednak był mocno zdziwiony, kiedy zasugerowałem, że mógłby prowadzić delikatniej, unikać raptownego przyciskania pedału gazu i hamować pulsacyjnie.
Pamiętam jego spojrzenie. Popatrzył na mnie jak na przybysza z obcej planety, po czym... zaproponował mi posadę w MZK. Niby jak jestem taki mądrala, to zawsze mogę spróbować sam usiąść za kółkiem.
Wolne żarty! Robotę swoją mam w portalu i nie póki co nie narzekam. Pomyślałem jednak, że być może bielski MZK cierpi na deficyt doświadczonej kadry kierowniczej i w poszukiwaniu wiedzy na ten temat odwiedziłem stronę internetową przedsiębiorstwa. Niestety, mimo że witryna zredagowana jest profesjonalnie, brak w niej podstawowych nawet informacji o pracownikach firmy. Panel działu personalnego MZK w necie jest wyjątkowy, bo świeci pustkami, jakby wszyscy z kadr wyjechali już do Dublina i nie miał kto wyłączyć światła (czyt. strony).
Ale nie! Dyrektor Krzysztof Knapik czuwa na swym stanowisku i chętnie odpowiada na pytania. W mig wyjaśnia moje wątpliwości, przekonując że kadra przedsiębiorstwa nie cierpi na angielską chorobę emigracyjną i ma się nieźle. Większość kierowców to mężczyźni w wieku 45-60 lat, z co najmniej 20 letnim stażem w zawodzie. Dlaczego więc autobusy w naszym mieście szarpią pasażerami, jak gdyby były prowadzone przez samych młodzików?
Ale ci doświadczeni faceci za kółkiem wiedzą przynajmniej, jak reagować w skrajnych sytuacjach. Wedle oficjalnych statystyk, w ub.r. było pięć takich zdarzeń, gdy trzeba było wzywać policję do awanturujących się pasażerów. Kierowcy uzbrojeni w radiotelefony potrafili wówczas wykazać się stanowczością w zetknięciu z chuliganami. W rezultacie natychmiastowego powiadomienia policjantów o bójce, wszyscy sprawcy zostali ujęci. MZK – słyszę żale dyrektora - jest natomiast bezradny wobec licznych aktów dewastowania pojazdów. W tym przypadku żadne doświadczenie nie pomaga.
Wątpliwości związanych z codziennym funkcjonowaniem bielskiej komunikacji miejskiej jest więcej. Proponujemy naszym Czytelnikom udział w wywiadzie z dyrektorem MZK, zaplanowanym na najbliższy czas. Dlatego czekamy na Państwa pytania, który wykorzystamy w trakcie rozmowy z panem Krzysztofem Knapikiem.
Robert Kowal
Artykuł wyświetlono 3252 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 33
jak nie obiektywnie to przynaj
heh no tak zapędziłem się... nie ma obiektywizmu jest niemożliwy. ale tekst mocno atakuje kierowców którzy często nie mają wpływu na wydarzenia na drodze, mają pewien plan przejazdu od do w danym czasie. inną sprawą jest kwestia ułożenia rozkładu jazdy i jego optymalizacji- tu rzeczywiście są błędy ale to nie jest wina kierowców przecież. kierowcajest pod ręką i obronić się nie może więc najłatwiej jemu dołożyć prawda - można podbudować przy tym swoje ego jak to zrobił pan redaktor w opisywanej sytuacji
kowal
Dziękuję za Państwa opinie.Było gorąco!Tekst sprowokował Czytelników do udziału w czasem emocjonalnej dyskusji nt.komunikacji miejskiej w naszym mieście.Obiecuję wykorzystać Państwa uwagi w wywiadzie z dyrektorem MZK.Rozmowę z p.Knapikiem opublikujemy w przyszłym tygodniu.
celt
Przy okazji chciałbym pochwalić prawdziwy geniusz układających rozkłady jazdy. To bardzo trudne tak ułożyć odjazdy autobusów z peryferiów miasta, aby wszystkie numery na danej lini spotkały się razem w centrum o tej samej porze, a później aby nic w danym kierunku nie jechało przez pół godziny albo dłużej
Dyzio
Autobus nr 50 - przystanek w Komorowicach Śl. - godzina porannego szczytu. Młodzież jadąca do szkoły otrzymuje autobus do którego zmieścić się jest cudem. "Długi" jest kosmicznie przepełniony; do "krótkiego" wszyscy się nie mieszczą. Ściśnięci jak śledzie, wiszący na schodach - jedziemy. Przystanek TESCO i wyjazd spod hipermarketu. P. Kierowca otwiera przednie drzwi aby zobaczyć czy może bezpiecznie włączyć się do ruchu na drodze do CASTORAMY. Uczniowi "wiszą" na stopniach w otwartch drzwiach. Cuda się zdarzają, znowu nikt nie wypadł. Tak wygląda świadczenie "usług" przez MZK za pieniądze pasażerów. Rosyjska ruletka. Pisma do P.Dyrektra MZK o zwiększenie częstotliwości kursów w godzinach szczytu - jak grochem o ścianę, brak jakiejkolwiek reakcji. Moje pytanie brzmi - czy jak zdarzy się nieszczęście P. Dyrektor poniesie pełną odpowiedzialność ? Założę się że bogu ducha winny kierowca. P.Dyrektorze proponuję pojeździć troszkę "swoim" taborem zamiast wozić pupę samochodami i wpadać w totalne samozadowolenie, co widać na stronach MZK.Dodam, ze na tej samej trasie, w godzinach poza szczytem kursują często długie "autobusy" w których jedzie parę osób.
Widzę, że odezwali się tytaj kierowcy autobusów narzekający na swój los. Na pewno jest to ciężka praca ale nikt Panowie do niej Was nie zmusza. Wolny wybór.
Prima
Panie obiektywnie, pan redaktor także może być odpowiedzialny za czyjąś śmierć. Np. czytając ten artykuł można zawału dostać ;] Trzeba naprawdę spojrzeć obiektywnie :)
Gasnik
Problem jest też z miejscem w autobusach (przynajmniej na linii 57 którą jeżdże). Gdy kończe lekcje o godzinie 14:35 Na przystanek podjeżdza mały ikarus, do którego ciężko jest wejść, gdyż jest tak zatłoczony. To samo z autobusami porannymi. MZK powinno zapewnić podczas tych godzin pojemniejsze Przegubowe Ikarusy. Już zdarzało się nawet, że nie wszyscy mieścili się do autobusu, i zostawali na przystanku. Zdażała się również jazda Setką (!) z Bystrzańskiego piekiełka.
ja
Zgadzam się - niektórzy powinni się wybrać na powtórny kurs jazdy. Wiadomo, że czasami zdarza się sytuacja, gdy trzeba gwaltownie zahamować. Nie mogę jednak pojąć, dlaczego na zakorkowanej drodze - gdy tylko samochód przed autobusem trochę podjedzie - kierowca dodaje ostro gazu, aby za chwilę równie mocno przyhamować. A ludzie latają jak ziemniaki. Czy nie można podjechać lagodniej? Można, tylko trzeba być mniej narwanym, a nie zwalać wszystko na ruch. Może kierowcy po prostu nie potrafią jeździć po B-B?
mal
Drugi "akapit" wydaje mnie się dość niefortunny. Znanie się na temacie ma się średnio do posiadania życzeń i zażaleń na jakichś temat. Przyrównywanie tego że ktoś ma zastrzeżenia do czegoś, z (przykładowo) politykierstwem - jest krzywdzące. Co do jazdy autobusem - nie znam co prawda ani Gorzowa, ani Poznania (ledwo) lecz uważam iż w naszym mieście mamy o wiele bardziej "urozmaicony" krajobraz miasta z jego górkami, spadkami, przewężeniami i przeciążonymi trasami komunikacyjnymi. Myślę że wpływa to potem na opisaną w artykule dynamikę jazdy - choć nie zaprzeczę też iż zdarzało mnie się kiedyś być wieziony (np 6-ką czy 4-ką) w dół ulicą Piastowską tak radośnie szybko iż telepało wszystkim, łącznie z szybami. Stare czasy.Ciekaw jestem jednak czy ktoś zajmuje się optymalizowaniem rozkładów jazdy - szczególnie w godzinach szczytu i zatłoczonych trasach gdzie nie ma dużych szans na utrzymanie się w czasowych granicach przewidzianych przez rozkład. Także czy ktoś sprawdza ilość ludzi którzy o danej godzinie wsiadają do autobusu. Zawsze mnie ciekawiło dlaczego w godzinach porannych tak często jeżdżą "długie" busy - gdy nie ma dużego zapełnienia, zaś w godzinach popołudniowych widuje się te "krótkie", zapchane do maksimum.
adim0828
Szanowny panie redaktorze - nie tędy droga. Proszę najpierw zainteresować się warunkami pracy kierowców naszego mzk - a dopiero potem krytykować. To my polacy potrafimy robić najlepiej i przychodzi nam to z nie opisaną łatwością. Jeżdżąc po bielskich drogach nie dziwię się, że kierowcy czasem ostro hamują czy przyśpieszają - poza normalnym ruchem który na to w głównej mierze wpływa, nasi kierowcy muszą jeszcze walczyć z fatalnym stanem naszych bielskich dróg. Hamowanie, omijanie, przyspieszanie a wszystkiemu winna nie jedna jak sam pan dobrze wie nie w porę zauważona dziura lub wyrwa.
qyto
nie wiem dlaczego ale mam wrażenie, że pan redaktor nie jest chyba kierowcą i nie zdaje sobie sprawy z tego, że gwałtowne hamowanie to nie jest "widzimisie" kierowcy tylko reakcja na zdarzenia drogowe. no ale cóż krytykować jest łatwo, gdyby w artykule był choć promyk wskazujący na jakieś rozwiązanie polepszenia sytuacji... tak to kolejny "wytykacz"... strata czasu
bielszczanin
Jeżdżę od czasu do czasu i nie mam powodów do jakichś wielkich narzekań - a to, że kierowca musi czasem gwałtownie zahamować to nie zawsze jego wina tylko także innych uczestników ruchu drogowego. Ocenę bielskiemu MZK wystawiłbym na 4+ (w skali od 1 do 6).
benia
ja rozumiem wszystkie te zarzuty i również się z nimi zgadzamale czy ktoś zastanawiał się nad pracą takiego kierowcy np. gdzie on myje ręce przed zjedzeniem drugiego śniadania albo gdzie idzie za swoją potrzebą jak mu się zachce podczas kursu?
Pan Panie redaktorze wstanie od biurka wyjdzie załatwi co trzeba
A on jak go ciśnie to potem hamuje i szarpie bo co ma biedak zrobić
klik klik
mam wrażenie że tym tekstem zmierzacie w strone s-nowej, czepiamy się o wszystko, obrażamy każdego kto sie nawinie, nie myślimy czy to ma sens? ci faceci za kółkiem wykonują bardzo ciężką pracę.
marcin
czytając ten tekst też poczułem się potraktowany jak burak i kartofel. pisać sobie pan możesz ale jakie masz kompetencje żeby oceniać cudzą pracę?? z dupą na stołku fajnie wszystkich krytykować
obiektywnie
każdy kto jechał (prowadził) przez centrum miasta w szczycie wie że zdażają sie takie sytuacje gdy trzeba nagle zahamować, ostro ruszyć itd. ponadto kierowcy jeżdżą po kilka godzin tam i z powrotem i to naprawdę spory wysiłek żeby utrzymać koncentracje zwłaszcza gdy trzeba jeszcze wysłuchiwać skarg pasażerów "na wszystko", sprzedawać bilety, uważać na innych uczestników ruchu itd. więcej szacunku do cudzej pracy. Panie Robercie pisać głupoty jest fajnie, narzekać na kierowców też bo są zawsze pod ręką. proszę tylko porównać odpowiedzialność Pańską i kierowcy autobusu, błąd na drodze można przypłacić życiem swoim lub co gorsza kogoś, pańskie teksty choć słabe z jaką odpowiedzialnością się łączą??
parsifal
Wkurzona a może wystarczy wstać ciut wcześniej rano? czy MZK ma może czekać na Ciebie na przystanku?Czy panu panie autorze nigdy nie zdarzyło się gwałtownie zahamować prowadząc swój bolid?
Z rozkładem jazdy i jazdą stadami zgadzam się.
p
Ruszylo cos? bielsko.biala.pl/index.php?module=artykuly&id=1228
lipniczanka
Lipniczanie z Lipnika dolnego walczyli dość długo o autobusy, które jeździłyby ul. Ks Brzóski i ul. Polną. Autobus nr 5 jeździ od około 5 lat autobus nr 27 około 3 lat są to bardzo dobre trasy ponieważ rozwożą ludzi po ulicach bardzo "górzystych". Na początku kursowania linii nr 5 jeździł on tylko w dni robocze natomiast nie jeździł w weekendy. Prośby mieszkańców zaowocowały kursami również w weekendy. Pytanie do dyrektora MZK czy jest możliwość żeby autobus nr 5 kursował dwa razy na godzinę a nie raz i o godzinie 13 był jakiś kurs w kierunku Lipnika?
annapopl
Kierowcy nie mają obowiązku sprawdzania na każdym przystanku kto do niego wsiada może dobrym rozwiązaniem byłoby zatrudnienie osób odpowiedzialnych za porządek w autobusie.

Klauzula informacyjna ›