Zaraza górskich szlaków i bezdroży
O „rajdowcach” przemierzających beskidzkie szlaki i bezdroża na terenowych motocyklach, kładach czy samochodach pisaliśmy już wielokrotnie. Proceder ten urósł bowiem do rangi ogromnego problemu, z którym - jak pokazuje praktyka - nie są w stanie sobie poradzić ani policja, ani służby leśne. Tymczasem nie dość, że to, co robią na swych ryczących maszynach panowie rajdowcy jest niezgodne z prawem, to już sama ich obecność na górskich szlakach ma się nijak do tego, czego w górach szukają turyści.
ZAKAZANE RAJDY
Smród spalin, ryk silników, fontanny błota tryskające spod kół, a przede wszystkim niebezpieczeństwo, jakie dla pieszych niesie obecność na wąskich ścieżkach rozpędzonych maszyn to z pewnością wystarczające argumenty przemawiające za tym, aby ktoś wreszcie zrobił z „rajdowcami” porządek. Co gorsza, spotyka się ich już w górach nie tylko w sezonie letnim. Zimą beskidzkie trasy opanowali bowiem coraz liczniejsi miłośnicy przejażdżek na śnieżnych skuterach. Z tym tylko, że słowo „opanowali”, trzeba odczytywać w jego dosłownym znaczeniu. Skuterowi jeźdźcy zachowują się tak jakby oprócz nich zimą w górach już nikogo nie było. Brawura, bezmyślność, a nade wszystko nieposzanowanie prawa, to tylko niektóre z grzechów popełnianych przez tych ludzi.Pogodny niedzielny kwietniowy dzień. Hala Miziowa na Pilsku. Korzystając z dobrych jak na tę porę roku - może już ostatnich w tym sezonie - warunków narciarskich, po trasach szusuje sporo osób. Jednak nie tylko narciarze przybyli tego dnia na Pilsko odpocząć od cywilizacyjnego zgiełku. Z lasów i zagajników dobiega przez cały dzień ogłuszający ryk skuterowych silników. Rozpędzone maszyny przemykają z hukiem pomiędzy narciarzami, rozjeżdżają położony w szczytowej partii Pilska rezerwat przyrody, nie zważając na piechurów mkną na złamanie karku leśnymi przecinkami i duktami. Nikt jednak na to nie reaguje. Tymczasem jazda po lesie pojazdami silnikowymi jest zakazana, nie mówiąc już o tym, żeby poruszać się takim pojazdem po terenie ścisłego rezerwatu przyrody! Ciekawe co na to ekolodzy, którzy z takim zaangażowaniem walczą od lat o ratowanie przyrody Pilska, szukając winnych jej systematycznego niszczenia głównie wśród narciarzy? Czyżby rajdowcy - zdaniem ekologów - nie byli dla przyrody Pilska zagrożeniem? Do tej pory żadna z większych organizacji ekologicznych nie zajęła się na poważnie tym problemem...
Niewiele mogą zrobić w tej sprawie gospodarze terenu, czyli leśnicy - co bez ogródek przyznał „Kronice” nadleśniczy Andrzej Żbikowski z Nadleśnictwa Jeleśnia, w obrębie którego leży Pilsko. Nie krył, że walka z dzikimi rajdowcami to walka z wiatrakami. Rajdowców jest bowiem z roku na rok coraz więcej i, co gorsza, są coraz bardziej bezczelni. Nie zważają na żadne zakazy czy ograniczenia, traktują góry jak swoją własność. Tymczasem leśnicy mają ograniczone możliwości w ściganiu takich osób.
TRUDNO ZŁAPAĆ
Aby udowodnić, że rajdowcy łamią prawo, a następnie ich ukarać, trzeba w praktyce złapać ich na gorącym uczynku. To znaczy, gdy skuter czy kład porusza się po terenie, po którym poruszać się nie powinien. Jak jednak dogonić i zatrzymać do kontroli rozpędzony śnieżny skuter, którego kierowca bynajmniej zatrzymać się nie zamierza, w sytuacji gdy służby leśne - przyznał nadleśniczy Żbikowski - same nie dysponują skuterami śnieżnymi? A trzeba dodać, że prawo nie wymaga, aby pojazd taki - jeśli nie porusza się po drogach publicznych - był zarejestrowany. Stąd też, jeśli rajdowiec nie zostanie złapany „za rękę”, udowodnienie mu potem, że gdzieś, kiedyś złamał prawo, jest w praktyce niewykonalne. Co więcej, sytuację na Pilsku komplikuje fakt, iż część lasów na Pilsku jest własnością prywatną i tak naprawdę nie wiadomo kto miałby ścigać poruszające się po nich skutery śnieżne czy kłady. Leśnicy - przyznał Andrzej Żbikowski - liczą w tym względzie na pomoc policji i straży granicznej, formacji znacznie lepiej wyposażonych i przygotowanych do walki z tym procederem. Już kilkakrotnie - wyjaśnił - organizowane były na Pilsku wspólne akcje policji, straży leśnej i straży granicznej, wymierzone przeciwko nielegalnym rajdowcom lecz... najwyraźniej nie odstraszyło to właścicieli skuterów i terenówek do odwiedzania tej góry. Leśnicy nie zasypiają jednak gruszek w popiele - zapewnił nadleśniczy Żbikowski i nadal próbują zwalczać ten proceder. Również w ową kwietniową niedzielę, gdy Pilsko drżało od huku silników, leśnicy fotografowali i notowali numery lawet samochodowych na których przywieziono skutery śnieżne widziane potem na stokach góry.
BĘDZIE MANDAT ?
- Informacje te zostaną przekazane policji - mówi Andrzej Żbikowski. Czy jednak na tej podstawie uda się ukarać mandatem - bo tylko na taką karę może być skazany „górski rajdowiec” - tych, którzy z Pilska urządzili sobie tor wyścigowy? Wiesław Zoń, szef żywieckiej drogówki nie kryje, że udowodnienie komuś, kto przywiózł w góry skuter śnieżny, że popełnił nim później wykroczenie, będzie bardzo trudnym zadaniem. Zaznaczył jednak, że „rajdowcy” nie mogą czuć się w górach całkiem bezkarnie. Już wielu przekonało się bowiem, że nawet na Pilsku można spotkać policjanta. - Osoby takie ukarano mandatami - wyjaśnił Wiesław Zoń. W okresie zimowym stoki Pilska patrolowali policjanci na nartach. Sama ich obecność działała odstraszająco na tych, którzy przyjeżdżają w góry nie tylko po to aby wypocząć, lecz również, aby... łamać prawo. Na przykład od czasu, gdy na stokach narciarskich pojawili się policjanci, spadła ilość kradzieży sprzętu narciarskiego. Patrole policyjne na Pilsku pojawiały się jednak tylko do połowy marca. W kwietniu miłośnicy skuterów mogli czuć się tam więc bezkarnie. Z pewnością stąd ich tak liczna obecność w tę kwietniową niedzielę. SKUTERY OBOK NARCIARZY
Wiesław Zoń zwrócił uwagę na coś jeszcze. Osoby jeżdżące na skuterach śnieżnych czy kładach po lesie można ukarać za łamanie ustawy o ochronie przyrody, ale co zrobić z tymi, którzy na skuterze mkną po trasach narciarskich? Tam ruch skuterów nie jest zakazany przepisami prawa, co potwierdza Tomasz Jano, zastępca grupy beskidzkiej GOPR. Nie kryje przy tym, że mknące z dużą prędkością po trasach zjazdowych skutery śnieżne stwarzają poważne zagrożenie dla narciarzy, lecz jedyne co mogą zrobić w takiej sytuacji goprowcy, to upomnieć nierozważnego kierowcę. Niewiele to jednak pomaga, a nawet - co przyznają ratownicy, powoduje wręcz przeciwny skutek - wywołuje agresję u upominanej osoby. Tymczasem na Pilsku trasami narciarskimi można dotrzeć na sam szczyt góry...WALKA Z WIATRAKAMI ?
Można więc zapytać, czy walka z tym zjawiskiem ma w ogóle sens, skoro w praktyce kara za złamanie prawa w tym przypadku jest symboliczna, a udowodnienie komuś, że jeżdżąc po górach pojazdem terenowym prawo łamie, trudne czy wręcz niewykonalne? Zwłaszcza że nawet w schronisku turystycznym na hali Miziowej funkcjonuje wypożyczalnia... skuterów śnieżnych, o czym można dowiedzieć się chociażby z informacji zamieszczonej w Internecie. Gospodarz obiektu Krzysztof Porębski zapewnia, że choć nosił się z zamiarem uruchomienia takiej wypożyczalni - stąd informacja w Internecie - to nigdy nie zaczęła ona funkcjonować i skutera wypożyczyć w schronisku nie można. Ale posiada on sporą flotę takich pojazdów, które wykorzystywane są do transportu zaopatrzenia oraz bagaży przybywających do schroniska gości...Tekst i foto: MARCIN PŁUŻEK


Artykuł wyświetlono 2750 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 12
rafli
straszne mi to niszczenie terenu jak na nim leży metr sniegu, nie przesadzajcie, czesto widuje gosci na skuterach na pilsku i nic do nich nie mam, jezdza swoimi trasam i nikogo nie chca przejechac ani zrobic na złośc, a osoby którym to przeszkadza to widocznie sa zazdrosni wiec muszą z tego robic straszny problem. Skóter sniezny jest po to zeby nim jezdzic po sniegu najlepiej w terenie górzystym.
antar
A może pan Krzysztof Porębski zawrze umowe z Policją i będzie wypożyczał skutery do ścigania tych co szaleją na trtasach? Sam nie straci bo maszyny nie będą stały bezczynnie a Policja nie musi wydawać kasy na zakup pojazdów.
Obrońca
Pan Bożek razem ze swoimi "ekologami" umie tylko przenosić żaby przez jezdnię, ale gdzie trzeba naprawdę walczyć z wandalami na qadach. Popieram aby robić takim bandytom zdjęcia i przekazywać policji.
GP
Nie wiem, jak wygląda sprawa zakupu takiego sprzętu, ale wydaje mi się, że nie trzeba na to brać faktury, czy innego rachunku, w którym by się podawało dane osobowe. Jak ktoś "zwinie", to jedynym tropem może być jedynie numer "nadwozia" (czy też ramy?), który nie jest widoczny dla spacerowiczów itd., więc tym tropem też nie dojdziesz do właściciela. Kwestia jest taka - o czym wspomniano też w artykule powyżej - że jeżdżąc po lesie nie potrzebujesz żadnych uprawnień, rejestracji itd. Inaczej wygląda sprawa, jak ktoś jeździ po drogach publicznych - wtedy taki Quad musi być zarejestrowany, ma tablice rejestracyjne, a do jego kierowania wymagane jest prawo jazdy, bodajże kategorii B. Z tym, że jak ktoś jeździ quadem po mieście, to nie jeździ pewnie po lesie i na odwrót... Także niestety nie łapiąc tych szaleńców na gorącym uczynku (i nie zatrzymując ich w tym momencie) nie ma najmniejszych szans, by im cokolwiek udowodnić.
mal
Żaden sposób? Nawet jak ktoś komuś zwinie czy wykorzysta do przestępstwa - nie ma szans odszukać właściciela nawet u dystrybutora? Żadnych uprawnień, prawa jazdy itp? Jakaś czarna dziura biurokratyczna...
GP
ania0703 - zapewniam Cię, że na pewno się to nie znudzi... To za bardzo wciąga tych ludzi, którzy jeżdżą. mal - niestety pojazdy te nie są w żaden sposób rejestrowane.
mal
I tak i nie - kwestia choćby zrobienia wywiadu środowiskowego i zapytania się gdzie właściciel był danego dnia. Te pojazdy chyba są jakoś rejestrowane?
poplanna
Zrobienie zdjęcia nic nie da ponieważ te pojazdy nie posiadają tablic rejestracyjnych a bez tego nie ma szans na złapanie danej osoby.
celt
Najłatwiej powiedzieć, ze trudno złapać. Niech Policja robi regularnie konkursy na najlepszą fotografię leśnych bandytów na motorach itp a dowodów dostarczą sami turyści. Ja sam mam kilka zdjeć aut wyjeżdżających na Szyndzielnię
ja
Pan Bożek zrobił sobie w tej sprawie wakacje, wie że i tak nic nie zrobi więc po co cokolwiek zaczynać.
aaa
A ja mam pytanie . Gdzie jest Pan Bożek z klubu Gaja. tak strasznie walczy o stok na szyndzielni, zasłaniając się przepisami prawa unijnego a ma głąboko w nosie niszczenie terenów , hałas oraz pieszych turystów poruszających się z małymi dziećmi po szlakach. Czyżby się bał, jakoś nie widziałem żadnej akcji tegoż klubu wymierzonego przeciwko jeżdzącym po górach wariatom. To jest właśnie działanie tegoż klubu, skupianie się na rzeczach medialnych, natomiast przyechodzenie bezinteresownie wokół "śmieci leżących pod nogami"
ania0703
Kłady to moda, która weszła około dwa lata temu daję im jeszcze dwa lata i się znudzi, a z nimi się chyba nigdy nie wygra. Nie da się ich dogonić więc nie ma jak ukarać.

Klauzula informacyjna ›