Wieżę sędziowską przy budowanej w Szczyrku skoczni narciarskiej K-70 trzeba będzie przesunąć o... dwa metry. To niby niewiele, ale konsekwencje tej pomyłki są ogromne. Zakończenie budowy kompleksu skoczni opóźni się co najmniej o miesiąc i pochłonie dodatkowe pieniądze. Sprawa trafi do sądu.

Zdaniem Zbigniewa Łagosza, dyrektora Centralnego Ośrodka Sportu w Szczyrku, który jest inwestorem budowy kompleksu skoczni narciarskich Skalite, winny jest geodeta. - Miał wykonać mapę do celów projektowych, ale nie dokonał pomiarów tylko je zaktualizował. Dane miał sprzed paru lat, i pomylił się o dwa metry - mówi Łagosz. Podobnie uważa Mirosław Puzia, szef Śląskiego Wojewódzkiego Inspektor Nadzoru Geodezyjnego i Kartograficznego. - W naszej ocenie to była nierzetelność. Geodeta nie zweryfikował wysokości przyjmując, że dane na mapie są dobre. Wykonał tylko brakujące pomiary - tłumaczy.

Błąd wyniknął przy skoczni K-70, która ma być częścią najnowocześniejszego w Polsce kompleksu skoczni narciarskich (obok niej jest już gotowy obiekt K-95, a powstanie jeszcze K-40). Średnia skocznia miała być ukończona do końca października. W ten sposób inwestor planował zakończyć pierwszy etap budowy obiektu, na którym w lutym zostaną rozegrane zawody podczas Zimowego Olimpijskiego Festiwalu Młodzieży Europy Śląsk Beskidy 2009. Budowa kompleksu ma pochłonąć 30 mln złotych. Za projekt wieży COS zapłacił 45 tys. złotych. Po pomyłce geodety sprawę skierował do sądu.

Geodeta (nie chce ujawniać nazwiska) nie czuje się winny. - Błąd leży po stronie projektanta, który niewłaściwie podszedł do sprawy - uważa. Mirosław Puzia jednak przypomina, że geodeta przyznał się do błędu, czego dowodem jest jedna z notatek oraz poprawki naniesione na mapę.

Skocznie w Szczyrku to kolejny przykład kłopotów z budową obiektów narciarskich w Polsce. Największe perypetie dotyczyły skoczni w Wiśle Malince, która była budowana przez pięć lat i kosztowała 47 mln złotych.

Źródło: Dziennik Zachodni